Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żałoba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żałoba. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 czerwca 2011

Exegi monumentum aere perennius

Bo śmierć, jeśli się dobrze zastanowić, jest prawdziwym i ostatecznym celem naszego życia. A ja już od kilku lat tak zżyłem się z tą prawdziwą i najlepszą przyjaciółką człowieka, że dla mnie wcale nie jest przerażająca, przeciwnie - uspokajająca i pocieszająca! (...) Kiedy się kładę spać, zawsze pomyślę, że choć jeszcze jestem młody, już jutro może mnie nie być. Nie pamiętałem tych słów. Wyszły spod pióra Wolfganga Amadeusza Mozarta. Przypomniał mi je kaznodzieja, głoszący homilię podczas nabożeństwa żałobnego za duszę śp. Marka Nawary w raciborowickiej, długoszowskiej świątyni. I wtedy przed oczami stanął mi długi rząd tych, których już pożegnałem.
Często ich widzę. Przeglądając książkę kontaktową w telefonie zawsze zastanawiam się, co zrobić z ich numerami. Podobnie, gdy przeglądam wizytowniki. Dzisiaj – tylko z jednego – wyjąłem cztery karty. Leżą przede mną na biurku. Tyle dobrych wspomnień… Szczególne wrażenie robi na mnie wizytówka śp. Pawła Świderskiego z odręcznie dopisanym Pozdrawiam serdecznie. Za kilkanaście dni minie trzy lata, jak pożegnaliśmy go na cmentarzu bieżanowskim. Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj. Najwyraźniej maksyma z wadowickiej bazyliki przemawia do człowieka z większą siłą, kiedy przekroczy się już czterdziestkę.
O Pawle myślałem nie dalej niż w sobotę. Wybrałem się z córką na krakowski Rynek, by podziwiać coroczną, jedenastą już, paradę smoków. Nie opuszcza mnie przeświadczenie, że to właśnie on był pomysłodawcą tego przedsięwzięcia. Pamiętam jego działania związane z Chinami i ich kulturą. Smok, jako artefakt obecny w krakowskim micie i chińskie smoki wydawały mu się idealnym pretekstem do działań zamierzonych na skalę znacznie większą niż tylko dziecięcy pochód. Czekałem więc, że ktoś wspomni o nim choć słowem. Nie doczekałem się. Szkoda. Z drugiej jednak strony, jakie to ma znaczenie? Dla Pawła pewnie żadne. Żyje we wdzięcznej pamięci wszystkich, którym dane było go spotkać. A oni nie potrzebują, by przypominać im jego zasługi. A kiedy i ich zabraknie, żył będzie we wszystkich znakach dobra, które po nim pozostały.

sobota, 9 kwietnia 2011

10 kwietnia rok później

Obejrzałem „W milczeniu”. Mądry film. Nie rozdrapując ran pokazuje indywidualny wymiar tragedii jaka dotknęła rodziny ofiar katastrofy prezydenckiego Tu-154 pod Smoleńskiem. To pierwszy film dotykający problemów związanych z wydarzeniami sprzed roku, jaki zdecydowałem się obejrzeć. „Mgła” i „Lista pasażerów” ciągle czekają na właściwy moment. Zresztą niebawem pewnie pojawią się kolejne.
„Katastrofa smoleńska” stała się też tematem wielu książek. Jeśli którąś z nich miałbym przeczytać to zapewne „12 rozmów o miłości. Rok po katastrofie” Joanny Racewicz. Jak większość Polaków i ja zmęczony jestem całym tym politycznym zgiełkiem wokół wydarzeń z 10 kwietnia ubiegłego roku. To zmęczenie jednak – jak mi się wydaje – nie przeszkadza nam w byciu solidarnym z tymi, którzy stracili przyjaciół i najbliższych.
W jednym z niedawnych wywiadów kardynał Stanisław Dziwisz zauważył, że „przechodziliśmy już "wiele innych, może większych nieszczęść" niż katastrofa samolotu pod Smoleńskiem, i nie może nas ona zatrzymać w przeszłości”. To bardzo wyważona i raczej reprezentatywna dla „oficjalnego Kościoła” wypowiedź wskazująca na konieczność zakończenia żałoby. Kościół zapewne dołoży starań, by odbyło się to godnie, zwłaszcza że sam, w „polityczny zgiełk” po katastrofie został dość boleśnie wplątany. Boleśnie chociażby dlatego, że do politycznej awantury, wykorzystano najważniejszy dla niego symbol – krzyż.
Zakończenie żałoby nie oznacza ani końca pamięci o ofiarach katastrofy, ani zamknięcia procesu dochodzenia do prawdy o jej przyczynach. Nie wierzę też, by przyczyniło się do zmniejszenia jej udziału w bieżącej walce politycznej. Temat jest zbyt – w tym sensie – nośny, by w roku wyborczym można było na to liczyć. Przestałem także wierzyć w to, że tak katastrofa, jak i ta chwila jedności, jaka po niej nastąpiła, nauczyły nas czegokolwiek.
Miłość mądra i miłość zaślepiona: Barbara Skarga i Leszek Kolakowski o patriotyzmie.