piątek, 1 lutego 2013

Na szczęście...



W życiu nie chodzi o szczęście, lecz o dobre życie.
prof. Barbara Skarga

 
Przełom starego i nowego roku sprzyja wyjątkowo myśleniu o szczęściu. Ostatnie dni grudnia i pierwsze stycznia obfitują w rozliczne życzenia, które bądź to do tego pojęcia się sprowadzają, bądź też bezpośrednio go dotyczą. Gdyby życzenia się sprawdzały, bylibyśmy zapewne permanentnie szczęśliwi, z wyłączeniem tych nielicznych jednostek, którym większość życzy zgoła czegoś odmiennego, zazwyczaj zresztą nieszczerze składając życzenia szczęścia. Tak czy inaczej szczerość czy nieszczerość intencji leżących u źródła życzeń nie ma większego znaczenia, podobnie jak sprawczego znaczenia nie mają one same, pozostając jedynie sympatycznym świadectwem pamięci i dobrych intencji bliźnich.
Fakt, że powszechnie życzymy sobie szczęścia zdaje się świadczyć o tym, iż wszyscy go pożądamy. Pragniemy mieć szczęście i być szczęśliwymi, zazwyczaj zresztą utożsamiając te stany. Tymczasem mieć szczęście nie oznacza zarazem bycia szczęśliwym. To, że ktoś miał szczęście i (dla przykładu) wygrał sporą sumę na loterii, nie czyni go automatycznie szczęśliwym. Ba! Bywa, że jest wręcz odwrotnie. Mający – w ujęciu obiektywnym - szczęście może bowiem subiektywnie uważać, że gdyby rzeczywiście je miał wygrałby znacznie więcej, gdy tymczasem zdobył sumę, która nie pozwala mu spełnić wszystkich pokładanych w wygranej oczekiwań. Poza tym staje się on natychmiast adresatem rozlicznych próśb i wniosków bliskich i znajomych, którzy takiego szczęścia nie mieli, a chętnie też poczuliby się nieco bardziej szczęśliwi. A indagacje te bynajmniej szczęśliwym go nie czynią.
Pragnienie szczęścia najwyraźniej nas pochłania, czego wyrazem jest wiele obiegowych opinii krążących na jego temat. Jedna z nich głosi np., że kto ma szczęście w kartach nie ma szczęścia w miłości, zaś kto ma szczęście w miłości nie powinien próbować hazardu. Inna z kolei, że pieniądze szczęścia nie dają. Wynikałoby z tego niezbicie, że „szczęściarz” wygrywający w karty z góry skazuje się na bycie nieszczęśliwym. Z kolei ten, któremu szczęście w kartach nie dopisuje, zyska miłość, która zasadniczo również ze szczęściem wiele wspólnego nie ma, bo - jak powiada ludowe porzekadło - „Miłość je sto razy gorszo niż wściekłość, bo od wściekłości pomoże, a od miłości - uchowaj, Boże”. Ludowym mądrościom w sukurs przychodzi literatura światowej klasy, gdzie o przykłady harmonii pomiędzy szczęściem a miłością trudniej niż o dokładne oszacowanie ilości diabłów na łebku szpilki.
Ta nieuchwytność szczęścia prowadzi do poczucia jego deficytu, zaś deficyt rodzi pożądanie. To, iż wszyscy pragniemy szczęścia sprawia
z kolei, że kształtuje się rynek, na którym zdobyć można niezawodne ponoć sposoby jego pozyskania. Sprzedawcy szczęścia (ot choćby psychologowie pozytywni) niewątpliwie zbijają fortuny, co – zgodnie z przytoczoną wyżej opinią – z definicji czyni ich nieszczęśliwymi. Trudno więc, by uznać ich za wiarygodnych. Wniosek ten potwierdzają badania naukowe, z których niezbicie wynika, że pogoń za szczęściem jest najlepszą drogą do bycia permanentnie nieszczęśliwym.
Czy zatem szczęście istnieje? Niewątpliwie tak. Negacja w tym przypadku kłóciłaby się ze zdrowym rozsądkiem. Każdy z nas zaznał bowiem kiedyś szczęścia. I choćby była to najbardziej ulotna z chwil, trudno byłoby jej zaprzeczyć. Owo doświadczenie uczy zarazem, że poczucie szczęścia jest efektem ubocznym innych zdarzeń, samo w sobie pozostając niezamierzonym. Choć może nie tak do końca. Kiedy – dla przykładu - idziemy w góry, nie robimy tego przecież, by wypoc hektolitry wody ze swojego organizmu. Zamierzamy raczej osiągnąć jakiś realny cel - zdobyć szczyt. Wychodząc w góry wiemy, albo chociaż przypuszczamy, że jego osiągnięcie uczyni nas szczęśliwymi. Choćby na chwilę…




piątek, 21 grudnia 2012

Dobrych Świąt! Dobrego roku!

Stefan Mrożewski – Pokłon pasterzy
Ach! zła Ewa narobiła, kłopotu nas nabawiła, z wężem sama rozmawiała, i jabłuszka kosztowała.- Narobiła.
Adam z raju wypędzony zostawił płód zarażony.
Ale go z kłopotu tego, Matka Syna Przedwiecznego. - Wybawiła.
Robak chytry zwiódł mężatkę, za tę winę sam wpadł w klatkę.
Bo mu głowę podeptała, która od wieku przyjść miała - Białogłowa.
Czego dawno pożądali, cni Ojcowie oglądali, i już są dziś wypełnione, od Proroków objawione - Święte słowa.
Dziś w żłobie odpoczywa, z nieba zszedłszy prawda żywa,
Która nie będzie zawarta, owszem na wieki otwarta, - Że Zbawiciel
Od Aniołów ogłoszony, z Panny w stajni narodzony, Skąd wesele nam przynosi, Miły pokój ludziom głosi – Odkupiciel.


(Ze zbioru: Kantyczki. Pieśni na Boże Narodzenie, Księgarnia Luxemburgska 1867, T. II, s. 3-4)

sobota, 24 listopada 2012

Kobiety na traktory! Sportowcy na drogi!

An nescis, mi fili, quantilla prudentia mundus regatur? (Juliusz III)


O tym, że kobiety cywilizują mężczyzn, nikogo przekonywać nie trzeba. Z faktami po prostu dyskutować nie przystoi. A że robią to czasem używając ciosów – nomen omen - poniżej pasa? Cóż. Widać muszą. O tym, że ciosy te są o tyle dotkliwe, co skuteczne świadczy historia naszej cywilizacji. Nie dziwi więc, że i w kulturze temat ten, acz bolesny i niewygodny, nie został całkowicie przemilczany. Klasycznym przykładem ekspozycji tego motywu jest dramat Arystofanesa z 411 r. p.n.e. pt.: "Lizystrata". Osobom o słabszej pamięci śpieszę przypomnieć, że ogniskuje się on wokół problemu zakończenia II wojny peloponeskiej. By skłonić swoich mężów do pokoju kobiety zawiązują spisek, w ramach którego separują ich od swoich alkow i wdzięków do czasu, aż zmądrzeją. Wyrazem tej mądrości miało zaś być zawarcie pokoju.
Opisaną przez Arystofanesa "historię" przypominał jakiś czas temu w "Dużym Formacie" Wojciech Orliński. Przyczynkiem zaś do tych wspominek był opisany przez  "Guardiana" przypadek dzielnych kobiet z kolumbijskiego miasteczka Barbacoas, które zastosowały metodę strajku seksualnego, by wymusić na swoich mężczyznach budowę upragnionej drogi. Nie muszę chyba dodawać, że metoda okazała się skuteczna, co szczególnie dziwić nie może.
Kontempluję ten przypadek już jakieś półtora roku zastanawiając się, czy aby nie jest to metoda warta rozpropagowania w kraju nad Wisłą, zważywszy, że i u nas z drogami - nadal - licho. Więc może gdyby tak małżonki/małżonkowie naszych panów posłów i pań posłanek postawiły/postawili analogiczne ultimatum, to kto wie, kto wie... Wzdragam się jednak przed nadmiernym eksponowaniem takiego postulatu zważywszy co najmniej trzy bezsporne fakty:
1. byłoby to w najwyższym stopniu niehumanitarne;
2. jako lud północny dłużej niż południowcy obywać się możemy bez uciech cielesnych;
3. z instytucji publicznych na "b" w naszym arcykatolickim kraju równie łatwo o zamtuz jak o bibliotekę z niewielkim wskazaniem na ten pierwszy przybytek.
Zważywszy wszystkie te fakty, skuteczniejszą metodą wydało mi się ograniczenie przywilejów poselskich poprzez odebranie paniom posłankom i panom posłom prawa do bezpłatnych przelotów/przejazdów, a nawet nałożenie nań obowiązku samodzielnego kierowania pojazdami mechanicznymi oraz wykluczenie z zakresu immunitetu wykroczeń drogowych. Przy okazji zabroniłbym im dodatkowo używania CB, co zresztą może niebawem zacząć dotyczyć nas wszystkich. Coś mi się wydaje, że wszędzie na świecie ta metoda mogłaby okazać się skuteczna. Wszędzie, wyjmując z tej reguły kraje na wschód od linii Odry i Nysy Łużyckiej, gdyż jak wiadomo zamieszkujące te tereny ludy mają przedziwną zdolność do nieszablonowego radzenia sobie z narzuconymi przemocą regułami. Pozostaje więc szukać dalej.
A że żyć przyszło mi w ciekawych czasach daleko szukać nie musiałem. Świeże jeszcze wspomnienie EURO 2012 i związanego z nim cywilizacyjnego skoku w zakresie infrastruktury każe wierzyć, że jedyną skuteczną metodą na podtrzymanie tego trendu jest jak najszybsze przyznanie Polsce praw do organizacji (kolejność nieprzypadkowa):
1. Zimowych Igrzysk Olimpijskich,
2. Letnich Igrzysk Olimpijskich,
3. Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej.
Na oko biorąc, po takim maratonie będziemy najlepiej komunikacyjnie rozwiniętym krajem świata, że o innej infrastrukturze nie wspomnę. I choć żal mi naszych Taterek, zdania nie zmienię. Paniom i panom posłom pragnę zaś za Krzysztofem Wargą przypomnieć słowa Thomasa Bernharda z "Przyczyna. Przypomnienie": "We wszystkich epokach wszystkie rządy zawsze przypisywały sportowi największe znaczenie, i słusznie, bawi on bowiem, ogłupia i odurza masy, a dyktatury wiedzą najlepiej, dlaczego zawsze i w każdym wypadku opowiadają się za sportem. Kto jest za sportem, ma masy po swojej stronie, kto jest za kulturą, ma je przeciwko sobie".


wtorek, 30 października 2012

Jesień rulez

The Traktor

Ponoć – tak przynajmniej chce Søren Kierkegaard – mądrość zdobywamy wyłącznie patrząc wstecz, choć by żyć musimy patrzeć do przodu (dosłownie: „(...) Livet maa forstaaes baglænds. Men (...) det maa leves forlænds”). Na szczęście po jakimś czasie, intensywne patrzenie wstecz pozwala nabrać pewności, co do zdarzeń przyszłych. I tak nadszedł czas zimowy, co przypuszczaliśmy, a o czym wielokrotnie powiadomiły nas media, zaś niedowiarków gruntownie i namacalnie uświadomili wszelacy przewoźnicy. Nadszedł, jest i jak co roku oszukuje. Bo nadszedł jakoby co nieco za wcześnie. Wszak jesień jeszcze! I to jaka! A jesień taka sprzyja nostalgii, o czym zresztą – również z doświadczenia – wiemy i co dzięki doświadczeniu mogliśmy przewidzieć.
Nostalgię – zwłaszcza jesienią w wieku drugiej młodości – pogłębiają najskuteczniej koledzy, w ową drugą młodość zagłębieni poważniej niźli my sami. A co tam. Niech im będzie! Najlepiej lżej. Dzwoni więc taki i wspomina, jak tośmy generała ważnego „olali”, znaczy „umyli”, i że film o tym chcą kręcić. No i rozmarzenie pełne. Nie. Nie o filmie bynajmniej. Film to ściema celuloidowa. Jeno to mycie/olewanie generała wypadło nam gdzieś w okolicach 1988, a może i rok wcześniej. Zresztą. Co mi tam. Wiek usprawiedliwia. Nie wszystko już człowiek pamięta. Ważne, że upadek Konstantynopola w roku 1453 nastąpił, a bitwa pod Wiedniem była w 1683, ni mniej ni więcej.
Tyle tylko, że później człowiek tknięty tą wątpliwością grzebać zaczyna w papierach. Bo a nuż gdzieś notatka jakaś, sugestia się znajdzie, napatoczy. Bo i Kupaliści wszak chyba niezły kawałek o tym wiekopomnym myciu/olewaniu po koncertach ryczeli. A tu jak na złość po Kupalistach ledwie dwie stronice tekstów mi się ostały. I nic, nic. Czarna dziura, czarna masa i istota szara. Nawet „The Traktor” jeden odnalazłem. Zin taki z epoki. Nasz. Przemyski. Kilka numerów wyszło i coś tam nawet rękę do jednego czy dwóch przyszło przyłożyć. Jakieś pozostałości po Grupie Inicjatyw Oddolnych „Jeże” oraz Literackiej „Mać” też. W tym ostatnim przypadku łatwiej o daty, bo wiadomo: poeta to i czas i miejsce dla potomności zanotuje, by młodzieży gimnazjalnej za łatwo nie było. Ale śladu datowania z generała olewania – zero.


Kupalisci

No i z tej żałości nastroje futurystyczne mnie opanowały. Mianowicie zastanawiać się zacząłem, jakby to było, gdyby Kupaliści dzisiaj właśnie grali. „Gumowa konserwa” to hicior z przesłaniem ponadepokowym. Nadaje się więc na zwieńczenie koncertu w każdym systemie ustrojowym a nawet/ zwłaszcza pod okupacją. A wypełniacze? W jakim by to mogło pójść kierunku? No i wypłynąłem…

Czego wy ode mnie chcecie
Jam jest nuklearne dziecię
Jam dziedzicem Czarnobyla
I przyczyną śnięcia kryla

Wbij w garnitur się pod szyje
Zawiąż krawat w srebrne żmije
Módl się często, módl się szczerze
„A w co wierzysz? W Polskę wierzę!”
Czcij też ojca, kochaj matkę
Mniej w pamięci starszych gadkę

Czego wy ode mnie...

Idź w pochodzie w pierwszym rzędzie
Słowa wodza miej na względzie
Czerwień wlej w swe serce szczere
Tyś jest z ludu oficerem
W próchno świata rzuć kamieniem
Lud twą wiarą, twym sumieniem

Czego wy ode mnie...

Poznaj siłę swych pieniędzy
Kraj wyciągnij z szarej nędzy
Bogać się za wszelką cenę
Śmiało z buta właź na scenę
I wierz w siłę, co tkwi w tobie
„Co pomyślę, to i zrobię”!

Czego wy ode mnie...

Drze swą mordę dziki bełkot
Drży w posadach bryła świata
Radia nieustanny warkot
Zagłusza wciąż kroki kata...
 
Więc apeluję. Zanim wypłynę tak daleko, że zawrócić ni jak nie będzie i dokąd, poddajcie moi mili, w którym że to było roku (bo że 1 czerwca nie ulega wątpliwości) i czy ktoś przechowuje fotki, których napstrykano nam wtedy pod dostatkiem..? Bo jak nie, to „Misiowie puszyści”.


wtorek, 25 września 2012

Żydzi i judaizm w publicystyce podziemia narodowego (1939-1945)*

Już pobieżna analiza publicystyki podziemia narodowego prowadzi do wniosku, że kreowany w niej obraz Żyda i relacji polsko-żydowskich uznać należy za swoistą kontynuację przedwojennej linii programowej tego środowiska. Swoistą, bo wzbogaconą o elementy niezbędne dla zinterpretowania zajętego wówczas stanowiska, w obliczu eksterminacyjnej polityki III Rzeszy. W zaistniałej sytuacji środowiska te bowiem – dla zachowania spójności światopoglądowej głoszonych poglądów – musiały z jednej strony w sposób stanowczy odciąć się od tej polityki, z drugiej zaś uzasadnić poprawność i aktualność głoszonych przed wybuchem wojny poglądów. Stąd obecność w publicystyce tego środowiska stwierdzeń w typie: „Nikt nie aprobuje sprzecznych z zasadami chrześcijańskimi metod rozwiązania kwestji żydowskiej przez reżym hitlerowski. Trzeba z całym obiektywizmem stwierdzić, że są one równie brutalne i niehumanitarne, jak brutalne i niehumanitarne było postępowanie urzędników sowieckich narodowości żydowskiej wobec Polaków na terenie zaboru Sowieckiego”(1).
Przytoczony wyżej fragment uznać należy za reprezentatywny dla całego podziemia narodowego. Z pełną stanowczością odrzucało ono metody stosowane przez hitlerowców lub możliwość jakiekolwiek z nim współpracy. Niemniej, równie reprezentatywne jest wskazanie na Żydów, jako element wrogi Polsce i Polakom, wykorzystujący każdą nadarzają się okazję, by polskości zaszkodzić. Proceder ten – jak twierdzą publicyści narodowi – miał miejsce w całej historii Polski, a szczególnie widoczny stał się w okresie II Rzeczypospolitej.
Zdaniem Szczepana Runiewicza (pseudo.), w szczególny sposób tendencja ta uwidoczniała się w zakresie życia gospodarczego. Ilustrując tę tezę przytacza on dane statystyczne z okresu II Rzeczypospolitej, z których wynika, iż Żydzi, którzy stanowili 16% ogółu społeczeństwa polskiego, opanowali 70% handlu i 35% przemysłu. Służą mu one jako jeden z argumentów w dyskusji nad specyfiką stanowiska, jakie jego środowisko zajęło wobec społeczności żydowskiej. Stwierdza on bowiem stanowczo, iż u jego podłoża leżą czynniki natury ekonomicznej, a nie rasistowskiej. Stanowisko to należy uznać za symptomatyczne, ale jedynie częściowo tylko reprezentatywne dla środowiska publicystów narodowych. O ile bowiem panowała w nim zgoda, co do poglądu o nadreprezentacji osób pochodzenia żydowskiego w gospodarce i wolnych zawodach, uznania tej nadreprezentacji za czynnik niekorzystny dla interesów narodowych oraz, że właściwym sposobem rozwiązania tego problemu jest emigracja Żydów z Polski, to już uznanie owej dominacji za zasadniczą przyczynę niechętnego czy nawet wrogiego nastawienia do tej społeczności uznać należy za pogląd rzadki, jeśli nie odosobniony. Można nawet przyjąć, że jest to stanowisko podzielane bardziej przez współczesnych badaczy, niż samych narodowców. Ci ostatni bowiem, znaczący udział Żydów w gospodarce, handlu czy wolnych zawodach uznawali za czynnik wtórny, stanowiący efekt realizacji szerszego programu o charakterze światopoglądowym. Innymi słowy ujmując, był to tylko jeden z przejawów planu, który mając jasno sprecyzowane cele i będąc realizowanym wieloma metodami, przejawiał się zwłaszcza w przejmowaniu pozycji dominującej we wszystkich istotnych sferach życia publicznego Polski lub szerzej – nieżydowskiego świata.
O wiele groźniejsze od dominacji w sferze ekonomicznej i gospodarczej było – zdaniem publicystów narodowych – zawłaszczanie przez Żydów obszaru kultury. To bowiem za jej pośrednictwem możliwe jest oddziaływanie na masy poprzez zarażanie ich myśleniem materialistycznym. By uchronić naród polski przed bezpośrednimi zagrożeniami płynącymi ze strony forsowanego przez Żydów typu kultury, publicyści narodowi wysunęli postulat ograniczenia „wszelkich zewnętrznych” jej przejawów wyłącznie do samej diaspory żydowskiej. Było to dla nich o tyle istotne, iż uznali właśnie Żydów i kierowaną przez nich masonerię za sprawców demoralizacji polskiej inteligencji, co w ostateczności musiało odbić się tak na kulturze narodowej jak i na samym (całym) narodzie.
Uderzenie poprzez kulturę – zdaniem publicystów podziemia narodowego – miało za cel osłabienie chrześcijańskich fundamentów cywilizacji europejskiej. W tym zakresie – jak czytamy w enuncjacjach narodowych – Żydzi przez wieki odnieśli znaczące sukcesy, przyczyniając się najpierw do rozkładu średniowiecznego państwa (a stanowiło ono dla publicystów obozu narodowego ideowy wzorzec Katolickiego Państwa Narodu Polskiego), później zaś do rozpowszechnienia wrogich chrześcijaństwu ideologii: liberalizmu, socjalizmu i komunizmu. Był to pogląd tak mocno ugruntowany, że pozwalał traktować wszystkie te nurty jako zjawisko w pewnym sensie tożsame. Formacje te, na czele z komunizmem – zdaniem publicystów narodowych - nie był celem „światowego żydostwa, a jedynie środkiem do realizacji jego celów wyższego rzędu. Podobnie jak imperium sowieckie, opanowane przez Żydów i podporządkowane realizacji ich interesów.
Żydzi, jak wynika z enuncjacji omawianego środowiska, odpowiedzialni są również za pojawienie się w przestrzeni europejskiej rasizmu i nazizmu. Postawienie takiej tezy pozwalało nie tylko kontynuować rozważania związane z twierdzeniem, że są oni odpowiedzialni za antyspirytualistyczną rewolucję, ale także zdjąć z nich miano grupy wiecznie prześladowanej. Co więcej. Przyjęcie takiego założenia pozwoliło nawet na odwrócenie wektorów dyskursu. I tak dla przykładu, zdaniem ks. Michała Poradowskiego jeżeli Żydzi rzeczywiście podlegają jakimś prześladowaniom, to tylko dlatego, że sami są temu bezpośrednio winni. Rasizm nazistowski – w tym ujęciu - ma swe źródło nie gdzie indziej ale w myśli żydowskiej. Wywodzi się on bowiem z, przeniesionej z porządku religijnego do porządku społecznego, żydowskiej idei narodu wybranego, której oczywistym skutkiem jest przyjęcie tezy o wyższości jednego narodu nad drugim. Co więcej, to właśnie naród żydowski uznał za znaczącą dominantę owej wyższości - cechy antropologiczne. Jeden z publicystów związanych z ideowym zapleczem Narodowych Sił Zbrojnych, pisał: „Ta część światopoglądu [narodowo-socjalistycznego: rasizm - A.P.] została jakby żywcem przyjęta z innego narodu wybranego - Żydów, z którymi hitleryzm obecnie znajduje się w stanie nieubłaganej walki. Rasizm ma na swe usługi religię narodu wybranego, gdy tymczasem hitleryzm, walcząc z religiami wyznawanymi przez naród niemiecki, sam musiał się stać religią”(2).
Jak więc pośrednio z powyższego wynika, mimo wielu podobieństw jakie publicyści narodowi dostrzegają między nazizmem a „ideologią światowego żydostwa”, ich podstawy światopoglądowe oceniają jako – ostatecznie - skrajnie różne. „Założeniem nacjonalizmu żydowskiego jest uniwersalizm panowania rozproszonego narodu wybranego nad światem, z wszelkimi cechami bytu pasożytniczego. Dynamika nacjonalizmu żydowskiego znajduje niewyczerpane źródła natchnienia nie tylko w instynkcie rasy, lecz i religii tego międzynarodu”(3). Hitleryzm zaś „(...) jest typem nacjonalizmu terenowego, który ostatecznie przekształcił się w religię rasowości, nie znającą granic ekspansji dla >nordyków< i nakazującą wiarę w >misję< uszczęśliwiania ludzkości w drodze germanizowania elementów podatnych i eksterminacji opornych względnie nienadających się do germanizacji, wobec rzekomej niższości rasowej (…)”(4). Można go więc uznać jedynie za zbarbaryzowaną wersję nacjonalizmu w wydaniu żydowskim. Obydwie te formacje łączy kilka wspólnych cech: brutalizm, bezwzględność, rasizm, pęd ku panowaniu nad światem i stricte materialny cel; dzieli zaś, rozumiana jako siła motoryczna, inspiracja światopoglądowa. Z jednej strony jest to judaizm i jego idea wybraństwa bożego, z drugiej zaś neopogańska apoteoza walki i zwycięstwa.
W takim ujęciu, Żydzi są nie tyle ofiarami, co agresorami. Wkraczają w życie narodowe, by je rozbić i ostatecznie bądź to ciągnąć zyski ze stanu anarchii państwa, bądź też przejąć nad nim całkowitą kontrolę lub też w jakikolwiek inny sposób realizować swoje interesy. Cel ten determinuje całą społeczność żydowską, bez względu na zewnętrzne i - jak piszą publicyści środowisk narodowych - pozorne podziały w niej istniejące. „Tak zewnętrznie niepodobni do siebie chaluce palestyńscy, Tuwimy i Słonimscy i poczciwi chasydzi z Nalewek, to tylko inaczej umundurowani żołnierze różnych oddziałów solidarnie maszerującej >armii< wojującego żydostwa”(5). Armii tej należy stawić czoła w sposób stanowczy i zdecydowany, przy czym owa stanowczość nie może stać w sprzeczności z zasadami moralnymi wynikającymi z przyjęcia światopoglądu katolickiego, jako podstawy tworzenia nowego ładu europejskiego.
Poszukując religijnego uzasadnienia projektów rozwiązania kwestii żydowskiej publicyści podziemia narodowego odwołali się do idei dobra wyższego rzędu, które zdefiniowali jako dobro narodowe. Jego realizacja wymagała ich zdaniem przede wszystkim usunięcia najbardziej widocznych elementów żydowskiej dominacji. Służyć miało temu m.in. przejęcie przez państwo, a następnie przekazanie Polakom najbardziej poszkodowanym w trakcie okupacji, całej własności gospodarczej, która przed wybuchem II wojny światowej znajdowała się w rękach Żydów, co stanowić miało „(…) akt sprawiedliwości i zadośćuczynienia w stosunku do całego Narodu”(6). Wywłaszczenia te odbywać miałyby się w sposób systemowy, zaś wywłaszczonym Żydom powinny przysługiwać odpowiednie odszkodowania, wypłacane w polskich papierach wartościowych. Istotnym, w tym kontekście, stało się również zagadnienie mienia pożydowskiego. W tym przypadku podkreślano, iż nie może dojść w Polsce do jakiejkolwiek restytucji własności żydowskiej, nawet jeśli własność tą Żydzi utracili nie na mocy suwerennych aktów prawnych państwa polskiego, lecz w wyniku antysemickich działań okupanta.
Ideologowie ruchu narodowego, jak się wydaje, choć nie akceptowali eksterminacyjnej polityki III Rzeszy, akceptowali jej skutki. Mało tego, z ich tekstów bije pewna ulga, iż tak istotna kwestia, jak wielowiekowa obecność Żydów, którą uznali oni za jeden z najistotniejszych czynników uniemożliwiających „prawidłowy” rozwój Polski, została rozwiązana obcymi rękoma. Jak pisali: „Potępiając stanowczo nieludzkie metody likwidacji Żydów, będące zwykłym mordem bezbronnej ludności cywilnej, musimy jednak stwierdzić, że sam fakt zniknięcia Żydów z tych terenów jest dla naszego narodu zjawiskiem ogromnie pomyślnym. (...) Ta gwałtowna likwidacja żywiołu żydowskiego niewątpliwie w dużym stopniu przyczyni się do przekształcenia nas w normalne społeczeństwo, składające się w odpowiedniej proporcji z wszystkich warstw”(7). Innymi słowy, choć publicyści podziemia narodowego prezentowali własne „pomysły” na rozwiązanie „kwestii żydowskiej”, to mieli zarazem świadomość, że ze względu na konieczność - chociażby formalnego - uzgodnienia ich z katolicyzmem, nie były one na tyle radykalne, by zmusić do emigracji całą społeczność żydowską.
Wyłaniający się z artykułów prasowych i druków zwartych emitowanych przez ugrupowania narodowe Polski Podziemnej obraz Żyda i relacji polsko-żydowskich jednoznacznie wskazuje na ścisły związek tego kompleksu rozważanych zagadnień z poglądami historiozoficznymi omawianych ugrupowań oraz kreowaną przez nie wizją kultury i opartym na tej wizji projektem ideowym przyszłego państwa polskiego. W tym kontekście Żydzi jawią się jako jednolita światopoglądowo grupa, która pomimo pozornych podziałów, konsekwentnie dąży do rozkładu cywilizacji chrześcijańskiej, a w wyniku tego, do przejęcia władzy nad całym nieżydowskim światem. Sprzeciw wobec tak zarysowanej polityki ma więc charakter sporu, czy też walki światopoglądowej, mocno zakorzenionej w przekonaniach religijnych obydwu stron. Żydzi reprezentują w tym przypadku podejście materialistyczne, wynikające jakoby z – wyrosłego na gruncie Talmudu – judaizmu. Ich przeciwnicy – podejście spirytualistyczne, wyrosłe na gruncie chrześcijaństwa i stanowiące istotę cywilizacji łacińskiej. Nie ma więc tu mowy o kwestiach doraźnych. Dominacja Żydów w różnych przestrzeniach społecznych jest tylko przejawem i jako taka świadczy o podejmowaniu przez nich działań sięgających znacznie głębiej. Brak zgody na te działania oznacza więc wejście w spór kardynalny, spór w obronie wartości, na których posadowiona jest cywilizacja europejska.
W zarysowanym wyżej kontekście publicystyka narodowa wpisuje się w ogólnoeuropejski nurt narracji, której bohaterem jest „Żyd” stanowiący rodzaj projekcji, „(…) jedną z figur układanki, którą od przeszło dwustu lat nazywa się w Europie ładem społecznym: służy albo jako coś, co należy ze społeczeństwa wyeliminować jako uniwersalnie obcego, albo coś, co należy do reszty społeczeństwa dostosować (…)”(8). Rodzaj ładu społecznego projektowanego przez ideologów podziemia narodowego na okres powojenny – tak dla Polski, jak i całej Europy – zakładał powrót do idei fundujących cywilizację łacińską. W konsekwencji zaś odrzucenie wszystkich tych wartości i związanych z nimi poglądów, które z tą ideą stały – ich zdaniem – w sprzeczności. Nośnikiem tych wartości stał się zmistyfikowany „Żyd”. Społeczność żydowska została więc tu sprowadzona – żeby użyć sformułowania Girarda - do roli kozła ofiarnego.
Przyjęcie poprawności twierdzenia, że poglądy publicystów podziemia narodowego, w zakresie „kwestii żydowskiej”, zasadzają się na sporze o charakterze prymarnym, gdzie jedną stronę dyskursu stanowi chrześcijaństwo, drugą zaś talmudyczny judaizm, skłania do wniosku, że ten kompleks poglądów można by zakwalifikować jako „antyjudaizm”, który obejmuje „(…) te wszystkie nieprzychylne postawy chrześcijan wobec Żydów, które czerpią swoją energię z błędnego nauczania i pojmowania narodu żydowskiego i jego religii”(9). W pewnym sensie takie właśnie określenie wpisywałoby się również w ten nurt rozważań nad relacjami pomiędzy Żydami a społeczeństwami europejskimi – reprezentowany chociażby przez Arendt czy Ricoeura -, który nakazuje stanowczo rozróżniać antysemityzm rasistowski od niechęci wobec Żydów motywowanej w inny sposób. Tym niemniej jednak w literaturze przedmiotu dominuje przekaz, w ramach którego termin „antyjudaizm” lub „antysemityzm tradycyjny” zarezerwowany jest dla kompleksu poglądów, których sednem jest przypisywanie Żydom winy za ukrzyżowanie Chrystusa wraz z przeniesieniem jej na całą populację oraz wszystkie pokolenia, zarzut dokonywania mordów rytualnych, których ofiarami miałyby być dzieci chrześcijańskie oraz wywiedziona rzekomo z Talmudu nienawiść Żydów do gojów.
Przeciwne podejście reprezentuje cały szereg autorów - na czele z Goldhagenem, czy Pipersem -, dla których istnieje tylko jeden antysemityzm, zaś jego rozróżnianie na tradycyjny, dawny, obyczajowy lub ludowy, z drugiej zaś strony nowożytny, agresywny, pogromowy, totalitarny jest bądź to nieuzasadnione, bądź też możliwe jedynie przy założeniu, że omawiamy fazy kształtowania się jednego zjawiska.
Dyskusja, w której centrum znajduje się pojęcie antysemityzmu, bazująca w pierwszym rzędzie na doświadczeniu Zagłady, jak dotychczas nie wyłoniła dominującego podejścia. W jej nurcie pojawiają się jednak określenia takie jak „antysemityzm eliminacyjny” czy – łagodniejsza jego wersja – „antysemityzm deportacyjny”, którą z powodzeniem zastosować można do kompleksu poglądów stanowiących kanwę niniejszego wystąpienia, choć będzie to ujęci redukujące je jedynie do nazwania metody „rozwiązania kwestii żydowskiej”. Z kolei autorzy tacy jak chociażby Browning dochodzą do wniosku, że antysemityzm może mieć „nieskończenie wiele postaci”. Podejście takie widać w licznych próbach definicyjnych, które starają się wskazać na maksymalnie szerokie spektrum zagadnień, jakie ten termin obejmuje.
To niezwykle szerokie podejście, w ramach którego próbuje się objąć klamrą zjawiska w żaden sposób do siebie nieprzystające, nie uwzględniając różnicy motywów, ani skutków przyjętych postaw, budzi uzasadniony sprzeciw. Używając słów Buryła można by go wyrazić następująco: „(…) Jest ewidentnym nadużyciem zrównywanie ze sobą dwóch antyżydowskich fobii: chrześcijańskiej i hitlerowskiej. To zjawiska z różnych porządków. I nawet zawężona do granic własnego bólu perspektywa bitego nie może nie respektować odmiennych intencji, jakie stoją za racjami Kościoła i nazistów”(10). Z poglądem tym współgra stanowisko Szapiro, który polemizując z Goldhagenem kwestionuje jego pogląd, jakoby europejski antysemityzm był wynikiem chrześcijaństwa. Twierdzi on, że jest dokładnie odwrotnie. Jego zdaniem, dopiero odrzucenie chrześcijaństwa – datujące się od początku XIX wieku (w miejsce religii wprowadzono wówczas do arsenału argumentów antysemickich historię, biologię czy ideologię) - umożliwiło Zagładę.
Zespół poglądów dotyczących Żydów i ich roli w dziejach Polski, prezentowany przez publicystów podziemia narodowego, ma swoją specyfikę. Specyfika ta wymaga stanowczego odróżnienia go od antysemityzmu rasistowskiego. Bliższe prawdy byłoby zakwalifikowanie go do kategorii, którą posługują się tacy badacze jak Simon, Le Goff czy Jonson, określanej mianem „antysemityzmu chrześcijańskiego”. Przez pojęcie to rozumieją oni wszelkie wrogie postawy Kościoła wobec Żydów, przy czym „Treści ze sfery religijnej w tym przypadku stały się częścią uniwersum narodowego, a nawet cywilizacyjnego. Dystans wobec wyznawców innej religii dość szybko i najczęściej niezauważalnie (…) przeradzał się najpierw w poczucie obcości, później w niechęć, wreszcie w odrazę, która hasła religijne przekuwała na lęki i obsesje nie mające już wiele wspólnego z antagonizmem wyznaniowym”(11). Znalazły one swoje odzwierciedlenie m.in. w publicystyce polskiego podziemia narodowego. Jego ideologowie z jednej strony wpisują się w jasno określony nurt, z drugiej zaś w nauczaniu Kościoła szukają potwierdzenia głoszonych przez siebie poglądów. I albo je tam znajdują, albo nie znajdują stanowiska, które kwestionowałoby zajętą pozycję.

Przypisy:
1. Mieczysław z Głogowa [wł. W. Zaleski], Siła gospodarcza Polski Narodowej, Warszawa 1942, s. 45.
2. Wacław Górnicki [wł. S. Kasznica, Polska po wojnie, [Warszawa 1941?, 1943?], s. 13.
3. Ibidem, s. 14.
4. Ibidem.
5. Ibidem.
6. Kwestia żydowska w Polsce, „Aktualne Wiadomości z Polski i ze Świata” 1942/6.
7. Na drodze do Wielkiej Polski, [Warszawa] 1943, s. 7.
8. Żydzi, Polacy, ideologie. Role polskich Żydów (wywiad Grzegorza Jankowicza z Piotrem Pazińskim), „Magazyn Literacki” (dodatek do „Tygodnika Powszechnego”), nr 3-4/2012, s. 4.
9. G. Ignatowski, Kościół i Synagoga. O dialogu chrześcijańsko-żydowskim z nadzieją, Warszawa 2000, s. 70.
10. S. Buryła, Antyjudaizm czy antysemityzm. Kilka znaków zapytania, „Studia Judaica” 7: 2004 nr 1(13), s. 106-107.
11. Ibidem, s. 100.

Bibliografia

I. Źródła

- druki zwarte:

A.D. Dróżbacka, Moralne oblicze kwestii żydowskiej w świetle nauki św. Tomasza z Akwinu, Katowice 1937.
Andrzej Rawicz [wł. J. Lilpop], O co walczą Narodowe Siły Zbrojne, Warszawa 1943.
Bracia Budzisze [wł. F. Kotulecki, T. Dziedzicki], Jaką chcemy mieć Polskę, [Warszawa] 1941.
Czesław Buniewski [wł. S. Gajewski], Kulisy dwudziestolecia dziejów Polski wskrzeszonej, Warszawa 1944.
Duch wojska polskiego, Lwów 1943.
Istotne cele wojny. (O co walczą wielkie mocarstwa), [Warszawa 1943].
L. Podolski [wł. K. Stojałowski], Przyszła Polska – państwem narodowym, Warszawa [b.r.w.].
L. Podolski [wł. K. Stojałowski], Ziemie zachodnie a państwo narodowe, [b.m.d.w.].
M. Poradowski, Katolickie Państwo Narodu Polskiego, Wrocław b.d.w.
Mieczysław z Głogowa [wł. W. Zaleski], Siła Gospodarcza Polski Nowej, Warszawa 1942.
Na drodze do Wielkiej Polski, [Warszawa] 1943.
Na drodze do wielkości, [Warszawa 1944].
Nacjonalizmu, Warszawa 1942.
Narodowy ustrój gospodarczy, b.m.d.w.
Piotr Straża, Piastowy szlak, [Warszawa 1941].
Program szkolenia organizacyjnego (okresu kandydackiego), Warszawa 1944.
Robotnik w Polsce po wojnie. (Materiały dyskusyjne dla zespołów Załogi), b.m.w. [ok. 1943].
Rosja sowiecka w obecnej wojnie, [Warszawa 1943].
Rozwój Ruchu Narodowego i jego zasługi dla Polski, [b.m.d.w.].
Sprawa wsi, Warszawa 1943.
Stefania Skwarczyńska, Katolickie posłannictwo dziejowe Polski, Lwów 1943.
Szczepan Runiewicz, Awiatyzacja świata i jej wpływ na podstawy strategii, polityki i gospodarstwa, Warszawa 1943.
T. Baryka, A. Jurand, Prawdy historyczne, Warszawa 1944.
T. Baryka, Kwestia żydowska i masoneria w Polsce, Warszawa [1942].
T. Baryka, Liberalizm, socjalizm, komunizm, Warszawa [b.r.w.].
Tadeusz Prus [wł. T. Maciński], Apolityczność – czy polityka (Bezpartyjnym pod rozwagę), Warszawa 1944.
Tadeusz Prus [wł. T. Maciński], Między Rosją a Niemcami (Dzieje stosunków polsko rosyjskich i polsko niemieckich z punktu widzenia Obozu Narodowego, Warszawa 1941.
Tadeusz Prus [wł. T. Maciński], Uwagi o propagandzie, Warszawa [b.r.w.].
Tadeusz Prus [wł. T. Maciński], Wstęp. O czterech motorach dwudziestolecia 1918-1939, w: Czesław Buniewski [wł. S. Gajewski], Kulisy dwudziestolecia dziejów Polski wskrzeszonej, Warszawa 1944.
Tadeusz Prus [wł. T. Maciński], Zarys dziejów Ruchu Narodowego w Polsce zestawił T. Prus. Część I (1886-1919) z epilogiem, Warszawa 194.
Wacław Górnicki [wł. S. Kasznica], Polska po wojnie, [Warszawa 1941?, 1943?].
Wskazania, [Warszawa] 1941.
Życie i śmierć dla Polski, [Warszawa] 1942.
­

- tytuły prasowe:

„Aktualne Wiadomości z Polski i ze Świata”
„Alarm”
„Barykada. Pismo Młodych”
„Biuletyn Centralny”
„Biuletyn Słowiański”
„Biuletyn Wewnętrzny. Studium Informacji Politycznej”
„Do Broni!”
„Fakty na Tle Idei”
„Kierownik”
„Komunikat”
„Kronika Polska”
„Kultura Polska”
„Młoda Polska”
„Myśl Polska”
„Narodowa Agencja Prasowa”
„Narodowe Siły Zbrojne”
„Naród i Wojsko”
„Nasz Czyn”
„Nowa Polska Gospodarcza”
„Nowa Polska”
„Państwo Narodowe”
„Polak”
„Polska Informacja Prasowa”
„Polska Myśl Prawnicza”
„Praca i Walka”
„Przełom”
„Sprawy Narodu”
„Sprawy Narodu”
„Strażnica”
„Szaniec”
„W Służbie Narodu”
„Walka”
„Warszawski Dziennik”
„Warszawski Głos Narodowy”
„Wielka Polska”
„Załoga”

II. Literatura przedmiotu:

Browning Ch.R., Zwykli ludzie. 101 Policyjny Batalion Rezerwy i „ostateczne rozwiązanie” w Polsce, Warszawa 2000.
Buryła S., Antyjudaizm czy antysemityzm. Kilka znaków zapytania, „Studia Judaica” 7: 2004 nr 1(13), s. 95-110.
Cała A., Żyd – wróg odwieczny? Antysemityzm w Polsce i jego źródła, Warszawa 2012.
Datner-Śpiewak H., Struktura i wyznaczniki postaw antysemickich, [w:] Czy Polacy są antysemitami? Wyniki badań sondażowych, I. Krzemiński (red.), Warszawa 1996.
Fertacz S., Polska myśl słowiańska w okresie II wojny światowej, Katowice 2000.
Fontette F de., Historia antysemityzmu, Wrocław 1992.
Goldhagen D.J., Gorliwi kaci Hitlera. Zwyczajni Niemcy i Holocaust, Warszawa.
Horoszewicz M., Nie urzeczywistniona encyklika Piusa XI, [w:] Ja jestem Józef brat wasz. Księga pamiątkowa ku czci Arcybiskupa Henryka Józefa Muszyńskiego Metropolity Gnieźnieńskiego w 65 rocznicę urodzin, W. Chrostowski (red.), Warszawa 1998.
Horoszewicz M., Przez dwa millennia do rzymskiej synagogi. Szkice o ewolucji postawy Kościoła katolickiego wobec Żydów i judaizmu, Warszawa 2001.
Ignatowski G., Kościoły wobec przejawów antysemityzmu, Łódź 1999.
Ignatowski G., Kościół i Synagoga. O dialogu chrześcijańsko-żydowskim z nadzieją, Warszawa 2000.
Ignatowski G., Przedwojenny projekt encykliki na temat antysemityzmu, „Więź” 1997, nr 7(1996).
Janion M., Spór o antysemityzm, w: „Zagłada, Pamięć, Edukacja. Biuletyn nauczycieli”, nr 3/2005, s. 47-69.
Krzemiński I., O Żydach i antysemityzmie po 10 latach, [w:] Antysemityzm w Polsce i na Ukrainie. Raport z badań, I. Krzemiński (red.), Warszawa 2004.
Łętocha R., Katolicyzm a idea narodowa. Miejsce religii w myśli obozu narodowego lat okupacji, Lublin 2002.
Paszko A., O Katolickie Państwo Narodu Polskiego. Inspiracje katolickie w ideach politycznych Grupy >Szańca< i Konfederacji Narodu, Kraków 2002.
Pipers D., Potęga spisku, Warszawa 1998.
Szapiro P., Nie trzeba było Hitlera, „Midrasz”, 1999, nr 5(25).
Szarota T., Żaryn J., Elity obozu narodowego wobec zagłady Żydów, [w:] Polacy i Żydzi pod okupacją niemiecką 1939-1945. Studia i materiały, A. Żbikowski (red.), Warszawa 2006, s. 365-399.
Większość była gapiami. Rozmowa z Paulem Ricouerem, [w:] Żakowski J., Rewanż pamięci, Warszawa 2002.
Żydzi, Polacy, ideologie. Role polskich Żydów (wywiad Grzegorza Jankowicza z Piotrem Pazińskim), „Magazyn Literacki” (dodatek do „Tygodnika Powszechnego”), nr 3-4/2012, s. 2-4.

* W dniach 19-21 września br. w Poznaniu odbył się II Ogólnopolski Kongres Politologiczny. Rozliczne obowiązki nie pozwoliły mi wziąć udziału w całym tym przedsięwzięciu, ale kilka paneli, w jakich uczestniczyłem, dało mi sporo do myślenia. Publikowany tutaj tekst stanowi skrót mojego referatu wygłoszonego w ramach panelu: „Politologia religii jako nauka o funkcji wiedzy religioznawczej w badaniach politologicznych”. Powstały na jego bazie artykuł powinien ukazać się w jednej z pokonferencyjnych publikacji w połowie przyszłego roku.

wtorek, 10 lipca 2012

ISM cdn...

Projekt "Interdyscyplinarne Seminarium Międzypokoleniowe" idzie pełną parą. Spotkania, pod koniec maja, zainaugurowali Staszek Alwasiak (Solidarność międzygeneracyjna i perspektywy wsparcia dla seniorów na przykładzie inicjatywy AAL) i Michał Adamczyk (Przyczyny kryzysu finansowego w USA). Na spotkaniu czerwcowym Staszek mówił o możliwościach pozyskania środków finansowych z Unii Europejskiej na projekty aktywujące seniorów, a Łukasz Bujak o problemach z innowacyjnością polskiej gospodarki. W lipcu Michał wprowadzał słuchaczy w zawiści podatku od dochodów kapitałowych, a Łukasz opowiadał o pomocy publicznej jako instrumencie polityk publicznych. Kolejne spotkanie już 17 lipca. Następne: 28 sierpnia i 11 września. Wszystkie w gościnnych murach Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie (ul. Rajska 1), w sali 247. Startujemy o godz. 18.00. Zapraszamy!
Wykładowcami są słuchacze studiów doktoranckich organizowanych przez Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie. Ale otwarci jesteśmy również na młodych adeptów nauki z innych uczelni. Ważne, by chcieli wyjść za hermetyczną granicę akademickości. Słuchaczami (często biorącymi udział w żywiołowych dyskusjach) wszyscy, którzy mają na to ochotę. W szczególności użytkownicy Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie, a zwłaszcza seniorzy, dla których WBP stworzyła ciekawą ofertę aktywnego uczestnictwa w kulturze.
Wszystkich, którzy w jakiejś formie chcieliby włączyć się w ten projekt (przygotowanie referatu, pomoc w organizacji lub promocji itp.) - proszę o kontakt.
ISM (1)