Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czas. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 marca 2016

Wyimki wielkanocne



Kiedy zobaczyłem ten tryptyk z klasztoru św. Katarzyny na Synaju (XII wiek) przypomniała mi się jedna z książek ks. prof. Wacława Hryniewicza, a dokładniej Nasza Pascha z Chrystusem. Autor wywodzi w niej m.in., że wprawdzie śmierć Jezusa nastąpiła w przemijającym czasie historii, ale zawiera w sobie zarazem koniec czasów(1). Tego samego stwierdzenia nie da się już użyć w stosunku do Zmartwychwstania, gdyż dokonało się ono poza zasięgiem czasu, niejako na styku z wiecznością(2). W rzeczywistości nie jest już ono wydarzeniem należącym do ziemskiego sposobu egzystencji. Granicą czasu jest bowiem śmierć, początek wieczności(3).

Wszystkim życzę dobrych świąt! Alleluja!

(1) W. Hryniewicz, Nasza Pascha z Chrystusem. Zarys chrześcijańskiej teologii paschalnej, t. 2, Lublin 1987, s. 269.
(2) Tamże, s. 271.
(3) Tamże.

Szerzej: S. Anna Murawska, Kosmiczny wymiar pełni zbawienia w Chrystusie Paschalnym w ujęciu ks. Wacława Hryniewicza, „Teologia w Polsce”, nr 9,2 (2015), s. 131-147.



piątek, 21 lutego 2014

43

Czas to nie droga szybkiego ruchu pomiędzy kołyską a grobem, czas - to miejsce na zaparkowanie pod słońcem.
Phil Bosmans

Czytanie ma ten efekt uboczny, że albo odbiera człowiekowi chęć do pisania, albo wręcz przeciwnie, do tego pisania go przymusza. Przyznam, że ostatnio znalazłem się na pierwszym z tych biegunów i gdyby nie fakt, że co roku, w okolicach 21 lutego, staram się skreślić kilka zdań, pewnie ten wpis by nie powstał. Im bowiem jestem starszy, tym bardziej dostrzegam wagę pewnych stałych punktów odniesienia, tych delikatnych elementów tkanki rzeczywistości, które w owej rzeczywistości pozwalają człowiekowi zorientować się skąd wyszedł, kim jest i dokąd zmierza. A że dekoracje, w których odgrywamy rolę swojego życia, zmieniają się dość dynamicznie, to i z tą orientacją różnie bywa, zaś nasze spojrzenie na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość ulega znacznym przekształceniom. Istotną rolę w tym procesie odgrywają zarówno nasze fascynacje, jak i rozczarowania. Pewnie zwłaszcza te ostatnie.
Taka jest cena dojrzewania, dorastania do wieczności. I tak najpierw chcemy żyć szybko, kochać mocno i umierać młodo, później orientujemy się, że wyszło jak zwykle, by w końcu zacząć obawiać się, jakie będą tego konsekwencje.
Słucham wiec Róż Europy sprzed lat i tych obecnych, dokładając sobie na deser Voo-Voo, by ostatecznie dojść do wniosku, że osobiście nie mam powodów do aż takich rozterek, a moja natura nie sprzyja stawianiu pytań, z definicji zakładających skrajnie pesymistyczne odpowiedzi. Tym bardziej, że rozterki tego typu raczej niczemu dobremu nie służą. No chyba, że znajdujemy w sobie siłę, by przetworzyć je w pozytywne działanie. A o tym, że pewnie siły takiej w sobie szukamy, świadczy popularność różnego rodzaju poradników, w typie 30 rzeczy, które należy przestać sobie robić, czy 30 rzeczy, które zrestartują Twoje życie.
Nie potrafię jednoznacznie ocenić takich rad, ale wolę je już od tych, których realizacja ma zapewnić człowiekowi wiekuistą młodość. Wiara w to, że właśnie owa młodość (cokolwiek ten termin oznacza) jest wartością, której należy podporządkować całą naszą aktywność, wydaje mi się niczym nieuzasadniona, by nie rzec wprost – absurdalna. Absurdalna, ale dająca się wytłumaczyć. Ot choćby słowami  Magdaleny Ziętek: Dla kapitału interesujący (…) są tylko ci, którzy dysponują odpowiednimi środkami finansowymi. A ponieważ w społeczeństwach zamożnych w tej chwili mamy do czynienia z sytuacją nasycenia rynku, dalsze napędzanie produkcji możliwe jest tylko dzięki „produkowaniu” nowych potrzeb. Kapitalizm dla swojego rozwoju potrzebuje więc człowieka o mentalności materialistyczno-hedonistycznej. Produkowanie nowych potrzeb możliwe jest bowiem tylko wtedy, kiedy uwaga ludzi będzie w sposób celowy przenoszona na sferę materialną. Asceta, który swoje potrzeby ogranicza do minimum, w gruncie rzeczy hamuje tak zwany rozwój gospodarczy.
Dalibóg nie jestem ascetą! Ale zwariować się też nie dam! Mam lustro i patrzę w nie codziennie. A choć widzę w nim co raz to inny obraz, dostrzegam zarazem tego samego człowieka. Skończyłem 43 lata i dobrze mi z tym.

środa, 10 kwietnia 2013

Czas...

Wszystkie ścieżki ludzkiego ethosu przechodzą przez bramy prawdy, których obchodzić nie wolno.
ks. Józef Tischner


Nie jest do końca istotne, czy czas istnieje obiektywnie, czy też tylko subiektywnie egzystuje w naszych umysłach, jako wytrych do rzeczywistości. Ważne jest jedynie to, że bez pojęcia czasu trudno nam wyobrazić sobie cokolwiek, co ma związek z istnieniem. Być to bowiem zmieniać się. Zmiana z kolei trochę niesłusznie kojarzona jest z rozwojem, ten zaś, jeszcze niesłuszniej, z postępem. Prawdą jest jednak, że postęp i czas - jako pojęcia - są ze sobą związane nierozerwalnie.
Zasadniczo, motorem postępu jest ponoć nasze lenistwo. Mianowicie - jesteśmy innowacyjni po to jedynie, by nasze wynalazki zaoszczędziły nam wysiłku. Wygospodarowany dzięki nim czas moglibyśmy bowiem przeznaczyć na nicnierobienie. Tymczasem, wydaje się, że jesteśmy bodajże tyleż leniwi, co chciwi.  Zamiast więc pożytkować rozwój cywilizacyjny na piaszczystych plażach Zanzibaru, zaprzęgamy go do kieratu wydajności, sami pracując wielokrotnie więcej niż w dobie przedindustrialnej.
Praca znalazła się w absolutnym centrum ludzkiego etosu. Zajęła miejsce początkowo zarezerwowane dla Boga, później dla człowieka, rozumu, ducha czy rozwoju. Stanowi sens i osnowę narracji opisujących rzeczywistość w skali makro i mikro. Nie piszemy już nawet życiorysów. Zamiast nich tworzymy CV. Nie jest już bowiem tak ważne kim naprawdę jesteśmy. Swą wagę ma jedynie to, jakie zgromadziliśmy – związane z pracą - doświadczenia.
Mam swoje powody, by w szczególny sposób pochylać się dzisiaj nad ostatnimi dwiema dekadami mojego życia. Praca stanowiła o tyle istotną ich treść, że częstokroć przesłaniała to, co - wiem to dzisiaj - powinno było zawsze stać ponad tym, co zmienne. Z drugiej strony jestem tu gdzie jestem dzięki serii wyborów, jakich dokonałem. Na ile - podejmując poszczególne decyzje - świadomy byłem ich konsekwencji? Nie wiem. Ale czy w ogóle dana jest nam taka zdolność? Czy potrafimy żyć w poprzek rzeczywistości? Niektórzy pewnie tak...