piątek, 10 września 2010

Romowie we Francji


Nicolas Sarkozy otworzył coś w rodzaju >puszki Pandory<. Jego nieodpowiedzialna polityka wobec Romów z jednej strony uaktywniła ksenofobiczne środowiska w wielu państwach UE (np. na Węgrzech pojawiły się głosy mówić o konieczności izolacji bądź deportacji z kraju tamtejszych Romów), z drugiej zaś obnażyła słabość unijnej polityki integracji tej mniejszości. Słabość? W zasadzie jej całkowity brak. Obserwując bowiem od lat aktywność Brukseli w tym obszarze nie mogę oprzeć się wrażeniu, że – wobec braku wizji rozwiązania problemu - przyjęła ona strategię zamiatania sprawy pod dywan, czemu służy kosztowna i nieefektywna polityka rozproszonych programów i projektów. Tymczasem integracja Romów w Europie wymaga zindywidualizowanego podejścia, systematyczności i konsekwencji. Bo Romowie to mozaika grup o odmiennych tradycjach, odmiennym sposobie waloryzowania rzeczywistości, odmiennym sposobie podejścia do nie-Romów. Z drugiej strony, jako zbiorowość, to grupa posługująca się systemem wartości znacząco różnym od tych, które w potocznym rozumieniu uznaje się za europejskie. Bez zrozumienia i akceptacji tych podstawowych prawd o jakiejkolwiek integracji można po prostu zapomnieć.

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Grzech ekologiczny






Patrzę sobie na działaczy Greenpeace przed Ministerstwem Środowiska i zastanawiam się, jak wiele obliczy potrafi mieć działalność proekologiczna. I love puszcza! Chętnie i ja sie pod tym podpiszę. Zwłaszcza, że tym razem mamy do czynienia raczej z happeningiem niż ekoterroryzmem. Sam miałem niedawno pomysł na mały ekologiczny event, ale z różnych względów go nie zrealizowałem. Może to jest właściwa chwila, by upublicznić ten pomysł? A miał on związek z Piknikiem ekologicznym UMWM, na którym chciałem zaprezentować poniższy – zrozumiały zapewne jedynie dla wąskiej grupy odbiorców – utwór.



Niezaangażowany, antypolityczny mini-poemat ekologiczny



I


Jedzie Wojtek wielką furą,

pusty worek wiezie.

Tu przystanie, tam popatrzy:

krowa w szkodę lezie.


Mija łany i ugory, kłania sie na boki.

Wtem wypatrzył gdzieś w oddali – dym idzie w obłoki...


Przy ognisku Andrzej ze wsi

pastereczkę ściska.

Dwie opony dla rozgrzewki

cisnął do ogniska.


Na zorane Wojtka czoło

Mars wystąpił srogi.

Nabrał w płuca nieco dymu,

wydał okrzyk trwogi:


"Ej Andrzeju! Ty nicponiu!

Ty słupie wieliczny!

Wszak to grzech jest!

Grzech to wielki!

Grzech ekologiczny!!!"


II

Autostradą, w dzień roboczy pruje Mały Marek

i co chwilę, dość nerwowo, zerka na zegarek.

Minąć bramki na Balicach trzeba bardzo sprawnie,

wtedy lekcja angielskiego łatwo nie przepadnie.


Chciał przycisnąć więc do dechy pedał gazu nogą,

wtem powiało gdzieś z oddali nie chłodem, lecz trwogą...


I głos dał się słyszeć straszny:

"Marku! Olaboga!!!

Miej choć serce dla przyrody!

Atmosfery szkoda!!!


Wszak to diesel, więc przepały

przejdą w pył toksyczny.

A to grzech jest!

To grzech wielki!

Grzech ekologiczny!!!"

III

Kraków to miasto magiczne,

jest w nim ulic wiele,

stoi tam Basztowa nasza

na tych ulic czele.


Jak magnes przyciąga ludzi,

ze wschodu, z zachodu,

wielkie namiętności budzi

mimo swego chłodu.


Wśród tego sporego grona

jest też Roman Srogi,

co ku utrapieniu Grzesia

wciąż testuje drogi.


Ma ów Roman problem duży, sporo bólu głowy,

dostrzegł bowiem w szczerym polu pociąg osobowy.


No bo kolej, moi mili,

to dziś ma do siebie,

że miast jechać, raczej stoi,

jak zenit na niebie.


Mruży Roman brwi krzaczaste,

krzywi rys mimiczny.

Wszak to grzech jest!

Grzech to wielki!

Grzech ekologiczny!!!

IV

Tylko Leszek, gdzieś po miedzy, per pedes przez Polskę,

tupie sobie równym krokiem – wtem spotyka gąskę.

Ta zmrużyła oczka łzawe,
by polszczyzną śliczną

wyrzec jemu taką sprawę -

proekologiczną:


"Tuczą mnie tu siłą Leszku,

choć żem taka śliczna,

a pszenica ta w dodatku

trans jest genetyczna".


Zadumał sie Leszek chwilę:

"Na co mi to wszystko?

Kultura wszak da se radę...

Lecz czy środowisko?


Jadłem pasztet nie raz jeden.

Pachniał i był śliczny.

Tak grzeszyłem,

bo to przecież

grzech ekologiczny!".


V

Duży Marek siadł na miedzy,

zaczął liczyć kłosy.

Co przeliczył mórg niecały

gładził siwe włosy.


Wtem pomyślał o zagrodzie,

co ją miał na oku.

Stajnia duża, tylko konie

stoją bez obroku.


Znarowiły się te szkapy zaraz na początku.

Każda chciała, żeby woźnica siedział w ciemnym kątku.


Więc wóz stał pośrodku pola jakby przyszpilony,

bo koniki chciały ciągnąć w cztery różne strony.


A w naturze każdy organ

to jest twór logiczny.

Podział taki więc to grzech jest!

Grzech ekologiczny!!!
VI
Morał z tej powiastki długiej
jest smutny niestety:
trzeba widzieć cel odległy,
a nie tylko bzdety.


Kiedy zamiast pełni widzisz tylko połowicznie -

grzeszysz strasznie przyjacielu, bo ekologicznie!!!

czwartek, 12 sierpnia 2010

Żenada



Żenujące przedstawienie zaprezentowała nam dzisiaj Kancelaria Prezydenta RP do spółki z Magistratem Stołecznego Miasta. Odsłonięcie tablicy, która nikogo nie usatysfakcjonuje, a raczej podgrzeje i tak wysoką już temperaturę sporu. Odsłonięcie niemalże wstydliwe. Jak gdyby stanowiące potwierdzenie faktu, że sytuacja przerosła tak ministra Jacka Michałowskiego, jak i jego adwersarzy.


Żenujące zachowanie >>obrońców<< krzyża. Przynajmniej tych, których tak eksploatują media. Bo dla każdego, kto choćby na chwilę zajrzał ostatnio na Krakowskie Przedmieście, jasnym jest, że serwują one nam bezczelną manipulację pomijając tę większość, która bez zacietrzewienia, ale konsekwentnie obstaje przy tym, w co – po prostu – wierzy.


Żenujące manifestacje tych z drugiej strony barykady. Nikt, kto widział co sie tam dzieje nie powinien mieć wątpliwości, że przekroczone zostały granice stosownej odpowiedzi. Szczerze powiedziawszy zdaję sobie sprawę z nieadekwatności określenia >>stosowność odpowiedzi<<.


Żenujący wiec Lewicy na Placu Konstytucji. Miejsce wybrane super. Wszak upamiętnia stalinowską konstytucję z 1952 roku. Trudno o lepsze miejsce, by apelować o zepchnięcie religii do kruchty. Brawo panie Napieralski! Jakże trudno odciąć się od korzeni... Co ciekawe, nie zauważyłem, żeby jakiś dziennikarz dostrzegł tę dziwaczną zbieżność haseł i miejsca.


Żenująca płycizna dyskursu, któremu mogłaby służyć >>awantura<< o krzyż. A przecież jeśli taki by się jednak pojawił nabrałaby ona rzeczywiście charakteru >>sporu<<. Proponuję temat: >>Czy w porządku społecznym posiadamy jakiś inny system wartości stanowiący odniesienie dla naszych działań niż ten, który wyrasta z chrześcijańskiego dziedzictwa?<<, albo: >>Co w rzeczy samej oznacza postulat sekularyzacji życia publicznego? Jaki system wartości powinien zastąpić wartości chrześcijańskie w życiu publicznym?<<.


To co się dzieje wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu to nie tylko walka grupek >>szaleńców<<. To przede wszystkim – w szerszym wymiarze – spór symboliczny. Cieszą mnie, w tym kontekście, stonowane i nieśpieszne wypowiedzi księdza arcybiskupa Kazimierza Nycza. Wierzę, że wie co robi, a cokolwiek robi, robi z godnym sprawy namysłem. Jeśli ktokolwiek może przeciąć ten węzeł gordyjski, to tylko on. Szkoda jedynie, że Kościół w tę sytuację został wmanewrowany. Wmanewrowany przez polityków, którzy każdą świętość położą na ołtarzu politycznej >>skuteczności<<.

czwartek, 5 sierpnia 2010

>>Krzyż Smoleński<<



Bywa, że bardzo nie lubię mieć racji. Dzień po napisaniu ostatniego posta wysłuchałem w mediach wypowiedzi ministra Michałowskiego wieszcząca koniec awantury o krzyż na placu przed Pałacem Namiestnikowskim. Wstąpiła też we mnie na moment wątła nadzieja, że pomyliłem się twierdząc, że szybko się nie zakończy, bo nie o kompromis w niej chodzi.


Nie zachwyciła mnie ta inicjatywa. Nie trawię, kiedy symbolicznymi gestami próbuje się wbić w głowy ogółu, że miejsce religii jest li tylko i wyłącznie w kościele. Ale życzyłem tej inicjatywie powodzenia. Bo nie toleruje, gdy najważniejszy dla mnie symbol traktuje się, jako przedmiot politycznych harców. Przeniesienie >krzyża smoleńskiego< do kościoła pw. św. Anny uznałem więc za mniejsze zło. Taki tam zgniły kompromis. Tyle że oczywistym było od początku, że ten kompromis wymaga czegoś więcej niż salonowych uzgodnień ministra Michałowskiego. Emocje, które stoją za całą sprawą, emocje wykorzystane politycznie przez wszystkie strony partyjnego sporu, nie poddają sie bowiem najwykwintniejszym nawet słowom.


Czuję sie bezsilny w obliczu postpolityki. Do wściekłości doprowadzało mnie dotychczas niszczenie ludzi w imię politycznej skuteczności. Dzięki awanturze o krzyż zrozumiałem, że znacznie groźniejsze jest uderzenie, w tym samym celu, w symbole. W to, co organizuje nasze emocje i konstytuuje wizję świata. Gdybym choć wiedział, co proponuje nam się w zamian... Ale w erze postpolityki nie tworzy sie wszak pozytywnych projektów...

wtorek, 20 lipca 2010

Krzyż. Kolejna runda.

Mamy więc kolejną awanturę o krzyż. Od kiedy to już awanturujemy sie o ten symbol? Awanturujemy, a nie walczymy. Warto zauważyć tę różnicę. Zieje bowiem przepaść pomiędzy buntem uczniów we Włoszczowej, a tym, co dzisiaj fundują nam politycy. Zresztą... O Włoszczowej przeczytać można już w podręcznikach, a o domniemanej obrazie uczuć religijnych przez plakat do filmu >>Skandalista Larry Flynt<< nie pamięta chyba już nikt poza mną.
Patrzę na rozentuzjazmowane grupy po obydwu stronach barykady i oczom nie wierzę. Niby wiem. Niby rozumiem. Ale nadal w głowie mi sie nie mieści, że – dla polityki – można wykorzystywać prawdziwe ludzkie emocje. Z drugiej zaś strony, że ludzie tak łatwo dają sie wmontowywać w ten emocjonalny szantaż.
Jedynym światełkiem w tunelu jest w tej sytuacji powściągliwość Kościoła instytucjonalnego. Publicyści, którzy utyskują na jego milczenie starają się sprowokować przedstawicieli episkopatu do opowiedzenia się po konkretnej stronie politycznego szańca. Mam nadzieję, że ta sztuczka im się nie uda.
A rozwiązanie problemu jest w rzeczy samej banalne. Krzyż może (a moim zdaniem nawet powinien) pozostać na placu przed Pałacem Namiestnikowskim. Tylko nie tu, gdzie ustawili go harcerze, a nieco z boku. Chociażby w okolicach Kościoła Seminaryjnego. Podkreślam: w okolicach! Nie jestem bowiem zwolennikiem tezy o konieczności zepchnięcia religii do kruchty. Jeśli nadać by aktowi przeniesienia odpowiednią rangę – kompromis gwarantowany. Tylko czy o kompromis tu chodzi..?

wtorek, 22 czerwca 2010

Romowie i seniorzy w WBP


PS. Nie lubię, gdy sie odmienia moje nazwisko, ale co tam:-).

czwartek, 10 czerwca 2010

XI Międzynarodowy Tabor Pamięci Romów



Z Działu Romskiego Muzeum Etnograficznego w Tarnowie dostałem dobrą nowinę. Spieszę więc podzielić się nią z bliźnimi:


W dniach 22-25 lipca 2010 r. po raz jedenasty wyruszy Międzynarodowy Tabor Pamięci Romów. Honorowy patronat nad imprezą objął pan Marek Nawara - Marszałek Województwa Małopolskiego.


Jak co roku, przy dźwiękach romskiej kapeli, Tabor wyruszy z Muzeum Etnograficznego w Tarnowie. Celem wędrówki jest leżąca nieopodal wieś Szczurowa oraz inne okoliczne miejscowości naznaczone krwią Romów, pomordowanych w czasie II wojny światowej. Przez kolejne dni Taboru oddamy hołd zmarłym w miejscach ich spoczynku. Tabor przypomina tych, których życie zostało przerwane, ale i przybliża romskie tradycje, wędrowne życie, język, muzykę, stroje i romskie potrawy. Będziemy więc również spędzać czas na wspólnych spotkaniach, muzykowaniu i biesiadowaniu w odtworzonym na te dni obozowisku cygańskim. Organizatorzy serdecznie zapraszają wszystkich Gości do udziału w tym święcie pamięci i wspólnoty. >>Każdy, kto nam przyjacielem, będzie miłym gościem w czasie wędrówki i postojów<<.


Organizatorzy: Muzeum Okręgowe w Tarnowie – Instytucja Kultury Województwa Małopolskiego, Centrum Kultury Romów w Tarnowie. Partnerzy: Stado Ogierów w Klikowej, Stowarzyszenie Kobiet Romskich w Krakowie, Romskie Stowarzyszenie Oświatowe – Harangos, Gmina Szczurowa, Gmina Borzęcin.


Projekt realizowany jest dzięki dotacji przyznanej przez Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w ramach Rządowego programu na rzecz społeczności romskiej w Polsce.


Tabor poprowadzą: Adam Bartosz – dyrektor Muzeum Okręgowego w Tarnowie, Adam Andrasz – dyrektor Centrum Kultury Romów. Szczegóły znajdą Państwo na: http://www.muzeum.tarnow.pl/.


Relacje z poprzednich edycji Taboru Pamięci Romów: http://muzeum.tarnow.pl/artykul.php?typ=6


UWAGA: Dokładny czas wyjazdów, postojów, popasów liczyć należy wedle słońca i końskich nastrojów.