Pokazywanie postów oznaczonych etykietą politologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą politologia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 listopada 2014

Anatomia strachu

Cztery strachy będą w najbliższym czasie wpływały na obrót spraw politycznych w Krakowie i Małopolsce. Pierwszy ma wymiar szerszy. Dotyczy całego kraju. To strach o skutki totalnego blamażu, jaki zafundowała nam wszystkim Państwowa Komisja Wyborcza – a obecnie wyzyskują do swoich celów niektóre środowiska polityczne - podważając zaufanie obywateli do podstawowej instytucji demokracji, jaką są wybory. Drugi ma również wymiar ponadregionalny, a jest nim strach przed PiS. Wyhodowany przez media, nie bez znaczącego udziału samych przedstawicieli tej partii, w czasach, gdy sprawowała ona w Polsce władzę, nadal skutecznie zniechęca do niej sporą rzeszę potencjalnych wyborców, zmęczonych już rządami Platformy i nieufnie patrzących lub niedostrzegających alternatywy dla binarnego układu sił dwóch głównych graczy politycznych. Trzeci strach ma typowo krakowski charakter. To strach przed jakąkolwiek zmianą. Bo trudno tu mówić o konserwatyzmie. Konserwatyzm ma swój wyraz ideowy. Krakowski strach jest bezideowy i bezimienny. I w końcu trzeba powiedzieć o strachu, który opanował część – opozycyjnie nastawionej do Grzegorza Lipca – krakowskiej PO. Fakt, iż partia ta uzyskała lepsze niż się spodziewano wyniki w wyborach samorządowych, niewątpliwie wzmacnia pozycję szefa struktur regionalnych Platformy, co może być groźne dla tych sił w tej partii, które za Lipcem – delikatnie sprawę ujmując – nie przepadają.

Pierwszym z tych strachów zajmował się nie będę. Trzeba poczekać na wyniki II tury wyborów samorządowych, by móc formułować w tej kwestii jakieś oceny. Ale o trzech pozostałych warto skreślić kilka zdań. 

Wynik zmagań, których stawką jest fotel Prezydenta Miasta, nie wydaje się w Krakowie wcale taki oczywisty, jak zdaje się o tym sądzić spora część miejscowego mainstreamu. W rzeczy samej Marek Lasota ma poważne szanse na sukces. Jest w Krakowie postacią rozpoznawalną, ze sporym dorobkiem, akceptowaną przez wiele środowisk i popieraną przez ugrupowanie polityczne, które jednoznacznie chce być kojarzone z „jakąś” jakościową zmianą. Piszę „jakąś”, bo dociec na czym ta zmiana miałaby polegać, po dokładniejszym przyglądnięciu się dokumentom programowym i wypowiedziom polityków PiS – nie sposób. Jedno jest jednak pewne. Lasota może liczyć na wierny elektorat partii Jarosława Kaczyńskiego oraz głosy tej części mieszkańców Krakowa, którzy „jakiejś” zmiany oczekują.

Czy rzeczywiście jednak w Krakowie czeka się na zmiany? Czy nie jest to miasto, które bardziej ceni to, co znane, a czego upostaciowieniem jest Jacek Majchrowski? Przemawiają za nim niewątpliwe pomnikowe osiągnięcia. Nie sposób bowiem zgodzić się z krytykami obecnego Prezydenta, którzy zarzucają mu brak inicjatywy. Miasto pod jego rządami zmienia się sukcesywnie. Ilość gminnych inwestycji jest co najmniej satysfakcjonująca. Jackowi Majchrowskiemu można by więc (i należałoby) zarzucać nie tyle ich brak, co chaos w tym obszarze. Trudno bowiem dociec, jaką wizję Krakowa w ten sposób realizujemy.

Profesor Majchrowski może więc liczyć na głosy zadowolonych z obrotu krakowskich spraw. W jeszcze większej mierze jednak przypadną mu w udziale głosy tych wszystkich, którzy boją się zmian w ogóle, a zmian kojarzonych z PiS w szczególności. Marek Lasota, jako człowiek którego pisowska afiliacja jest bardzo świeżej daty, ów lęk wprawdzie łagodzi, ale całkowicie go nie znosi. Pojawiające się w debacie publicznej głosy, że jest człowiekiem bez zaplecza, o którego dalszym bycie politycznym decydować będzie środowisko partii Jarosława Kaczyńskiego, nie są pozbawione swoich racji.

Przyglądając się wynikom I tury wyborów prezydenckich w Krakowie, można z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, iż ostateczne wyniki, jakie uzyskają 30 listopada obydwaj kontrkandydaci, będą mocno do siebie zbliżone. Bez względu jednak na to, który z nich stanie się gospodarzem Pałacu Wielopolskich można przyjąć, że bez większych problemów ułoży on sobie relacje z Radą Miasta. Marek Lasota może liczyć wszak na klub PiS – partii, która wygrała wybory samorządowe w mieście. Niewątpliwie może też liczyć na współpracę z klubem Jacka Majchrowskiego, który w przypadku przegranej swojego lidera, będzie musiał poszukiwać możliwości obrony swoich przyczółków. W przypadku wygranej tego ostatniego, prawdopodobna jest kontynuacja dotychczasowej koalicji z PO, która do Rady Miasta wprowadziła jedynie jednego radnego mniej, niż PiS.

Swoją drogą fakt, iż to PiS a nie PO wygrało w Krakowie wybory do Rady Miasta, wydaje się niezwykle – z politologicznego punktu widzenia – ciekawy. Zestawiając go bowiem z wynikami głosowania, w tym samym okręgu, do Sejmiku Województwa Małopolskiego (wygrana PO z PiS stosunkiem mandatów 5 do 3), trzeba zdecydowanie odrzucić tezę, że oto Kraków staje się kolejnym pisowskim bastionem. W jakim procencie o wyniku tym zadecydowała technika wyborcza (numer Komitetu Wyborczego), trudno orzec.  Niewątpliwie jednak zasadnicze znaczenie miała w tym przypadku słaba kampania Marty Pateny. Kandydatka PO na urząd Prezydenta Miasta Krakowa prowadziła kampanię, dla której określenia znajduję tylko jedno słowo – defensywa. Odnosiłem bowiem wrażenie, że nawet przez moment nie wierzyła w możliwość uzyskania dobrego wyniku, a tak w ogóle to bardziej interesowało ją utrzymanie mandatu radnej, niż zasiadanie w fotelu szefa Miasta. PO ma więc przed sobą poważne zadanie na przyszłość. Jeżeli nie chce zaliczyć za cztery lata kolejnej wpadki w krakowskich wyborach samorządowych, musi wykreować kandydata na Prezydenta, który będzie wierzył w swoje możliwości. Chociaż tyle…

Czy PO ma zdolność wykreowania takiego kandydata? Myślę, że tak. Obserwując tegoroczną kampanię wyborczą zauważyć można co najmniej dwie postaci, które walczyły o mandat radnego Sejmiku Województwa Małopolskiego, a które mają odpowiedni potencjał, by za cztery lata ubiegać się o fotel gospodarza Krakowa. Dobry wynik Platformy w tych wyborach to też całkiem przyzwoity prognostyk szans takiego kandydata. Na chwilę obecną partia ta jednak musi poradzić sobie z odium „przegranych wyborów”. Piszę w cudzysłowie, bo mówienie o przegranej Platformy w wyborach do Sejmiku Województwa Małopolskiego jest jakimś nieporozumieniem. Wystarczy spojrzeć na sondaże przedwyborcze, by jasno stwierdzić, że PO wykonała po raz kolejny w Małopolsce rzecz teoretycznie niewykonalną. Bo choć utraciła w Sejmiku kilka mandatów – nadal rządzić będzie Województwem.

Od lat przyglądam się preferencjom wyborczym Małopolan. I od lat kolejne porażki PiS są dla mnie poważnym zaskoczeniem. Zauważmy, że w roku 2006 partia ta – w koalicji ze Wspólnotą Małopolską - była w stanie wygrać wybory do Sejmiku, by chwilę później utracić władzę w Województwie wskutek nieudolnie prowadzonego przewrotu, którego celem miała być zmiana na stanowisku Marszałka. Otworzyło to Platformie drogę do współrządzenia Małopolską. Cztery lata temu z kolei, PiS wykreował listy wyborcze, które nie tyle stanowiły odpowiedź na oczekiwania elektoratu, co były wynikiem przygotowań do wewnętrznych frond. Wygrana wówczas PO była w dużej mierze efektem słabości kandydatów wystawionych przez Zbigniewa Ziobrę. W tym roku, PiS zaprezentowało się już jako ugrupowanie skonsolidowane, a jego listy wyborcze trzeba uznać za mocne. W takiej sytuacji wygrana tej partii w wyborach do Sejmiku Województwa Małopolskiego jest czymś oczywistym. Tyle tylko, że wobec braku aktualnie zdolności koalicyjnej, wygrana taka miałaby sens jedynie wówczas, gdyby gwarantowała w nim większość umożliwiającą samodzielny wybór Marszałka.

Fakt ten to zapewne jedna z przyczyn, dla której małopolskie struktury Prawa i Sprawiedliwości dość oszczędnie chełpią się sukcesem i raczej jedynie półgębkiem wspominają o „porażce” Platformy Obywatelskiej. W tym ostatnim, wystarczająco wyręczają je niektórzy działacze PO odsłaniając przy okazji, jak przebiega obecnie linia zasadniczego podziału wewnątrz tego ugrupowania. Szereg czołowych jej postaci, które w zeszłorocznych wyborach partyjnych musiały ustąpić pola Grzegorzowi Lipcowi, najwyraźniej potrzebowały owej przegranej własnej opcji, by pozbyć się świeżo upieczonego lidera. To dlatego zapewne ostrze krytyki – której wyrazicielem stały się niektóre media – skierowane jest wyłącznie w jego kierunku. Całkowicie zaś pomija się odpowiedzialność Marka Sowy, który nie tylko – jako Marszałek Województwa – był twarzą PO przez ostatnie cztery lata, ale także odpowiadał za regionalną kampanię tej partii. Ani słowem nie wspomina się o nikłym wsparciu centrali czy też słabym zaangażowaniu w kampanię większości platformianych parlamentarzystów. Obiektywnie dobry wynik, jaki w Krakowie zanotowała lista PO w wyborach do Sejmiku Województwa Małopolskiego i ewidentność ataku wymierzonego w Lipca, na dłuższą metę umocni pozycję tego ostatniego, co ma szczególne znaczenie w kontekście przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. Tym niemniej atak ten – jak sądzę – zapewne chwilowo osłabi zdolności negocjacyjne Platformy, co nie pozostanie bez skutku dla sposobu, w jaki wykreowane zostaną gremia decyzyjne w Krakowie i w Małopolsce.

W najbliższym czasie czekają nas więc w Małopolsce rządy koalicji PO i – poważnie wzmocnionego – PSL. To właśnie to ostatnie ugrupowanie może mówić o niekwestionowanym sukcesie. Podwojenie liczby mandatów oznacza nieproporcjonalnie większe możliwości wpływu na zarządzanie Regionem. Co więcej. Przy ewentualnej zmianie koalicji rządowej w końcówce przyszłego roku zapewnia swobodę wymiany partnera także w Małopolsce. W przypadku wygranej Jacka Majchrowskiego w II turze wyborów prezydenckich partia ta utrzyma też swoje wpływy w Mieście. Jeśli wygra Marek Lasota - będzie zapewne podobnie. W tym przypadku bowiem liczyć się będzie ewentualność zmiany koalicji rządzącej Małopolską. To dobra karta przetargowa także w kontekście polityki gminnej. O tym, czy ten scenariusz będzie miał jakieś widoki na sukces zdecydują jednak wyborcy w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Nie zdziwiłbym się, gdyby za rok do wyborów poszli jedynie najbardziej zdyscyplinowani spośród nich…

poniedziałek, 20 maja 2013

Romologiczny tom Przeglądu Narodowościowego

Pracownia Badań nad Mniejszościami Narodowymi i Etnicznymi, która funkcjonuje w Instytucie Politologii Uniwersytetu Zielonogórskiego, przygotowuje trzeci numerze czasopisma „Przegląd Narodowościowy - Journal of Nation” (pierwszy numer został poświęcony Kurdom, drugi szeroko rozumianej etniczności), który poświęcony będzie społeczności romskiej (zarówno w Polsce jak i na świecie). W związku z powyższym istnieje możliwość nadesłania tekstów z tego zakresu. Mogą one dotyczyć m.in. zagadnień historycznych, socjologicznych, prawnych, politologicznych czy z dziedziny kulturoznawstwa. Artykuły nadsyłać można do 15 października 2013 roku (ogólne wymagania techniczne: czcionka 12, przypisy na dole strony, krótkie streszczenie artykułu - 100-150 znaków). Adres e-mail, na który należy przesyłać teksty jest spersonalizowany, dlatego udostępnię go bezpośrednio osobom zainteresowanym.

wtorek, 25 września 2012

Żydzi i judaizm w publicystyce podziemia narodowego (1939-1945)*

Już pobieżna analiza publicystyki podziemia narodowego prowadzi do wniosku, że kreowany w niej obraz Żyda i relacji polsko-żydowskich uznać należy za swoistą kontynuację przedwojennej linii programowej tego środowiska. Swoistą, bo wzbogaconą o elementy niezbędne dla zinterpretowania zajętego wówczas stanowiska, w obliczu eksterminacyjnej polityki III Rzeszy. W zaistniałej sytuacji środowiska te bowiem – dla zachowania spójności światopoglądowej głoszonych poglądów – musiały z jednej strony w sposób stanowczy odciąć się od tej polityki, z drugiej zaś uzasadnić poprawność i aktualność głoszonych przed wybuchem wojny poglądów. Stąd obecność w publicystyce tego środowiska stwierdzeń w typie: „Nikt nie aprobuje sprzecznych z zasadami chrześcijańskimi metod rozwiązania kwestji żydowskiej przez reżym hitlerowski. Trzeba z całym obiektywizmem stwierdzić, że są one równie brutalne i niehumanitarne, jak brutalne i niehumanitarne było postępowanie urzędników sowieckich narodowości żydowskiej wobec Polaków na terenie zaboru Sowieckiego”(1).
Przytoczony wyżej fragment uznać należy za reprezentatywny dla całego podziemia narodowego. Z pełną stanowczością odrzucało ono metody stosowane przez hitlerowców lub możliwość jakiekolwiek z nim współpracy. Niemniej, równie reprezentatywne jest wskazanie na Żydów, jako element wrogi Polsce i Polakom, wykorzystujący każdą nadarzają się okazję, by polskości zaszkodzić. Proceder ten – jak twierdzą publicyści narodowi – miał miejsce w całej historii Polski, a szczególnie widoczny stał się w okresie II Rzeczypospolitej.
Zdaniem Szczepana Runiewicza (pseudo.), w szczególny sposób tendencja ta uwidoczniała się w zakresie życia gospodarczego. Ilustrując tę tezę przytacza on dane statystyczne z okresu II Rzeczypospolitej, z których wynika, iż Żydzi, którzy stanowili 16% ogółu społeczeństwa polskiego, opanowali 70% handlu i 35% przemysłu. Służą mu one jako jeden z argumentów w dyskusji nad specyfiką stanowiska, jakie jego środowisko zajęło wobec społeczności żydowskiej. Stwierdza on bowiem stanowczo, iż u jego podłoża leżą czynniki natury ekonomicznej, a nie rasistowskiej. Stanowisko to należy uznać za symptomatyczne, ale jedynie częściowo tylko reprezentatywne dla środowiska publicystów narodowych. O ile bowiem panowała w nim zgoda, co do poglądu o nadreprezentacji osób pochodzenia żydowskiego w gospodarce i wolnych zawodach, uznania tej nadreprezentacji za czynnik niekorzystny dla interesów narodowych oraz, że właściwym sposobem rozwiązania tego problemu jest emigracja Żydów z Polski, to już uznanie owej dominacji za zasadniczą przyczynę niechętnego czy nawet wrogiego nastawienia do tej społeczności uznać należy za pogląd rzadki, jeśli nie odosobniony. Można nawet przyjąć, że jest to stanowisko podzielane bardziej przez współczesnych badaczy, niż samych narodowców. Ci ostatni bowiem, znaczący udział Żydów w gospodarce, handlu czy wolnych zawodach uznawali za czynnik wtórny, stanowiący efekt realizacji szerszego programu o charakterze światopoglądowym. Innymi słowy ujmując, był to tylko jeden z przejawów planu, który mając jasno sprecyzowane cele i będąc realizowanym wieloma metodami, przejawiał się zwłaszcza w przejmowaniu pozycji dominującej we wszystkich istotnych sferach życia publicznego Polski lub szerzej – nieżydowskiego świata.
O wiele groźniejsze od dominacji w sferze ekonomicznej i gospodarczej było – zdaniem publicystów narodowych – zawłaszczanie przez Żydów obszaru kultury. To bowiem za jej pośrednictwem możliwe jest oddziaływanie na masy poprzez zarażanie ich myśleniem materialistycznym. By uchronić naród polski przed bezpośrednimi zagrożeniami płynącymi ze strony forsowanego przez Żydów typu kultury, publicyści narodowi wysunęli postulat ograniczenia „wszelkich zewnętrznych” jej przejawów wyłącznie do samej diaspory żydowskiej. Było to dla nich o tyle istotne, iż uznali właśnie Żydów i kierowaną przez nich masonerię za sprawców demoralizacji polskiej inteligencji, co w ostateczności musiało odbić się tak na kulturze narodowej jak i na samym (całym) narodzie.
Uderzenie poprzez kulturę – zdaniem publicystów podziemia narodowego – miało za cel osłabienie chrześcijańskich fundamentów cywilizacji europejskiej. W tym zakresie – jak czytamy w enuncjacjach narodowych – Żydzi przez wieki odnieśli znaczące sukcesy, przyczyniając się najpierw do rozkładu średniowiecznego państwa (a stanowiło ono dla publicystów obozu narodowego ideowy wzorzec Katolickiego Państwa Narodu Polskiego), później zaś do rozpowszechnienia wrogich chrześcijaństwu ideologii: liberalizmu, socjalizmu i komunizmu. Był to pogląd tak mocno ugruntowany, że pozwalał traktować wszystkie te nurty jako zjawisko w pewnym sensie tożsame. Formacje te, na czele z komunizmem – zdaniem publicystów narodowych - nie był celem „światowego żydostwa, a jedynie środkiem do realizacji jego celów wyższego rzędu. Podobnie jak imperium sowieckie, opanowane przez Żydów i podporządkowane realizacji ich interesów.
Żydzi, jak wynika z enuncjacji omawianego środowiska, odpowiedzialni są również za pojawienie się w przestrzeni europejskiej rasizmu i nazizmu. Postawienie takiej tezy pozwalało nie tylko kontynuować rozważania związane z twierdzeniem, że są oni odpowiedzialni za antyspirytualistyczną rewolucję, ale także zdjąć z nich miano grupy wiecznie prześladowanej. Co więcej. Przyjęcie takiego założenia pozwoliło nawet na odwrócenie wektorów dyskursu. I tak dla przykładu, zdaniem ks. Michała Poradowskiego jeżeli Żydzi rzeczywiście podlegają jakimś prześladowaniom, to tylko dlatego, że sami są temu bezpośrednio winni. Rasizm nazistowski – w tym ujęciu - ma swe źródło nie gdzie indziej ale w myśli żydowskiej. Wywodzi się on bowiem z, przeniesionej z porządku religijnego do porządku społecznego, żydowskiej idei narodu wybranego, której oczywistym skutkiem jest przyjęcie tezy o wyższości jednego narodu nad drugim. Co więcej, to właśnie naród żydowski uznał za znaczącą dominantę owej wyższości - cechy antropologiczne. Jeden z publicystów związanych z ideowym zapleczem Narodowych Sił Zbrojnych, pisał: „Ta część światopoglądu [narodowo-socjalistycznego: rasizm - A.P.] została jakby żywcem przyjęta z innego narodu wybranego - Żydów, z którymi hitleryzm obecnie znajduje się w stanie nieubłaganej walki. Rasizm ma na swe usługi religię narodu wybranego, gdy tymczasem hitleryzm, walcząc z religiami wyznawanymi przez naród niemiecki, sam musiał się stać religią”(2).
Jak więc pośrednio z powyższego wynika, mimo wielu podobieństw jakie publicyści narodowi dostrzegają między nazizmem a „ideologią światowego żydostwa”, ich podstawy światopoglądowe oceniają jako – ostatecznie - skrajnie różne. „Założeniem nacjonalizmu żydowskiego jest uniwersalizm panowania rozproszonego narodu wybranego nad światem, z wszelkimi cechami bytu pasożytniczego. Dynamika nacjonalizmu żydowskiego znajduje niewyczerpane źródła natchnienia nie tylko w instynkcie rasy, lecz i religii tego międzynarodu”(3). Hitleryzm zaś „(...) jest typem nacjonalizmu terenowego, który ostatecznie przekształcił się w religię rasowości, nie znającą granic ekspansji dla >nordyków< i nakazującą wiarę w >misję< uszczęśliwiania ludzkości w drodze germanizowania elementów podatnych i eksterminacji opornych względnie nienadających się do germanizacji, wobec rzekomej niższości rasowej (…)”(4). Można go więc uznać jedynie za zbarbaryzowaną wersję nacjonalizmu w wydaniu żydowskim. Obydwie te formacje łączy kilka wspólnych cech: brutalizm, bezwzględność, rasizm, pęd ku panowaniu nad światem i stricte materialny cel; dzieli zaś, rozumiana jako siła motoryczna, inspiracja światopoglądowa. Z jednej strony jest to judaizm i jego idea wybraństwa bożego, z drugiej zaś neopogańska apoteoza walki i zwycięstwa.
W takim ujęciu, Żydzi są nie tyle ofiarami, co agresorami. Wkraczają w życie narodowe, by je rozbić i ostatecznie bądź to ciągnąć zyski ze stanu anarchii państwa, bądź też przejąć nad nim całkowitą kontrolę lub też w jakikolwiek inny sposób realizować swoje interesy. Cel ten determinuje całą społeczność żydowską, bez względu na zewnętrzne i - jak piszą publicyści środowisk narodowych - pozorne podziały w niej istniejące. „Tak zewnętrznie niepodobni do siebie chaluce palestyńscy, Tuwimy i Słonimscy i poczciwi chasydzi z Nalewek, to tylko inaczej umundurowani żołnierze różnych oddziałów solidarnie maszerującej >armii< wojującego żydostwa”(5). Armii tej należy stawić czoła w sposób stanowczy i zdecydowany, przy czym owa stanowczość nie może stać w sprzeczności z zasadami moralnymi wynikającymi z przyjęcia światopoglądu katolickiego, jako podstawy tworzenia nowego ładu europejskiego.
Poszukując religijnego uzasadnienia projektów rozwiązania kwestii żydowskiej publicyści podziemia narodowego odwołali się do idei dobra wyższego rzędu, które zdefiniowali jako dobro narodowe. Jego realizacja wymagała ich zdaniem przede wszystkim usunięcia najbardziej widocznych elementów żydowskiej dominacji. Służyć miało temu m.in. przejęcie przez państwo, a następnie przekazanie Polakom najbardziej poszkodowanym w trakcie okupacji, całej własności gospodarczej, która przed wybuchem II wojny światowej znajdowała się w rękach Żydów, co stanowić miało „(…) akt sprawiedliwości i zadośćuczynienia w stosunku do całego Narodu”(6). Wywłaszczenia te odbywać miałyby się w sposób systemowy, zaś wywłaszczonym Żydom powinny przysługiwać odpowiednie odszkodowania, wypłacane w polskich papierach wartościowych. Istotnym, w tym kontekście, stało się również zagadnienie mienia pożydowskiego. W tym przypadku podkreślano, iż nie może dojść w Polsce do jakiejkolwiek restytucji własności żydowskiej, nawet jeśli własność tą Żydzi utracili nie na mocy suwerennych aktów prawnych państwa polskiego, lecz w wyniku antysemickich działań okupanta.
Ideologowie ruchu narodowego, jak się wydaje, choć nie akceptowali eksterminacyjnej polityki III Rzeszy, akceptowali jej skutki. Mało tego, z ich tekstów bije pewna ulga, iż tak istotna kwestia, jak wielowiekowa obecność Żydów, którą uznali oni za jeden z najistotniejszych czynników uniemożliwiających „prawidłowy” rozwój Polski, została rozwiązana obcymi rękoma. Jak pisali: „Potępiając stanowczo nieludzkie metody likwidacji Żydów, będące zwykłym mordem bezbronnej ludności cywilnej, musimy jednak stwierdzić, że sam fakt zniknięcia Żydów z tych terenów jest dla naszego narodu zjawiskiem ogromnie pomyślnym. (...) Ta gwałtowna likwidacja żywiołu żydowskiego niewątpliwie w dużym stopniu przyczyni się do przekształcenia nas w normalne społeczeństwo, składające się w odpowiedniej proporcji z wszystkich warstw”(7). Innymi słowy, choć publicyści podziemia narodowego prezentowali własne „pomysły” na rozwiązanie „kwestii żydowskiej”, to mieli zarazem świadomość, że ze względu na konieczność - chociażby formalnego - uzgodnienia ich z katolicyzmem, nie były one na tyle radykalne, by zmusić do emigracji całą społeczność żydowską.
Wyłaniający się z artykułów prasowych i druków zwartych emitowanych przez ugrupowania narodowe Polski Podziemnej obraz Żyda i relacji polsko-żydowskich jednoznacznie wskazuje na ścisły związek tego kompleksu rozważanych zagadnień z poglądami historiozoficznymi omawianych ugrupowań oraz kreowaną przez nie wizją kultury i opartym na tej wizji projektem ideowym przyszłego państwa polskiego. W tym kontekście Żydzi jawią się jako jednolita światopoglądowo grupa, która pomimo pozornych podziałów, konsekwentnie dąży do rozkładu cywilizacji chrześcijańskiej, a w wyniku tego, do przejęcia władzy nad całym nieżydowskim światem. Sprzeciw wobec tak zarysowanej polityki ma więc charakter sporu, czy też walki światopoglądowej, mocno zakorzenionej w przekonaniach religijnych obydwu stron. Żydzi reprezentują w tym przypadku podejście materialistyczne, wynikające jakoby z – wyrosłego na gruncie Talmudu – judaizmu. Ich przeciwnicy – podejście spirytualistyczne, wyrosłe na gruncie chrześcijaństwa i stanowiące istotę cywilizacji łacińskiej. Nie ma więc tu mowy o kwestiach doraźnych. Dominacja Żydów w różnych przestrzeniach społecznych jest tylko przejawem i jako taka świadczy o podejmowaniu przez nich działań sięgających znacznie głębiej. Brak zgody na te działania oznacza więc wejście w spór kardynalny, spór w obronie wartości, na których posadowiona jest cywilizacja europejska.
W zarysowanym wyżej kontekście publicystyka narodowa wpisuje się w ogólnoeuropejski nurt narracji, której bohaterem jest „Żyd” stanowiący rodzaj projekcji, „(…) jedną z figur układanki, którą od przeszło dwustu lat nazywa się w Europie ładem społecznym: służy albo jako coś, co należy ze społeczeństwa wyeliminować jako uniwersalnie obcego, albo coś, co należy do reszty społeczeństwa dostosować (…)”(8). Rodzaj ładu społecznego projektowanego przez ideologów podziemia narodowego na okres powojenny – tak dla Polski, jak i całej Europy – zakładał powrót do idei fundujących cywilizację łacińską. W konsekwencji zaś odrzucenie wszystkich tych wartości i związanych z nimi poglądów, które z tą ideą stały – ich zdaniem – w sprzeczności. Nośnikiem tych wartości stał się zmistyfikowany „Żyd”. Społeczność żydowska została więc tu sprowadzona – żeby użyć sformułowania Girarda - do roli kozła ofiarnego.
Przyjęcie poprawności twierdzenia, że poglądy publicystów podziemia narodowego, w zakresie „kwestii żydowskiej”, zasadzają się na sporze o charakterze prymarnym, gdzie jedną stronę dyskursu stanowi chrześcijaństwo, drugą zaś talmudyczny judaizm, skłania do wniosku, że ten kompleks poglądów można by zakwalifikować jako „antyjudaizm”, który obejmuje „(…) te wszystkie nieprzychylne postawy chrześcijan wobec Żydów, które czerpią swoją energię z błędnego nauczania i pojmowania narodu żydowskiego i jego religii”(9). W pewnym sensie takie właśnie określenie wpisywałoby się również w ten nurt rozważań nad relacjami pomiędzy Żydami a społeczeństwami europejskimi – reprezentowany chociażby przez Arendt czy Ricoeura -, który nakazuje stanowczo rozróżniać antysemityzm rasistowski od niechęci wobec Żydów motywowanej w inny sposób. Tym niemniej jednak w literaturze przedmiotu dominuje przekaz, w ramach którego termin „antyjudaizm” lub „antysemityzm tradycyjny” zarezerwowany jest dla kompleksu poglądów, których sednem jest przypisywanie Żydom winy za ukrzyżowanie Chrystusa wraz z przeniesieniem jej na całą populację oraz wszystkie pokolenia, zarzut dokonywania mordów rytualnych, których ofiarami miałyby być dzieci chrześcijańskie oraz wywiedziona rzekomo z Talmudu nienawiść Żydów do gojów.
Przeciwne podejście reprezentuje cały szereg autorów - na czele z Goldhagenem, czy Pipersem -, dla których istnieje tylko jeden antysemityzm, zaś jego rozróżnianie na tradycyjny, dawny, obyczajowy lub ludowy, z drugiej zaś strony nowożytny, agresywny, pogromowy, totalitarny jest bądź to nieuzasadnione, bądź też możliwe jedynie przy założeniu, że omawiamy fazy kształtowania się jednego zjawiska.
Dyskusja, w której centrum znajduje się pojęcie antysemityzmu, bazująca w pierwszym rzędzie na doświadczeniu Zagłady, jak dotychczas nie wyłoniła dominującego podejścia. W jej nurcie pojawiają się jednak określenia takie jak „antysemityzm eliminacyjny” czy – łagodniejsza jego wersja – „antysemityzm deportacyjny”, którą z powodzeniem zastosować można do kompleksu poglądów stanowiących kanwę niniejszego wystąpienia, choć będzie to ujęci redukujące je jedynie do nazwania metody „rozwiązania kwestii żydowskiej”. Z kolei autorzy tacy jak chociażby Browning dochodzą do wniosku, że antysemityzm może mieć „nieskończenie wiele postaci”. Podejście takie widać w licznych próbach definicyjnych, które starają się wskazać na maksymalnie szerokie spektrum zagadnień, jakie ten termin obejmuje.
To niezwykle szerokie podejście, w ramach którego próbuje się objąć klamrą zjawiska w żaden sposób do siebie nieprzystające, nie uwzględniając różnicy motywów, ani skutków przyjętych postaw, budzi uzasadniony sprzeciw. Używając słów Buryła można by go wyrazić następująco: „(…) Jest ewidentnym nadużyciem zrównywanie ze sobą dwóch antyżydowskich fobii: chrześcijańskiej i hitlerowskiej. To zjawiska z różnych porządków. I nawet zawężona do granic własnego bólu perspektywa bitego nie może nie respektować odmiennych intencji, jakie stoją za racjami Kościoła i nazistów”(10). Z poglądem tym współgra stanowisko Szapiro, który polemizując z Goldhagenem kwestionuje jego pogląd, jakoby europejski antysemityzm był wynikiem chrześcijaństwa. Twierdzi on, że jest dokładnie odwrotnie. Jego zdaniem, dopiero odrzucenie chrześcijaństwa – datujące się od początku XIX wieku (w miejsce religii wprowadzono wówczas do arsenału argumentów antysemickich historię, biologię czy ideologię) - umożliwiło Zagładę.
Zespół poglądów dotyczących Żydów i ich roli w dziejach Polski, prezentowany przez publicystów podziemia narodowego, ma swoją specyfikę. Specyfika ta wymaga stanowczego odróżnienia go od antysemityzmu rasistowskiego. Bliższe prawdy byłoby zakwalifikowanie go do kategorii, którą posługują się tacy badacze jak Simon, Le Goff czy Jonson, określanej mianem „antysemityzmu chrześcijańskiego”. Przez pojęcie to rozumieją oni wszelkie wrogie postawy Kościoła wobec Żydów, przy czym „Treści ze sfery religijnej w tym przypadku stały się częścią uniwersum narodowego, a nawet cywilizacyjnego. Dystans wobec wyznawców innej religii dość szybko i najczęściej niezauważalnie (…) przeradzał się najpierw w poczucie obcości, później w niechęć, wreszcie w odrazę, która hasła religijne przekuwała na lęki i obsesje nie mające już wiele wspólnego z antagonizmem wyznaniowym”(11). Znalazły one swoje odzwierciedlenie m.in. w publicystyce polskiego podziemia narodowego. Jego ideologowie z jednej strony wpisują się w jasno określony nurt, z drugiej zaś w nauczaniu Kościoła szukają potwierdzenia głoszonych przez siebie poglądów. I albo je tam znajdują, albo nie znajdują stanowiska, które kwestionowałoby zajętą pozycję.

Przypisy:
1. Mieczysław z Głogowa [wł. W. Zaleski], Siła gospodarcza Polski Narodowej, Warszawa 1942, s. 45.
2. Wacław Górnicki [wł. S. Kasznica, Polska po wojnie, [Warszawa 1941?, 1943?], s. 13.
3. Ibidem, s. 14.
4. Ibidem.
5. Ibidem.
6. Kwestia żydowska w Polsce, „Aktualne Wiadomości z Polski i ze Świata” 1942/6.
7. Na drodze do Wielkiej Polski, [Warszawa] 1943, s. 7.
8. Żydzi, Polacy, ideologie. Role polskich Żydów (wywiad Grzegorza Jankowicza z Piotrem Pazińskim), „Magazyn Literacki” (dodatek do „Tygodnika Powszechnego”), nr 3-4/2012, s. 4.
9. G. Ignatowski, Kościół i Synagoga. O dialogu chrześcijańsko-żydowskim z nadzieją, Warszawa 2000, s. 70.
10. S. Buryła, Antyjudaizm czy antysemityzm. Kilka znaków zapytania, „Studia Judaica” 7: 2004 nr 1(13), s. 106-107.
11. Ibidem, s. 100.

Bibliografia

I. Źródła

- druki zwarte:

A.D. Dróżbacka, Moralne oblicze kwestii żydowskiej w świetle nauki św. Tomasza z Akwinu, Katowice 1937.
Andrzej Rawicz [wł. J. Lilpop], O co walczą Narodowe Siły Zbrojne, Warszawa 1943.
Bracia Budzisze [wł. F. Kotulecki, T. Dziedzicki], Jaką chcemy mieć Polskę, [Warszawa] 1941.
Czesław Buniewski [wł. S. Gajewski], Kulisy dwudziestolecia dziejów Polski wskrzeszonej, Warszawa 1944.
Duch wojska polskiego, Lwów 1943.
Istotne cele wojny. (O co walczą wielkie mocarstwa), [Warszawa 1943].
L. Podolski [wł. K. Stojałowski], Przyszła Polska – państwem narodowym, Warszawa [b.r.w.].
L. Podolski [wł. K. Stojałowski], Ziemie zachodnie a państwo narodowe, [b.m.d.w.].
M. Poradowski, Katolickie Państwo Narodu Polskiego, Wrocław b.d.w.
Mieczysław z Głogowa [wł. W. Zaleski], Siła Gospodarcza Polski Nowej, Warszawa 1942.
Na drodze do Wielkiej Polski, [Warszawa] 1943.
Na drodze do wielkości, [Warszawa 1944].
Nacjonalizmu, Warszawa 1942.
Narodowy ustrój gospodarczy, b.m.d.w.
Piotr Straża, Piastowy szlak, [Warszawa 1941].
Program szkolenia organizacyjnego (okresu kandydackiego), Warszawa 1944.
Robotnik w Polsce po wojnie. (Materiały dyskusyjne dla zespołów Załogi), b.m.w. [ok. 1943].
Rosja sowiecka w obecnej wojnie, [Warszawa 1943].
Rozwój Ruchu Narodowego i jego zasługi dla Polski, [b.m.d.w.].
Sprawa wsi, Warszawa 1943.
Stefania Skwarczyńska, Katolickie posłannictwo dziejowe Polski, Lwów 1943.
Szczepan Runiewicz, Awiatyzacja świata i jej wpływ na podstawy strategii, polityki i gospodarstwa, Warszawa 1943.
T. Baryka, A. Jurand, Prawdy historyczne, Warszawa 1944.
T. Baryka, Kwestia żydowska i masoneria w Polsce, Warszawa [1942].
T. Baryka, Liberalizm, socjalizm, komunizm, Warszawa [b.r.w.].
Tadeusz Prus [wł. T. Maciński], Apolityczność – czy polityka (Bezpartyjnym pod rozwagę), Warszawa 1944.
Tadeusz Prus [wł. T. Maciński], Między Rosją a Niemcami (Dzieje stosunków polsko rosyjskich i polsko niemieckich z punktu widzenia Obozu Narodowego, Warszawa 1941.
Tadeusz Prus [wł. T. Maciński], Uwagi o propagandzie, Warszawa [b.r.w.].
Tadeusz Prus [wł. T. Maciński], Wstęp. O czterech motorach dwudziestolecia 1918-1939, w: Czesław Buniewski [wł. S. Gajewski], Kulisy dwudziestolecia dziejów Polski wskrzeszonej, Warszawa 1944.
Tadeusz Prus [wł. T. Maciński], Zarys dziejów Ruchu Narodowego w Polsce zestawił T. Prus. Część I (1886-1919) z epilogiem, Warszawa 194.
Wacław Górnicki [wł. S. Kasznica], Polska po wojnie, [Warszawa 1941?, 1943?].
Wskazania, [Warszawa] 1941.
Życie i śmierć dla Polski, [Warszawa] 1942.
­

- tytuły prasowe:

„Aktualne Wiadomości z Polski i ze Świata”
„Alarm”
„Barykada. Pismo Młodych”
„Biuletyn Centralny”
„Biuletyn Słowiański”
„Biuletyn Wewnętrzny. Studium Informacji Politycznej”
„Do Broni!”
„Fakty na Tle Idei”
„Kierownik”
„Komunikat”
„Kronika Polska”
„Kultura Polska”
„Młoda Polska”
„Myśl Polska”
„Narodowa Agencja Prasowa”
„Narodowe Siły Zbrojne”
„Naród i Wojsko”
„Nasz Czyn”
„Nowa Polska Gospodarcza”
„Nowa Polska”
„Państwo Narodowe”
„Polak”
„Polska Informacja Prasowa”
„Polska Myśl Prawnicza”
„Praca i Walka”
„Przełom”
„Sprawy Narodu”
„Sprawy Narodu”
„Strażnica”
„Szaniec”
„W Służbie Narodu”
„Walka”
„Warszawski Dziennik”
„Warszawski Głos Narodowy”
„Wielka Polska”
„Załoga”

II. Literatura przedmiotu:

Browning Ch.R., Zwykli ludzie. 101 Policyjny Batalion Rezerwy i „ostateczne rozwiązanie” w Polsce, Warszawa 2000.
Buryła S., Antyjudaizm czy antysemityzm. Kilka znaków zapytania, „Studia Judaica” 7: 2004 nr 1(13), s. 95-110.
Cała A., Żyd – wróg odwieczny? Antysemityzm w Polsce i jego źródła, Warszawa 2012.
Datner-Śpiewak H., Struktura i wyznaczniki postaw antysemickich, [w:] Czy Polacy są antysemitami? Wyniki badań sondażowych, I. Krzemiński (red.), Warszawa 1996.
Fertacz S., Polska myśl słowiańska w okresie II wojny światowej, Katowice 2000.
Fontette F de., Historia antysemityzmu, Wrocław 1992.
Goldhagen D.J., Gorliwi kaci Hitlera. Zwyczajni Niemcy i Holocaust, Warszawa.
Horoszewicz M., Nie urzeczywistniona encyklika Piusa XI, [w:] Ja jestem Józef brat wasz. Księga pamiątkowa ku czci Arcybiskupa Henryka Józefa Muszyńskiego Metropolity Gnieźnieńskiego w 65 rocznicę urodzin, W. Chrostowski (red.), Warszawa 1998.
Horoszewicz M., Przez dwa millennia do rzymskiej synagogi. Szkice o ewolucji postawy Kościoła katolickiego wobec Żydów i judaizmu, Warszawa 2001.
Ignatowski G., Kościoły wobec przejawów antysemityzmu, Łódź 1999.
Ignatowski G., Kościół i Synagoga. O dialogu chrześcijańsko-żydowskim z nadzieją, Warszawa 2000.
Ignatowski G., Przedwojenny projekt encykliki na temat antysemityzmu, „Więź” 1997, nr 7(1996).
Janion M., Spór o antysemityzm, w: „Zagłada, Pamięć, Edukacja. Biuletyn nauczycieli”, nr 3/2005, s. 47-69.
Krzemiński I., O Żydach i antysemityzmie po 10 latach, [w:] Antysemityzm w Polsce i na Ukrainie. Raport z badań, I. Krzemiński (red.), Warszawa 2004.
Łętocha R., Katolicyzm a idea narodowa. Miejsce religii w myśli obozu narodowego lat okupacji, Lublin 2002.
Paszko A., O Katolickie Państwo Narodu Polskiego. Inspiracje katolickie w ideach politycznych Grupy >Szańca< i Konfederacji Narodu, Kraków 2002.
Pipers D., Potęga spisku, Warszawa 1998.
Szapiro P., Nie trzeba było Hitlera, „Midrasz”, 1999, nr 5(25).
Szarota T., Żaryn J., Elity obozu narodowego wobec zagłady Żydów, [w:] Polacy i Żydzi pod okupacją niemiecką 1939-1945. Studia i materiały, A. Żbikowski (red.), Warszawa 2006, s. 365-399.
Większość była gapiami. Rozmowa z Paulem Ricouerem, [w:] Żakowski J., Rewanż pamięci, Warszawa 2002.
Żydzi, Polacy, ideologie. Role polskich Żydów (wywiad Grzegorza Jankowicza z Piotrem Pazińskim), „Magazyn Literacki” (dodatek do „Tygodnika Powszechnego”), nr 3-4/2012, s. 2-4.

* W dniach 19-21 września br. w Poznaniu odbył się II Ogólnopolski Kongres Politologiczny. Rozliczne obowiązki nie pozwoliły mi wziąć udziału w całym tym przedsięwzięciu, ale kilka paneli, w jakich uczestniczyłem, dało mi sporo do myślenia. Publikowany tutaj tekst stanowi skrót mojego referatu wygłoszonego w ramach panelu: „Politologia religii jako nauka o funkcji wiedzy religioznawczej w badaniach politologicznych”. Powstały na jego bazie artykuł powinien ukazać się w jednej z pokonferencyjnych publikacji w połowie przyszłego roku.

poniedziałek, 2 maja 2011

Targowica*

Klęska Konfederacji Barskiej i pierwszy rozbiór Polski uświadomił zarówno Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu, jak i sporej części elity Rzeczypospolitej Obojga Narodów, że dalsze jej trwanie uzależnione jest od podjęcia zdecydowanych reform politycznych. Konstatacja ta doprowadziła ostatecznie do przyjęcia przez Sejm Czteroletni Ustawy Rządowej, nazwanej z racji dnia jej uchwalenia, Konstytucją 3 Maja. Jej przyjęcie i zaprzysiężenie w zanarchizowanym protektoracie rosyjskim możliwe było tylko dzięki sprzyjającemu zbiegowi okoliczności oraz sprytowi - skupionych wokół króla - reformatorów. Jednocześnie wywołało reakcję zarówno opozycji wewnątrzkrajowej, jak i – zainteresowanych utrzymaniem słabości Rzeczpospolitej – państw zaborczych.
Przeciwnicy reform konstytucyjnych skupili się pod sztandarami Konfederacji Generalnej Koronnej zawiązanej wiosną 1792 w Targowicy oraz – nieco później – Konfederacji Generalnej Wielkiego Księstwa Litewskiego. I choć obydwie konfederacje – na życzenie carycy Katarzyny II – połączyły się ostatecznie w Najjaśniejszą Konfederację Obojga Narodów, historia skupionych w nich przeciwników reform nazwała mianem targowiczan. Z czasem termin ten w języku polskim stał się synonimem zdrady i kolaboracji. Choć zapewne powinien oznaczać również polityczną krótkowzroczność, żeby nie powiedzieć głupotę. Trzeba bowiem pamiętać, że efektem działań targowiczan był drugi rozbiór Polski, co część z nich przyjęła z zaskoczeniem tak wielkim, że – podobnie jak wcześniej spora grupa reformatorów – udała się na emigrację.
Hasło „Targowica” na trwałe wrosło w polski język debaty politycznej. Stojący po obu stronach barykady adwersarze chętnie przypinają tę łatkę swoim przeciwnikom. Jedni i drudzy widzą się jako zdrajców. Jedni i drudzy zapominają, że problemu „Targowicy” do zdrady jedynie zawężać nie można. Konfederaci bowiem, choć oddali się pod protektorat rosyjski, odwoływali się nie tyle do idei utrzymania zależności Rzeczypospolitej od imperium carycy Katarzyny, co wartości republikańskich. Ich sprzeciw budził nowy porządek polityczny, a zwłaszcza wzmocnienie władzy wykonawczej oraz ograniczenie niektórych przywilejów stanowych. Przywódcy konfederaccy nie byli skłonni w tym zakresie do kompromisu. W wyznawanych przez nich systemie wartości utrzymanie owych przywilejów stało znacznie wyżej niż poprawa kondycji państwa polsko-litewskiego, co w rzeczy samej oznaczało warunek konieczny dla jego przetrwania.
Klęska obozu reform oznaczała zarazem koniec Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Po drugim rozbiorze kraju jej ostateczne unicestwienie było już tylko kwestią czasu. Los Polski przesądził upadek Powstania Kościuszkowskiego. Instytucjonalne dziedzictwo Konstytucji 3 Maja zlikwidowane zostało jeszcze przed tymi aktami. Dokonała jej Najjaśniejsza Konfederacja Obojga Narodów pod osłoną rosyjskich bagnetów, wprowadzając w kraju rządy terroru. Sama idea reformy państwa, której symbolem stała się Konstytucja, zabić się jednak nie dała. Stanowiła odtąd swoisty punkt odniesienia, rodzaj znaku rozpoznawczego dla obozu niepodległościowego. Stało się bowiem jasne, że restytucja Rzeczypospolitej nie może oznaczać przywrócenia sytuacji sprzed 3 maja 1791 roku. Niestety, równie żywotnym okazał się w naszym życiu publicznym duch Targowicy. Skrajny partykularyzm oraz brak umiejętności zawierania kompromisów w kwestiach zasadniczych to przecież jedne z ważniejszych przyczyn upadku kolejnych powstań niepodległościowych, słabości II Rzeczypospolitej i w końcu obecnej kondycji niepodległego państwa polskiego.

*Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że tekst ten (pod tytułem "Krótki tekst o zabijaniu") ukazał się w najnowszym numerze „Ilustrowanego Kuriera Samorządowego” wydawanego przez Korporację Samorządową im. Józefa Dietla.

środa, 16 marca 2011

Światopoglądowe podstawy ideologii konfederackiej

***

Poza książkami do przeczytania gromadzę też gazety, których nie uda mi się na bieżąco przestudiować, a w których dostrzegłem coś interesującego. Prędzej czy później przychodzi taka chwila, w której doczekują się one swoich pięciu minut. Ostatnio padło na „Plus Minus” – dodatek do „Rzeczypospolitej” z 9-10 października 2010 roku, gdzie moją uwagę przykuła ciekawa polemika Bronisława Wildsteina („Świat na głowie czyli Tyrmand politruk”) z opublikowanym tydzień wcześniej na łamach tego samego tytułu tekstem Krzysztofa Masłonia pt.: „Tyrmand dla dorosłych”. Szczególnie zainteresował mnie wątek poboczny w tekście Wildsteina, a mianowicie stwierdzenie, że Bolesław Piasecki stworzył przed wojną „nazistowską organizację ONR-Falanga”. Żeby być precyzyjnym należy zaznaczyć, że zapewne chodzi Wildsteinowi o RNR (Ruch Narodowo-Radykalny) – Falanga. Ale to tylko szczegół. Ważniejszym jest aby podkreślić, że określanie tego ugrupowania przymiotnikiem „nazistowskie” jest grubym nadużyciem.
Myśli tej rozwijał nadzwyczajnie nie będę. Zamiast tego niżej zamieszczam szkic dotyczący ideologii okupacyjnego wcielenia RNR – Falanga, jakim była Konfederacja Narodu. Jako że i ona pojawia się w „Świat na głowie czyli Tyrmand politruk” będzie to chyba uzasadnione. Mniemam, że pozwoli on zainteresowanym wyrobić sobie zdanie, czy mam rację pisząc o „grubym nadużyciu”.
Publikowany tekst to wersja sprzed korekty i opracowania redakcyjnego szkicu opublikowanego w II tomie „MYŚL I POLITYKA. KSIĘGA PAMIĄTKOWA DEDYKOWANA PROFESOROWI JACKOWI MARII MAJCHROWSKIEMU” pod redakcją naukową prof. Bogdana Szlachty (Kraków 2011), pod tym samym tytułem co niniejszy post (s. 143-163). Dlatego należy go traktować wyłącznie poglądowo.


***



Konfederacja Narodu (KN), okupacyjne wcielenie Ruchu Narodowo-Radykalnego (RNR) "Falanga", a raczej środowiska, z których się ona wyłoniła, rozpoczęły swą działalność już późną jesienią 1939 r. (1). Właściwa Konfederacja, w swej ostatecznej formie, ukształtowała się dopiero w połowie 1941 r. Obok Bolesława Piaseckiego, który pełnił w niej rolę niekwestionowanego "wodza", do głównych postaci tego środowiska ideowopolitycznego zaliczyć należy Jerzego Hagmajera, Włodzimierza Pietrzaka, Wojciecha Kętrzyńskiego, Mieczysława Kurzynę, Ryszarda Reiffa, Jerzego Horodyńskiego, Jerzego Cybichowskiego i Leszka Niżyńskiego (2).
W skład KN weszli przede wszystkim ludzie młodzi (3). Zresztą to właśnie w młodzieży działacze tej organizacji, czy też "ruchu społecznego" (jak się sami określali) pokładali nadzieję na realizację swoich zamierzeń programowych. Z myślą o niej to właśnie stworzono odrębną komórkę organizacyjną "Teren Młodzieży KN", którą początkowo kierował M. Kurzyna, a po jego śmierci (tj. od wiosny 1942 r.) J. Cybichowski (4).
KN nigdy nie należała do organizacji najliczniejszych, choć przez cały okres okupacji przewinęło się przez jej szeregi kilka tysięcy osób (5). Było to jednak środowisko wyjątkowo aktywne ideologicznie, o czym świadczy chociażby prowadzona przez nie działalność wydawnicza (kierował nią znany krytyk literacki, prozaik i poeta, W. Pietrzak). Zaowocowała ona nie tylko znaczną ilością wydawnictw zwartych, ale także całą plejadą tytułów prasowych. Znajdziemy wśród nich pisma ogólnoinformacyjne o charakterze środowiskowym, takie jak: "Nowa Polska", "Nowa Polska Wieś", "Ziemia Nowa", "Do Broni!", "Młodzież Imperium"; teoretyczno-polityczne: "Fakty na Tle Idei", "Biuletyn Słowiański", "Agencja", "Blok Środkowo-Europejski"; czy w końcu kulturalno-literacką "Sztukę i Naród".
Za koniec działalności KN uważa się jej rozbicie w Powstaniu Warszawskim i aresztowanie, w listopadzie 1944 r., jej przywódcy - B. Piaseckiego przez władze sowieckie. W okresie PRL część jej działaczy, na czele z Piaseckim, tworzyła najpierw redakcję pisma "Dziś i Jutro", a następnie Stowarzyszenie PAX.
Konfederaci uznawali swoją organizację za awangardę szerzej pojmowanego "ruchu społecznego" o charakterze katolickim i narodowym (6). Trzon ich wizji ideologicznej stanowiła wypracowana w tym środowisku koncepcja narodu i jego odrębności opartej na: z jednej strony specyficznie pojętych czynnikach biologiczno-genetycznych, z drugiej zaś na czynniku swoistego światopoglądu, rozumianego jako światopogląd narodowy. Naród był dla nich przede wszystkim wspólnotą krwi, a nawet wspólnotą rasy oraz wspólnotą światopoglądu i wynikających z niego zadań, których realizacja przyczynić się miała do budowy wspólnego, narodowego (czy też ogólnosłowiańskiego lub nawet europejskiego) dobra (7). Na czynniki pozabiologiczne, społeczne, ideologowie KN pozornie zwracali mniejszą uwagę, nigdy nie negując jednak ich istotowości, ich wpływu na rozwój osobowości jednostki, osobowości specyficznej, bo determinowanej przez przynależność do określonej grupy narodowej (8). Stąd też olbrzymia waga, przypisywana przez publicystów KN zagadnieniu "czystości krwi". Przywódca tej grupy pisał m.in.: "Na terenie bazy-matki polskości musi być prowadzona intensywna polityka populacyjna celem osiągnięcia rdzennie polskiej podstawy biologicznej ekspansji. Założenia populacyjne winny się opierać na zasadzie zdrowej, katolickiej rodziny, do którego to celu należy wykorzystać silne instynkty rodzinne Polaków. Tutaj też przede wszystkim winien być rozwiązany drogą planowej polityki wychowawczej problem przemiany mas potencjalnych Polaków w świadomych członków Narodu [podkr. A.P.]. Przemiana ta musi być dokonana w tempie rewolucyjnym, nadrabiającym wiekowe błędy przeszłości i uzdalniającym Polskę do stania się podmiotem dziejów” (9).
Tak często przytaczana kwestia "czystości krwi", jak się wydaje, ujmowana była przez KN nie z pozycji rasistowskich, czy antropologicznych - była to bardziej kategoria metafizyczna. Konfederaci podkreślali bowiem, iż "(...) na naszą jedność narodową złożyli się Polacy, Litwini, Rusini, wielu Niemców, sporo Czechów, grupy Tatarów i Ormian” (10). Jeden z czołowych przedstawicieli myśli konfederackiej, jezuita, ks. Józef Warszawski tak definiował naród: "Zespoły plemienno-ludowe, które poznały treść sobie pisaną, zadania sobie zlecone, które je sobie postawiły jako świadomy cel, jako wielkość do realizacji, a siebie samych stopiły w jeden podmiot dziejowy, w jedną wielką przyczynę sprawczą - te zespoły zwiemy narodami. Jak widać powyższe ujęcie narodu uwypukla nadzwyczaj plastycznie dwa powszechnie przyjęte współczynniki narodu: bios i logos, krew i ideę, przyczynę sprawczą i przyczynę celową” (11). Tak więc czynniki biologiczne istotne są tylko o tyle o ile stanowią potencjalną możliwość rozwoju na ich gruncie prawdziwego narodu - wspólnota pochodzenia, podobnie jak wspólnota zamieszkiwanego terenu jest istotna tylko o tyle o ile stanowi czynnik autoidentyfikacji jednostki ze swoim narodem. Zasadniczą zaś determinantą jest duchowość wyrosła na gruncie wspólnoty dziejów i celów, a więc dnia wczorajszego, współczesności i przyszłości - wyrażająca się we wspólnocie czynu i wiary. Wszelkie więc określenia typu "krew", "wspólnota krwi", "rasa" itp. należy rozumieć w tym kontekście jako swoistą metaforę odnosząca się bardziej do logosu niż biosu (12).
Zagadnienie tzw. "czystości krwi" wyrażało się m.in. w postulacie, by narodem kierować mogła jedynie elita, tj. ci jego przedstawiciele, którzy posiadają cechy charakterystyczne dla "ducha narodu", gdyż tylko oni potrafią dostrzec zgodne z nim cele i sposoby ich osiągnięcia. Nie mogła więc być ona utożsamiana z żadną partią lub organizacją. "W jej skład - jak pisali - wchodzi na równi chłop z wojewodą, szewc z profesorem. Obejmuje ona całość produktywnego życia” (13). Wizję tak formułowanego przywództwa określali oni mianem korporacjonizmu, co niewątpliwie stanowiło próbę odwołania się do katolickiej nauki społecznej, w tym przede wszystkim encykliki Leona XIII "Rerum novarum", z pewnymi jednak innowacjami. Jedną z nich jest fakt zastąpienia przez ideologów KN solidaryzmu społecznego opartego na więzi religijnej podobnie pojętym solidaryzmem narodowym (14).
Do najważniejszych zadań elity należeć miało "modelowanie" narodu, tzn. rozwijanie cech najbardziej pożądanych (tj. typowo polskich) i tłumienie tych niezgodnych z interesem narodowym (15). Postulat, by narodem kierowała elita, wynikał tak z przyjęcia określonej koncepcji narodu, jak i z założenia, iż jednostka może funkcjonować tylko w określonej precyzyjnie szerszej wspólnocie (narodzie) (16), która z kolei, by móc realizować swe cele - rozumiane jako realizacja dobra wspólnego - musi posiadać najbardziej funkcjonalną organizację. Dla konfederatów mogła to być jedynie organizacja hierarchiczna. W swych rozważaniach na ten temat ideologowie KN często uciekali się do argumentacji o wyraźnie religijnym charakterze (17).
Poszczególne narody różnią się między sobą, zdaniem konfederatów, właśnie ze względu na tą podstawową dyspozycję, jaką jest specyficznie pojęta wewnętrzna "wspólnota krwi" - warunkuje ona zasadniczą odmienność ich cech, a co za tym idzie także celów, jakie przed sobą stawiają. Cele te nie mogą być, ze względu na wspomniane zróżnicowanie, zbieżne ze sobą. Wprost przeciwnie - kolidują ze sobą i wzajemnie się wykluczają. Efektem takiego stanu rzeczy jest wzajemne ścieranie się narodów. W trakcie tej walki (dzieje ludzkości przedstawiane są w publicystyce KN jako historia ścierania się różnych nacjonalizmów) naród wzmacnia swoją tożsamość, co pozwala mu w sposób zdecydowany odróżnić siebie i własne interesy od innych. Pozwala mu ona też na ciągłe ulepszanie sposobów działania w tej nieustającej konkurencji, sposobów, których ciągłe doskonalenie służyć ma jego przetrwaniu oraz rozwojowi materialnemu i duchowemu (18). Temu celowi służyć mogą w zasadzie wszelkie działania. Metody jego realizacji ograniczają jedynie "dobro narodu" (19) i zasady etyki katolickiej (20).
Obok narodu więc, centralną kategorią ideologii KN był katolicyzm - katolicyzm pojmowany bardzo specyficznie, deklaratywnie uznawany za najwyższy miernik wartości moralnych i regulator stosunków międzyludzkich (21). Wydaje się, iż owa specyfika polskiego katolicyzmu miała - zdaniem konfederatów - polegać na jego zdecydowaniu i sile. W religii szukali oni oparcia dla realizacji bardzo ambitnych celów politycznych, dlatego też eksponowali tylko te elementy doktryny, które mogły im sprzyjać. Postulowali także zmianę charakteru polskiej religijności, co miało pociągnąć za sobą zmiany w polskim charakterze narodowym i w systemie wyznawanych przez naród wartości. Pisali: "(...) Nasz Naród dlatego ponosi ciągłe klęski, że bawimy się w filozoficzne rozważania, że tworzymy plany, ale nie czujemy powołania, aby je realizować" (22).
Inne, nie oparte na katolicyzmie światopoglądy, konfederaci stanowczo odrzucali oświadczając, iż jedynie Polak-katolik jest prawdziwym Polakiem, a z drugiej strony najbardziej wartościowym chrześcijaninem, który nie uległ skażeniu przez protestancki kult pieniądza, pozostając wiernym katolickim (tj. prawdziwie chrześcijańskim) korzeniom kultury europejskiej (23). W związku z tym to właśnie Polakom, jako "narodowi wybranemu" przypada misja społeczno-moralnej przebudowy współczesnego świata. Misja ta pozwala im na nieliczenie się, a nawet na ograniczanie specyfiki i odrębności innych narodów (24), także przy użyciu siły, którą konfederaci uznawali za godny środek służący realizacji ich celów (25). Gloryfikowanie katolicyzmu i jego znaczenia w dziejach narodu nie wykluczało jednak subtelnej krytyki samej instytucji Kościoła lub chociażby pomijania milczeniem jego roli (26) oraz otwartej krytyki ugrupowań politycznych i ruchów społecznych, które określały się jako katolickie, zaś swój program opierały na nauczaniu społecznym Kościoła (27). Więcej niż o nim pisano w tym środowisku o umiejętności Polaków do łączenia "(...) transcendentalizmu religijnego z interesem narodowym" (28).
Należy zaznaczyć, iż wszelkie działania (szczególnie zaś te służące realizacji celów narodowych) powinny mieć - zdaniem publicystów KN - charakter spontaniczny i wynikać z odczuć i woli, z osobistego przeżycia właściwości i potrzeb narodu (29). Podstawową więc zasadą w tym przypadku powinno być opieranie się na subiektywnych odczuciach i wrażeniach, na osobistym zdaniu o danym zjawisku, a nie analizie jego sensu (30). Wszelkie bowiem dociekania istoty rzeczy ograniczone są interesem narodowym i poprzez jego pryzmat powinny być weryfikowane. Dlatego ich odczytywanie powierzone winno być elicie narodowej, która najlepiej rozumie naród i jego potrzeby. Tej to awangardzie narodu każdy Polak powinien się bezwzględnie podporządkować, gdyż naród powinien działać jak jeden organizm, organizm, którego wszyscy są członkami, elita zaś mózgiem (31).
Zarysowane powyżej podejście charakteryzuje także ogólny stosunek ideologów KN do racjonalizmu. Za praktycznie niemożliwe uznali oni zbudowanie na jego podstawie pozytywnego programu społecznopolitycznego, a tym bardziej wydajnego ustroju. Koncepcje oparte na surowym rozumowaniu mogą, ich zdaniem, przyczyniać się jedynie do dalszego pogłębiania chaosu we współczesnym świecie (32). Stąd też w publicystyce KN bierze się zapewne ostra krytyka inteligencji, jako warstwy bezproduktywnej i oderwanej od rzeczywistości (33), której wiedzę, czy umiejętności należy podporządkować raczej realizacji celów narodowych (34), tj. przede wszystkim skierować jej energię na prace nad narodowym uświadomieniem warstw ludowych (35).
Wartościowe, zdaniem konfederatów, jest jedynie emocjonalne podejście do rzeczywistości społecznej - podejście takie powinno charakteryzować przede wszystkim stosunek jednostki do narodu (36). Stosunki na tej linii nie mają, jak twierdzili konfederaccy ideologowie, nic wspólnego z relacjami podległości. Nie może tak być, gdyż przyjęto przecież w tym środowisku koncepcję, iż naród jest zbiorem jednostek o podobnej mentalności i cechach, a więc interesy narodowy i jednostkowe powinny się ze sobą po prostu pokrywać. Prawdziwy Polak utożsamia się z narodem przyjmując zarazem za swoje jego cele i interesy. Jak pisze S. Faliński "(...) tożsamość ma polegać na wyzbyciu się tej tożsamości i indywidualności, ponieważ indywidualność ma polegać na przyjęciu i realizowaniu, emocjonalnych, a w sposób metafizyczny określonych ideałów" (37). Innymi słowy ujmując, naród ma być "rojem" (38) tak samo myślących, a co więcej tak samo czujących "pszczół" (39).
Innym kluczowym zagadnieniem ideologii KN było niewątpliwie pojęcie wroga, czyli czynnika zakłócającego konstruktywne dążenia narodu. Dla konfederatów wrogiem takim był, przez wieki istnienia Polski, "żyd" (40), będący mistycznym uosobieniem kosmopolityzmu (41). To właśnie przedstawicieli tego narodu obciążali oni winą za powstanie wszelkich szkodliwych, ich zdaniem, dla narodu idei, światopoglądów i organizacji - przede wszystkim komunizmu, socjalizmu, liberalizmu i masonerii (42). W tym świetle jasnymi stają się, tak często występujące w publicystyce omawianego ugrupowania, hasła typu: "Niemcy i żydzi podpalili świat, razem muszą spłonąć", "Żyd nie wróci", czy "Hitleryzm i komunizm [tzw. żydo-komuna - A.P.] to jedno" (43). Bardziej zrozumiałymi stają się też i takie słowa, napisane w okresie likwidacji getta warszawskiego: "Polska zostanie odżydzona. Pozbędziemy się elementu pod każdym względem szkodliwego, elementu, który w życiu politycznym był zawsze wrogo do Polski nastawiony, który zabagniał nasze życie kulturalne, i którego rola w życiu społeczno-gospodarczym była również niezmiernie szkodliwa, powodując między innymi zwichnięcie struktury socjalnej Narodu Polskiego" (44). Należy niewątpliwie zgodzić się z S. Falińskim, że ta "irracjonalna konstrukcja Żyda wydaje się niezbędna dla utrzymania spójności (...)” światopoglądu budowanego przez KN (45).
KN, jako ugrupowanie o antyracjonalistycznym nastawieniu, z dużą niechęcią odnosiła się do wszelkich konstruktów społecznych i gospodarczych wyrosłych na gruncie tego prądu umysłowego. Krytyce poddało to środowisko zarówno liberalizm, jak i komunizm; demokrację i totalizmy. W zamian konfederaci proponowali zupełnie nowy, korporacyjny ustrój oparty na nowej koncepcji filozoficznej, na "uniwersalizmie” (46).
Liberalizmowi ideologowie KN zarzucali brak zdolności do takiego działania, które umożliwiłoby właściwe funkcjonowanie i rozwój narodów (47) - kapitalizm zaś postrzegali jako formację sztucznie dzielącą naród na klasy (48). Z drugiej strony komunizm oskarżali o to, iż wielu kapitalistów zastąpił jednym - państwem, które wykorzystuje robotników z jeszcze większą bezwzględnością, dążąc przy tym do unicestwienia samego narodu jako podstawy przedkomunistycznej cywilizacji (49).
Konfederaci, odrzucając liberalizm i komunizm, pragnęli stworzyć dla swojego narodu zupełnie nowy system społecznogospodarczy - system sprawiedliwy i wydajny, którego fundamentem byłby naród, jako "(...) historyczna i zasadnicza forma więzi społecznej" (50). Wszelkie grupy tworzące się w narodzie, ze względu na podział ról społecznych, miały w tym celu podporządkować się dobru wspólnemu, czyli narodowi (51). Oczywiście pojednanie takie mogli zakłócić wrogowie narodu, za których uznano wszelkie grupy obce etnicznie (przede wszystkim te nastawione kosmopolitycznie) (52). Z tego też powodu postulowali dążenie do stworzenia społeczeństwa jednonarodowego, którego pełnoprawnymi członkami byliby jedynie ci Polacy, którzy należeliby do organizacji politycznej stworzonej przez KN (53). W celu zorganizowania owego jednolitego narodowo społeczeństwa planowano ograniczenie w prawach obywatelskich, bądź usunięcie z Polski, wszystkich Żydów i Niemców oraz asymilację pozostałych mniejszości narodowych, uznawanych zresztą, jak to miało miejsce np. w przypadku Białorusinów, za "szczep", część narodu polskiego (54). Należy jednak podkreślić, iż choć KN bardzo niechętnie odnosiła się do mniejszości narodowych, w tym przede wszystkim do Żydów, to nie planowała wzorować się na hitlerowcach w sposobach "rozwiązania kwestii żydowskiej". W publicystyce konfederackiej nie odnajdziemy żadnych śladów projektów eksterminacji tego narodu. Myślano natomiast bądź to o jego izolacji (getta (55)), bądź o przesiedleniu nad Wołgę (56).
W budowie jednonarodowego społeczeństwa szczególną rolę miało, według konfederatów, odegrać chłopstwo (57) jako grupa "(...) najbardziej biologicznie polska" (58), ta część narodu, która przechowała, w nieskażonej formie, polskie obrzędy, podania, legendy, pieśni i stroje (59) - a ponadto stanowiąca przeważającą część narodu (60). Jedynie przez całkowite zespolenie nacjonalizmu z ruchem chłopskim - jak uważali konfederaci - można doprowadzić w Polsce do rozbudzenia, tak jej potrzebnej, "dynamiki społecznej" (61). Warstwa ta jest ponadto ostoją, podstawowej dla istnienia narodu wartości, jaką jest rodzina.
Zagadnienie rodziny jest kolejnym osiowym problemem ideologii konfederackiej, gdyż to właśnie jej kształt ma decydować o obliczu całego narodu. Musi więc znaleźć się ona, co naturalne, w centrum zainteresowania przyszłego państwa polskiego (62). Ma być ona katolicka (oczywiście jej katolicyzm powinien być zgodny z rozumieniem tego terminu przez KN) i patriarchalna, gdyż "(...) kobieta jest równa mężczyźnie tylko pod tym względem, że posiada tą samą naturę ludzką, że jest człowiekiem. Różni się natomiast całą tęczą właściwości zarówno fizycznych jak i psychicznych. Psychika [bowiem - A.P.] kobiety nie jest ani niższą, ani wyższą niż u mężczyzny - jest inna" (63). Dlatego też w rodzinie konieczny jest ścisły podział ról. Mężczyzna z racji swych predyspozycji ma zabiegać o środki na jej utrzymanie, zaś kobieta, zgodnie ze swoją naturą i powołaniem zabiegać o "ciepło domowego ogniska" i taką atmosferę, by umożliwić mężowi, poza pracą zawodową, także udział w życiu publicznym narodu. Najważniejszym obowiązkiem matki i żony ma być jednak wychowanie swojego potomstwa w odpowiednim, tj. narodowokatolickim duchu, gdyż od tego zależy przyszłość narodu (64).
Nie tylko jednak na kobietach spoczywa obowiązek wychowania młodych Polaków. Zadaniem tym ma zajmować się także państwo, którego rolą jest dbanie o wykształcenie w młodzieży odpowiedniego i jednolitego światopoglądu oraz rozwijanie w niej typowo polskich cech, silnego charakteru i wszelkich właściwości warunkujących siłę i energię (65). Celem takiego wychowanie miało być ukształtowanie człowieka bezwzględnie realizującego interesy narodowe (tożsame zresztą z jego własnymi celami) i przez to dążącego do samorealizacji (66). Tak więc jednostki, które mają tworzyć naród, mają być silne zarówno fizycznie, by mogły sprostać zadaniom stawianym im przez społeczeństwo, jak i duchowo, co wyrażać się miało bezkrytycznym i bezwzględnym przyjęciem narodowego światopoglądu za własny. Tak wymodelowany człowiek, zdaniem konfederatów, będzie potrafił samodzielnie znaleźć i zastosować środki do realizacji narodowych celów (67). Należy jeszcze raz podkreślić, iż konfederaci postulowali takie wymodelowanie sylwetki moralnej Polaka, by umiał on utożsamiać cele ogólne z celem indywidualnym, a utożsamienie to wynikałoby z przyjęcia "jednolitego poglądu na świat", tj. światopoglądu, który jednostka uznawałaby za własny. Miało to być tym prostsze, że naród miał składać się z jednostek podobnych pod względem biologicznym i jednolicie wychowanych - jednostki te więc musiałyby podobnie myśleć i odczuwać. Ważnym łącznikiem miał być też, jednolicie i irracjonalnie postrzegany, cel wszystkich działań narodowych - czyli dobro narodu, który tym łatwiej będzie osiągnąć im bardziej we wszystkich jednostkach uwidoczni się specyficzna i jednolita "dusza polska" (68).
Nie należy zapominać jednak, iż konfederaci wymagali od Polaków nie tylko zdecydowania i jednolitości w działaniu, ale też przestrzegania pewnych standardów moralnych w dążeniu do osiągnięcia celów narodowych. Podstawą tego systemu aksjologicznego miało być, rzecz jasna, chrześcijaństwo. Oczywiście chrześcijaństwo w rozumieniu KN, tj. takie, które zaakceptowałoby apologizowane przez to ugrupowanie "(...) odwieczne pragnienie walki właściwe każdemu mężczyźnie" (69) i "specyficznie polską cechę charakteru" – imperializm (70).
Można więc stwierdzić, iż "nowy Polak", w rozumieniu KN, miał być człowiekiem czynu, pełnym energii, chęci i umiejętności praktycznego działania, działania służącego realizacji celów narodowych. Miał rozwinąć się w nim instynkt walki i poczucie mocy oraz zdolność działania w grupie i dla grupy. Wszelkie jego postępowanie powinno wynikać nie z przymusu, czy z konieczności wypełniania rozkazów, ale z uwewnętrznionego uprzednio światopoglądu (jednolitego w jednolitym narodzie), który nakazuje działanie dla dobra narodu, dobra, do osiągnięcia którego wieść mają zalecenia najlepszej jego części - elity. Sylwetka taka miała w pełni oddawać, głoszony przez konfederatów, "ideał rycerski" (71).
Obok rodziny bardzo ważną rolę w życiu narodowym miała odgrywać armia rozumiana nie tylko jako formacja zbrojna, ale także jako określona światopoglądowo struktura społeczna, będąca z jednej strony istotnym czynnikiem życia społecznego, a z drugiej nawet jego animatorem. Wyłącznym więc celem owej "armii ideowej", "narzędzia imperialnego Polski" (72) miała być służba dobru narodu, realizowanie "dogmatów polskiej racji stanu", do czego przyczynić miał się walnie, ogarniający ją "duch twórczej agresji" (73). W sytuacji braku niepodległego bytu narodowego zawiązką przyszłej armii narodowej miały stać się Oddziały Uderzenia (74). Do zadań tej formacji zbrojnej należała nie tylko orężna walka o niepodległość, ale także kształtowanie nowego typu Polaka, jako człowieka, "(...) który nie uznaje żadnych przeszkód psychicznych, który wie, że wolą można łamać wszystko. Typ człowieka, który żyje aby realizować ideę. Jeżeli do realizacji potrzebna śmierć - to śmierć. Uderzenie [tj. przenikający Oddziały Uderzenia "duch Uderzenia" - A.P.] daje nie tylko dowódcę liniowego lub sztabowego, daje świadomego idei organizatora rzeczywistości przez osiągnięcia w polu. Uderzenie uczy: walczyć należy i można we wszystkich warunkach. Nic nie zostaje na barkach losu. Los to modlitwa, wola i pistolet maszynowy [podkr. - A.P.]" (75).
Innym ważnym czynnikiem budowania jedności i spójności narodu miała być kultura, zgodnie zresztą ze słowami Cypriana Kamila Norwida: "Artysta jest organizatorem wyobraźni narodowej" (76). Tak więc i twórcy kultury mieli przyczyniać się do budowania jednolitego poglądu na świat - podporządkowując swoje działania, definiowanym przez elitę narodową, celom ogólnym. Postulat taki wyklucza oczywiście jakąkolwiek wielokierunkowość w kulturze (77) (szczególnie niepożądane są jakiekolwiek wpływy obce (78)). Cała twórczość w przyszłej Polsce miała, według konfederatów, być inspirowana przez "(...) jedną dominantę, wyłonioną z jednej, przyjętej przez świadomy siebie Naród misji światopoglądowej" (79).
Powyższe dyrektywy odnoszące się do kultury i jej twórców skutkowały podobnymi postulatami odnośnie całej inteligencji, warstwy, która przecież mogła chcieć myśleć inaczej, co oczywiście było nie do przyjęcia. Dlatego konfederaci pragnęli "(...) doprowadzić do tego, by otrząsnęła się [ona - A.P.] z dekadencji psychicznej, tchnąć w nią nowoczesną wiarę narodową, która ujmując wiekuisty proces życia potrafi uzdolnić ją do właściwego działania" (80).
KN pragnęła więc zbudować naród od nowa. Miała by to być społeczność jednolita biologicznie i duchowo. Nie byłoby w niej miejsca na dyskusje światopoglądowe, czy polityczne, podobnie jak na jakiekolwiek podziały wewnętrzne. Jednym słowem konfederaci dążyli do przekształcenia narodu w monolit, u którego podstaw leżałaby rodzina.
Rodzina, jako podstawa narodu, miała być także podstawą systemu gospodarczego planowanego przez konfederatów. Swoją wizję w tym zakresie oparli oni na powszechnej własności prywatnej, która miała zapewnić większą wydajność i stanowić podstawę wolności jednostki. Miał to być jednak system różny od kapitalizmu (ze względu właśnie na powszechność własności), gdyż likwidowałby rozdzielność własności i pracy (81). Podstawą tego systemu miało stać się indywidualne, rodzinne gospodarstwo-warsztat, a wszystkie warsztaty tworzyłyby ogólną gospodarkę narodową (82). Część tych warsztatów miała zostać przejęta od - z założenia przeznaczonych do wysiedlenia - Żydów i Niemców (83). Podobnie planowano urządzić wieś. Produkcja rolna miała być bowiem oparta o duże, pełnorolne, posiadające jednego właściciela i niepodzielne gospodarstwa (84). Powstało jednak pytanie skąd wziąć ziemię na obdzielenie chłopstwa. Zdaniem konfederatów sama parcelacja wielkiej własności ziemskiej nie mogła rozwiązać sprawy (85). Poza tym niezgodna byłaby z zasadą solidaryzmu narodowego. Dlatego też wysunięto program zdobycia, czy też raczej odebrania ziemi (86) oraz komasacji gruntów na terenie II RP i przesiedlenia na nowe ziemie wywłaszczonych w ten sposób chłopów (87). Nie bez znaczenia i w tym przypadku okazały się argumenty natury historiozoficznej oraz religijnej. Pisali bowiem: "Naród polski przez stulecia bronił Europy i chrześcijaństwa przed najazdami dzikich hord ze wschodu (...). Ta nasza wielka zasługa, to dziedzictwo krwi przelanej za dobrą sprawę daje nam wielkie prawa. Daje nam prawa do opustoszałych ziem na wschodzie, daje nam prawa do odebrania ziem podstępnie nam wydartych" (88).
Powyższy program nie zakładał jednak likwidacji wielkiego przemysłu, a jedynie deproletaryzację Polski (89) deproletaryzację, którą postulowały także encykliki społeczne Leona XIII i Piusa XI. Planowano to uzyskać przez dopuszczenie pracowników przemysłowych do zysku, co miało doprowadzić do przekształcenia dużych zakładów pracy w "(...) przedsiębiorstwa gromadzkie, w których robotnik jest nie tylko najemnikiem, ale i bezpośrednim właścicielem" (90). W ten sposób próbowano pogodzić interesy dotychczasowych właścicieli i robotników w imię jedności i jednolitości narodu, szczególnie, że ci pierwsi mieli być dopuszczeni także (niejako w zamian za pozbawienie ich olbrzymiej części zysku) do własności zdobytej w ramach planowanych podbojów, czy wywłaszczeń elementu obcego narodowo (91). Właścicielem (a prawo własności, zgodnie z nauczaniem społecznym Kościoła, traktowano jako jeden z fundamentów wolności) mógłby zostać jedynie Polak, który swoją działalność prowadziłby z uwzględnieniem zasad solidaryzmu narodowego (92), gdyż, jak pisali: "Możliwość trwałego usunięcia krzywdy i wyzysku ekonomicznego zależy w małym stopniu od takiej, czy innej postaci prawa własności. Decyduje, kim jest właściciel, czy odczuwa on nakazy etyczne, obowiązujące go jako członka wspólnoty narodowej" (93).
Z założenia, iż cała gospodarka musi być w pełni podporządkowana interesom narodu konfederaci wywiedli wniosek, iż należy poddać ją ścisłej kontroli państwa, które będzie ją regulować poprzez system podatkowy i politykę banków należących wyłącznie do niego (94). Nie ma więc w tym systemie miejsca na wolną konkurencję. Jest natomiast centralne planowanie, którego podstawowym celem miało być skrócenie drogi produktu od producenta do odbiorcy (eliminacja "nadmiernej" liczby pośredników), co ma doprowadzić do likwidacji nieuzasadnionego, zdaniem konfederatów, zysku (95). Jedynym pośrednikiem miało stać się państwo, które dodatkowo określać miało, co i w jakiej ilości będzie produkowane (96). Z jednej strony więc miało zapewniać dostawy materiałowe i surowcowe, a z drugiej organizować zbyt (97).
W przypadku systemu gospodarczego proponowanego przez KN należy zwrócić szczególną uwagę na dwie jego cechy charakterystyczne. Pierwszą z nich jest ekspansjonizm (98), który zakłada, iż dobro narodu, tak jak je rozumieli konfederaci, usprawiedliwia wywłaszczenia żywiołów obcych narodowo i zdobywanie nowych terenów kosztem innych narodów. Drugą zaś cechą jest dążenie do pełnego podporządkowania sfery gospodarczej państwu, tj. poddania jej kierownictwu najlepszej części narodu, elity (99). Należy też zauważyć, iż w systemie tym jednostka pozbawiona byłaby możliwości swobodnego zrzeszania się w ramach organizacji pozostających poza kontrolą państwa, co zresztą dla człowieka ogarniętego przez ideę narodową, tak jak ją rozumiała KN, nie miało stanowić żadnego problemu.
KN postrzegała państwo jako najwyższy stopień organizacji narodu - zasadnicze narzędzie w jego walce o przetrwanie, w boju z siłami antynarodowymi i innymi nacjonalizmami, które wszak niejako ze swej natury wzajemnie się zwalczają. By wypełnić swoje zadania państwo miało być jak najbardziej jednolite i obejmować całość życia narodu. Miało mieć decydujący głos nie tylko w sferze kultury czy gospodarki, ale też w zakresie wyznawanego przez jednostki światopoglądu. Państwo, jak najbardziej - zdaniem konfederatów - ma do tego prawo, jest przecież swoistą emanacją narodu, taką formą jego bytu, która ma określać środki realizacji jego dobra (dobra ogólnego) (100). Aby móc realizować swoje cele państwo powinno być tak zorganizowane, by działać szybko i sprawnie. Zdaniem konfederatów taki typ organizacji może zapewnić tylko jego zhierarchizowanie (101)
Jak z powyższego wynika konfederaci zdecydowanie odrzucali demokrację, którą uważali za nic innego jak zalegalizowaną anarchię. Wraz z jej odrzuceniem, co oczywiste, w ideologii KN zanegowano wszelkie jej instytucje, w tym m.in. związki zawodowe, które w państwie narodowym (jak wspominałem już wcześniej) nie miały żadnej racji bytu (102). Ich miejsce miały zająć, kontrolowane przez państwo, organizacje korporacyjne, będące - w mniemaniu konfederatów - wyrazicielem interesów całego narodu, a nie poszczególnych jego części. Znikłby bowiem w ten sposób podział na pracodawców i pracobiorców (103).
Nowa Polska miała być więc państwem nie demokratycznym, a "Państwem Narodowym", zhierarchizowanym, silnym i scentralizowanym, państwem, w którym wszelkie organy władzy pochodziłyby z nominacji, a nie z wyborów i gdzie nie istniałby podział na władzę ustawodawczą i wykonawczą, a które kierowałoby się hasłem: "Przez Polskę Narodową do Polski Katolickiej a nie odwrotnie" (104). Na czele tak rozumianego państwa stać miał "Zwierzchnik Państwa" o niezwykle rozległych kompetencjach, który sam określałby długość swojej kadencji i wyznaczałby swego następcę. Władza jego miała mieć charakter "patrymonialny" (105), tzn. miał on pełnić rolę "opiekuna" i "arbitra" (106). Do niego to miało należeć podejmowanie wszelkich ostatecznych decyzji dotyczących państwa i narodu, gdyż to on stanowiłby niejako jego esencję (107). Wywodzić miał się on z samokreującej się elity narodowej, w skład której wyszłyby jednostki najlepiej reprezentujące i realizujące interesy narodowe (108). Objęcie zaś władzy miałby on zawdzięczać czynowi i reprezentowanym przez siebie wartościom (109).
Zgodnie z myślą konfederatów tylko tak zbudowane i rządzone państwo mogło zapewnić narodowi bezpieczeństwo i rozwój. Rozwój ten rozumiano m.in. jako ekspansję i budowanie imperium (110), którego stworzenie uznali oni za nieodzowny warunek przetrwania Polski we współczesnym świecie. Wywiedli oni bowiem z obserwacji aktualnej rzeczywistości wniosek, że istnieć i rozwijać się mogą tylko duże, sprawnie rządzone organizmy państwowe – imperia (111). Stąd też wynikała ich zdaniem konieczność budowy takiego imperium z centrum w Polsce, budowy "Imperium Słowiańskiego" (bloku rasowo-geopolitycznego), które byłoby gwarantem pokoju w Europie zapewniając równowagę sił w południowo-wschodniej jej części - stając się realną siłą zdolną oprzeć się potędze "odwiecznych wrogów Polski i całej słowiańszczyzny", czyli Niemcom i Rosji (112). Państwa te zresztą miały w perspektywie ulec całkowitemu rozbiciu, przy czym Rosję (bez względu na ustrój jaki by w niej nie panował) planowano zamknąć w granicach "etnograficznego Księstwa Moskiewskiego" (113).
Oczywiście główną rolę w budowie "Imperium Słowiańskiego" odegrać mieli Polacy. Są oni do tego, zdaniem konfederatów, szczególnie predestynowani ze względu na swoją wyjątkowość (114), ze względu na fakt, iż są "sumieniem Europy" (115), zaś Polska "Matką Narodów" (116). Jak pisali: "(...) treścią imperializmu polskiego jest służba dobru świata. Mocą jego jest oparcie się na niewzruszonej pewności własnych pobudek moralnych" (117). Dlatego też "Imperium Słowiańskie" powołane być miało przez Polskę i to ona, jako kraj najbardziej "świadomego" narodu, a ponadto państwo panujące nad osią Bałtyk - Morze Czarne (118) - stanowić miała jego centrum polityczne, gospodarcze i kulturalne (119). Widać w tym twierdzeniu wyraźne pierwiastki myśli mesjanistycznej (120). Owo poczucie misji danej pokoleniu konfederatów przez Boga przewija się w wielu publikacjach tego ugrupowania (121).
Obok mesjanizmu, drugim czynnikiem konstytuującym ideę imperialną był zapewne, w szczególny sposób pojmowany przez konfederatów, panslawizm (122). Pansłowiańska misja Polaków wynika przede wszystkim z faktu, iż "(...) noszą [oni - A.P.] w swych piersiach drzemiące nasienie innej kultury, przyszłej słowiańskiej; kultury, która łączy optymizm twórczości przekształcającej świat i kontemplacje najwyższego dobra w jednej zasadzie naśladowania twórczości Bożej" (123).
Warto także zaznaczyć, iż przodownictwo Polski w imperium, w którym katolicyzm byłby "wyznaniem panującym spośród równouprawnionych" (124), miało przyczynić się do odnowienia oblicza moralnego narodów wchodzących w jego skład. Podobną rolę Polska miała odegrać także w stosunku do pozostałej części Europy, która pod jej duchowym przewodnictwem wejść miała w nową, prawdziwie "łacińską" i chrześcijańską, epokę. Była to więc misja dziejowa nazwana przez ideologów KN "ideałem zewnętrznym" (125).
Jak z powyższego wynika konfederaci argumentowali swoje koncepcje imperialne czynnikami natury religijnej. Planowane dzieło porównywali do misji cywilizacyjnej, tj. niesienia narodom słowiańskim, a później całej Europie prawdziwej, tj. katolickiej cywilizacji, prawdziwie chrześcijańskiej kultury. Oczywiście zadawali sobie także pytanie, czy tego typu postępowanie zgodne jest z ogólną linią katolicyzmu. Dylemat ten rozwiązano rzecz jasna na korzyść idei imperialnej. Jeden z publicystów tego obozu pisał: "Imperializm nie jest sprzeczny z katolicyzmem. Imperializm da się pogodzić z pojęciem katolika i jego tezy mogą stanowić wytyczne jego życia politycznego. A to dlatego, ponieważ pomiędzy katolicyzmem a (...) współczynnikami imperializmu (...) nie ma najmniejsze sprzeczności. Raczej sprzeciwie. Katolicyzm bowiem uznaje władzę i władztwo. (...) Wszelka władza pochodzi od Boga (poucza św. Paweł Kościół pierwszych wiernych). (...) I dlatego imperializmowi jako takiemu Kościół nigdy się nie sprzeciwia, jakżeby mógł? Ilekroć zarys jego potęgi wyłaniał się z chaosu dziejów, zawsze usiłował błogosławić mu, nałożyć mu stygmat szlachectwa, świętości. >>In manu tua ... imperium omnium<< tak zawsze się modlił" (126). Dalej zaś kontynuował: "Potępieniu przez Kościół może ulec tylko to, co jest złe, co paczy dobro, co jest zaprzeczeniem, nadużyciem, omamianiem. Jeżeli coś znaleźć można w orzeczeniach Kościoła, to jedynie piętnowanie złego imperializmu, źle pojętego lub nadużytego. O tak, tak samo, jak się znajduje w jego bullach piętnowanie i potępianie religii u katolików, ale źle użytej, względnie nadużytej" (127).
Odwołanie się do religii, poszukiwanie uzasadnienia głoszonych przez siebie tez w oparciu o transcendencje, spowodowane było zapewne wieloma względami. Należy pamiętać, iż KN uważała się i pragnęła być postrzegana jako ugrupowanie katolickie, opierające swoją ideologię polityczną właśnie na religii i prezentowanym przez katolicyzm systemie wartości. Z drugiej strony takie stawianie sprawy miało zapewne także swój wymiar praktyczny. Religię bowiem traktowało to środowiska także nośnik treści patriotycznych, co z jednej strony rozumiano jako depozyt wartości uniwersalnych (uniwesalistycznych), a z drugiej nacjonalistycznych. Wykorzystanie tych aspektów katolicyzmu polskiego miało więc niebagatelne znaczenie, nie tylko zresztą dla KN, w sytuacji gdy Kościół ponownie stał się jedynym miejscem, w którym (co prawda w bardzo ograniczony sposób) mogła manifestować się polskość.
Filozoficzną podstawą głoszonych przez KN tez programowych miała stać się, wypracowywana przez to ugrupowanie, jakościowo nowa teoria społecznoustrojowa - "uniwersalizm". Zarys jej znajdujemy w dwuczęściowej pracy, związanego z konfederatami, wspomnianego już ks. Józefa Warszawskiego pod takim właśnie tytułem. W części pierwszej wspomnianej pracy, autor poddał krytyce wszystkie dotychczasowe ustroje społecznopolityczne i ich podstawy filozoficzne. Ks. Warszawski wyraźnie wskazywał na pierwiastek destrukcyjny i antynarodowy - "żydostwo" jako inspiratora zarówno prądów indywidualistycznych, jak i totalnych. Pisał: "(...) należałoby (...) koniecznie uwzględnić tzw. czynnik zakulisowy dziejów europejskich (a dziś już wszechświatowych) tj. żydostwo, działające kierowniczo czy to przez masonerię, czy bez niej, na ogół wszystkich prądów polityczno-gospodarczych tak indywidualizujących, jak totalizjących i ciągnące z niej zyski dla własnej kieszeni" (128).
Systemy antynarodowe miał więc zastąpić nowy system polityczno-gospodarczy oparty na nowej filozofii społecznej, którą ks. Warszawski określał jako "(...) prąd myślowy [, który - A.P.] wyraża się i oznacza dążność umysłu do obięcia wszystkiego z pominięciem jednostronności. Nakrywać ma się w swej wypadkowej z mądrością, jako nauką całościową w przeciwieństwie do wiedzy, która jest partykularna, fragmentaryczna, częściowa. Jako przedmiot stanowi bezpośrednią naukę o społeczeństwie, którą ujmuje jako nadorganicznie uczłonkowaną całość. Pośrednio zaś jako światopogląd obejmujący wszystkie dziedziny życia i bytu, wszystkie ich naukowe ujęcia, nadając im piętno zwartej, zharmonizowanej syntezy i powszechnej jednolitości" (129). Tak więc miał to być system totalny - system odpowiadający na wszystkie pytania wynikające z bytu, system dający człowiekowi kompletny światopogląd będący uogólnieniem wiedzy cząstkowej - mądrością, system, którego przyjęcie pozwalałoby jednostkom na "luksus" braku wszelkich wątpliwości odnoszących się do świata tu i teraz, czy hierarchii wartości, system pozwalający jednostkom przenikniętym "najbardziej dynamizującą siłą jaką jest nacjonalizm" (130) na realizację, bez najmniejszej wątpliwości słusznych, wynikających z niego celów. Celów, których realizacja służyć miała, rzecz jasna, realizacji dobra wspólnego rozumianego jako dobro narodu (131). Oczywiście system taki musiał mieć swoich twórców, którymi niewątpliwie mieli zostać "najbardziej wartościowi" Polacy - elita narodowa (132).
Niezwykle trudno byłoby dać całkowitą wykładnie ideologii stworzonej przez krąg osób związanych z B. Piaseckim w okresie wojny i okupacji. Podstawowym tego powodem jest sama sytuacja w jakiej powstawała. Wojna to czas kiedy zawieszeniu niejako ulegają wszelkie wartości, kiedy rozpada się cały dotychczasowy świat jednostek i społeczeństw - wojna wymaga więc nowych rozwiązań ideologicznych zdolnych przezwyciężyć te trudności. Jako zjawisko dynamiczne, wojna wymaga od polityków, strategów i ideologów szybkiego reagowania na ważkie wydarzenia z nią związane. Stąd stała ewolucja programów i koncepcji. Owa dynamika wspólna jest ogółowi środowisk ideowopolitycznych. Sytuacja KN jest o tyle jednak wyjątkowa, że było to ugrupowanie młode, ugrupowanie, które nie zdążyło, w okresie trwania II Rzeczypospolitej, do końca wykrystalizować własnej ideologii. Braki te musiało nadrabiać już w warunkach skrajnie temu niesprzyjających.
Podobne trudności napotkamy, gdy będziemy chcieli "sięgnąć w głąb", odnaleźć światopoglądowe inspiracje prezentowanej przez KN ideologii. Niewątpliwie w dużej mierze były to inspiracje natury religijnej. Wystarczy wspomnieć tu chociażby negatywny stosunek do racjonalizmu i postulat oparcia rzeczywistości społecznej o pierwiastek irracjonalny, czy duchowy. Wskazuje na to też specyficzna mistyka, którą częstokroć przesycone są publikacje tego ugrupowania i związany z nią mesjanizm. Czy w końcu należy wskazać na deklarowany przez konfederatów, jako podstawa ich ideologii, katolicyzm. Myślę, iż warto zadać sobie pytanie czy rzeczywiście był to katolicyzm, a jeżeli tak to jaki? By móc na nie odpowiedzieć powinniśmy przyjrzeć się relacjom między ideologią narodoworadykalną a katolicyzmem w okresie międzywojennym.
Przełomowym momentem w procesie zbliżania się polskiego nacjonalizmu do katolicyzmu był rok 1925 (133), kiedy to Młodzież Wszechpolska - organizacja endecka, w której szeregach istotną rolę odegrali niektórzy z późniejszych narodowych radykałów - w swej deklaracji ideowej, w miejsce (niedopuszczalnego z katolickiego punktu widzenia) sformułowania, iż naród jest najwyższym dobrem, zaakceptowała stwierdzenie głoszące, iż religia jest ważnym źródłem moralności na ziemi (134). W następnych etapach rozwoju ideologii endeckiej waloryzacja narodu ulegała dalszym zmianom dochodząc wreszcie do stanu, gdy uznano naród, za najwyższe dobro, ale tylko w zakresie społecznym (135), czyniąc niejako zadość podstawowemu postulatowi katolicyzmu, który właśnie absolutyzowanie narodu uznawał za podstawową przeszkodę w zbliżeniu nacjonalizmu do Kościoła (136). To nowe ujęcie otworzyło drogę szeregowi innowacji ideologicznych prowadzących do pełnej symbiozy tego nurtu ideowego z katolicyzmem (137). Swoistą kontynuacją tego procesu miała być, w rozumieniu jej twórców, ideologia narodoworadykalna.
Mimo jednak tych zabiegów, strona katolicka nie czuła się w pełni usatysfakcjonowana. Dostrzegała ona bowiem pewne dwuznaczności w stwierdzeniu, iż naród jest najwyższym dobrem ale tylko na ziemi (138). W praktyce bowiem formuła ta mogła pełnić rolę sztandaru nie tylko dla nacjonalistów katolików, ale także teistów, czy ateistów (139).
Innym punktem spornym, budzącym wątpliwości myślicieli katolickich, było ignorowanie bądź przemilczanie przez ideologów endeckich znaczącego miejsca jednostki w systemie wartości. Uwidoczniło się to szczególnie w myśli narodoworadykalnej, gdzie eksponowano bardziej naród jako "drogę do Boga" (140) pomijano zaś kwestię prymatu jednostki nad narodem i jej autonomii w stosunku do niego. Jak pisze B. Grott "Myśl narodowo-radykalna starała się przede wszystkim ześrodkować uwagę czytelników eksponujących ją pism na narodzie rozumianym jako wartość po prostu bardzo istotna z punktu widzenia praktycznej realizacji zasad chrześcijaństwa w społeczeństwie" (141). Takie ujęcie problemu znalazło też swoje odbicie w narodoworadykalnych koncepcjach państwa, a zarazem jej części składowej, jaką jest obraz relacji między jednostką a zbiorowością. Należy podkreślić, iż mimo szermowania przez oenerowskich teoretyków hasłem personalizmu, cele jakie w tym względzie stawiała sobie ta formacja nie odpowiadały w pełni wymaganiom katolicyzmu (142). Działo się tak dlatego, iż choć narodowy radykalizm głosił potrzebę pozostawienia poza obrębem oddziaływania państwa osobistych spraw człowieka (także jego życia rodzinnego), to jednak zasadnicze postulaty, co do kształtu jego sylwetki duchowej, nie pokrywały się z celami stawianymi przez personalizm katolicki.
Innym ważkim momentem zetknięcia się doktryny narodoworadykalnej z nauczaniem Kościoła katolickiego była jej część gospodarcza. Ideologia ONR-owska, mimo, iż bliska była pod tym względem rozwiązaniom stawianym przez papieży w encyklikach takich jak "Rerum novarum", czy "Quadragesimo anno", nie w pełni odpowiadała ich wymaganiom. Przede wszystkim narodowi radykałowie domagali się znacznie szerszej skali wywłaszczeń niż dopuszczała to społeczna nauka Kościoła, co podyktowane było chęcią pozbycia się z kraju obcego kapitału i społeczności żydowskiej. Natomiast bardzo pozytywnie przyjęli oenerowcy postulat "solidaryzmu społecznego", jako użyteczny w scalaniu poszczególnych klas społecznych narodu.
Generalnie ujmując należy podkreślić, iż mimo szermowania hasłami katolickimi, w rzeczywistości, ideologia narodoworadykalna przed II wojną światową nie pokrywała się w pełni, a nawet w niektórych miejscach daleka była od postulatów katolickiej nauki społecznej. O wiele bliższa katolicyzmowi była doktryna polityczna ONR "ABC" niż RNR "Falanga". Nigdy bowiem nie głosiła ona otwarcie potrzeby wprowadzenia totalizmu w jakiejkolwiek postaci, brak w niej idei "wodzowstwa", proponowała zaś demokratyczne wybory głowy państwa i niezależność sądownictwa, a całe życie społeczne narodu chciała oprzeć na zasadach moralności katolickiej.
Wydaje się, iż mimo zasadniczej ewolucji programowej, jakiej dokonało środowisko KN w warunkach okupacji, wzajemne relacje między prezentowaną przez nie ideologią a katolicyzmem w stosunku do analogicznej relacji z okresu sprzed września 1939 r. nie uległy większej zmianie. Można to zaważyć studiując kilka zasadniczych punktów tej ideologii.
W chrześcijańskiej hierarchii wartości naród nie może zajmować pierwszego miejsca wśród dóbr ziemskich. Czołowa pozycja należy się tu bowiem osobie ludzkiej oraz rodzinie. Naród stanowić ma jedynie "glebę" dla rozwoju człowieka (143). W efekcie - jak pisze A. Szymański - może on zostać uznany za najwyższe dobro ziemskie, ale tylko w swoim zakresie - czyli tylko jako środek do celu (144). Ma on jednak pewne prawa w stosunku do osoby ludzkiej, które w wyjątkowych, szczególnych sytuacjach, pozwalają mu nad nią dominować. Granice takich sytuacji są ściśle wyznaczone. Dobro bowiem narodu nie jest wartością absolutną (145). Należy je np. poświęcić gdyby wymagało przekroczenia norm religijnych. Dlatego też jednostka w żadnym wypadku nie może być środkiem (przedmiotem) w stosunku do narodu (podmiotu) (146). Poświęcenia się dla niego można wymagać od niej, jako osoby samoistnej, jedynie w wypadku, gdy zagrożone są prawa narodu będące zarazem indywidualną realizacja norm religijnych.
Przedwojenna myśl narodoworadykalna nigdy nie zaprzeczyła bezpośrednio tym poglądom, ale też nigdy nie eksponowała w żaden sposób autonomii jednostki i jej prymatu w stosunku do narodu (147). Ideologowie KN zaś, mimo iż wspominali o wolności jednostki w systemie korporacyjnym, nigdy nie ukonkretnili tego stanowiska, a z całości prezentowanego programu możemy raczej wnioskować, że mimo wszystko miała ona stanowić jedynie środek dla realizacji dobra narodowego.
Bez wątpienia koncepcje ustrojowe są kolejnym punktem stycznym między ideologią narodoworadykalną, a myślą katolicką. Oczywiście katolicyzm odrzucał wszelkie koncepcje ustrojów totalnych (148), a na ówczesnym etapie rozwoju społecznego nauczania Kościoła także w dużej mierze koncepcje liberalne (149). Oparty na liberalizmie demokratyzm akcentuje bowiem zbyt mocno indywidualność ludzką. Przyjmuje, że społeczeństwo składa się ze zatomizowanych jednostek łączących się ze sobą jedynie dla realizacji jakichś celów. W takim wypadku pomijane są naturalne więzi międzyludzkie (150). Przeciwnie totalizmy. Posuwają się one do uznania państwa za byt odrębny od zespołu ludzkiego, z jego absolutyzacją włącznie (151). Jeden z czołowych katolików społecznych II Rzeczypospolitej, ks. bp J. Stepa określił stanowisko Kościoła jako pośrednie między tymi dwiema skrajnymi formami ustrojowymi (152). Szczególnie cenne okazały się jego refleksje na temat totalizmu. Wychodząc z pozycji filozofii tomistycznej ks. Stepa stwierdzał, iż człowiek nie może być w całości "objęty" przez państwo i ma prawo dążyć do osobistych celów. Jednostka bowiem, o tyle służyć może celom grupowym, o ile jest to pożyteczne dla wszystkich jednostek. Wynika z tego, że cele jakie stawia sobie grupa społeczna (także naród czy państwo), nie mogą być sprzeczne z celami jednostkowymi, zaś poza zasięgiem ogółu pozostaje szeroka sfera celów indywidualnych (153). Jedynie ustrój, który w ten sposób ująłby relacje między jednostką a ogółem, uznać można - zdaniem tego myśliciela - za zgodny z nauką Kościoła katolickiego. Jak z tego więc wynika ustrój proponowany przez KN był nie do pogodzenia ze społecznym nauczaniem Kościoła katolickiego.
KN dążyła niewątpliwie do zbudowania społeczno-państwowego monolitu. W ujęciu jej ideologów naród miała stanowić społeczność jednolita etnicznie i światopoglądowo, w pełni identyfikująca się ze swoim państwem (154), któremu mają podlegać wszystkie dziedziny życia społecznego. Generalnie, z publicystyki konfederackiej - jak pisze S. Faliński - wyłania się obraz społeczności, czy raczej człowieka odpodmiotowionego (155). Podmiotem ma bowiem być naród, którego najwyższą emanacją miało być państwo, jednostka zaś przedmiotem, środkiem do realizacji celów ogólnych.
Konsekwencją takiego zdefiniowana narodu był postulat usunięcia wszelkich podziałów poziomych społeczeństwa i zastąpienia ich podziałem, wzorowanym na Średniowieczu (a obecnym także w encyklikach społecznych Leona XIII i Piusa XI) pionowym – hierarchią (156). Skutkuje to m.in. innowacjami programowymi w zakresie organizacji życia gospodarczego, politycznego, czy kulturalnego - a przede wszystkim w zakresie światopoglądu, jaki wyznawać mają jednostki.
Przedstawiony powyżej system S. Faliński nazywa nacjonalistycznym totalitaryzmem o charakterze faszystowskim, którego specyfika wynika z głoszonego przez niego katolicyzmu (157). Bez wątpienia należy zgodzić się z nim w dwóch przynajmniej kwestiach. Po pierwsze KN rzeczywiście głosiła pogląd, iż katolicyzm powinien stać się podstawą narodowego, jednolitego światopoglądu. Po drugie zaś niewątpliwym jest, iż postulowany przez nią system społecznopolityczny ma cechy systemu totalitarnego, mimo odżegnywania się od niego wszystkich przedstawicieli tego środowiska. Wątpliwości budzi jedynie stwierdzenie, iż ideologia konfederacka ma charakter faszystowski, charakter ukrywany pod płaszczykiem katolicyzmu. Zapewne stwierdzenia takie wynikają ze zbieżności niektórych proponowanych przez KN rozwiązań i idei z rozwiązaniami stosowanymi w krajach faszystowskich - z wodzowstwem na czele. Należy jednak pamiętać, iż są to tylko instytucje, podobne, ale nie takie same. W rzeczywistości systemy te różnią się w samych swych założeniach. Pragnę wskazać tylko na jedno z nich - na teorię państwa. O ile bowiem w faszyzmie państwo stanowi centrum całego systemu, a naród jest jedynie wytworem życia państwowego, to w systemie proponowanym przez KN mamy sytuację zupełnie odwrotną - to naród stanowi centrum systemu, państwo zaś istotne jest tylko o tyle o ile stanowi jego "emanację".
Koncepcje ideologów kręgu KN bardziej niż faszyzmowi bliższe są poglądom części polskich katolików - zarówno duchownych jak i świeckich. Jednym z ich przedstawicieli był zapewne ojciec Józef Bocheński. Znajdziemy u niego zarówno postulat wypełniania przez państwo misji religijnej (158), jak i bliskie KN dowartościowanie siły (159) i ekspansjonizmu (160), czy w końcu równie jej bliską wizję państwa "jednokierunkowego" (161), zbliżonego swą postacią do państwa średniowiecznego (162). Bocheński poświęca również wiele miejsca uzasadnieniu zgodności z katolicyzmem afirmowania własnego narodu (163) oraz teorii dobra wspólnego (rozumianego jako narodowe) i konieczności pełnego podporządkowania się jednostek wymogom jego realizacji (164). Swoją wizję opiera on na postulacie reformy katolicyzmu polskiego w myśl słów prymasa Augusta Hlonda "Krzyż i miecz prowadziły Polskę przez dzieje" (165). Miał być to więc katolicyzm generujący w narodzie siłę - siłę potrzebną mu do realizacji jego dziejowego posłannictwa jakim jest obrona i szerzenie chrześcijaństwa i opartej na nim kultury (166).

Przypisy:
1)                  Zarys historii tego ugrupowania zob.: J. Majchrowski, Geneza politycznych ugrupowań katolickich. Stronnictwo Pracy, grupa "Dziś i Jutro", Paryż 1984.
2)                  S. S. Faliński, Ideologia Konfederacji Narodu, „Przegląd Historyczny” 1985/1, s. 57.
3)                  C. Żerosławski, Katolicka myśl o ojczyźnie. Ideowopolityczne koncepcje klerykalnego podziemia 1939-1944, Warszawa 1987, s. 103.
4)                  S. S. Faliński, dz. cyt., s. 58.
5)                  Tamże.
6)                  Por. Życie i śmierć dla Polski, [Warszawa 1942]; Witold Bukowski, Kultura i granice, "Sztuka i Naród" 1942/3-4; Deklaracja, "Sztuka i Naród" 1943/1944/14-15; Warcisław znad Łaby, Imperializm - katolicyzm, "Nowa Polska" 1942/19 (36).
7)                  Henryk z Kijowa, Założenia naczelne stosunków polsko - słowiańskich, "Nowa Polska" 1941/6; Jan ze Smoleńska, Zasada służby narodowi, "Nowa Polska" 1941/2; Jan ze Szczecina, Realizacja Imperium Słowiańskiego, "Nowa Polska" 1941/14; Kazimierz z Dźwińska, Tylko Polska może pokonać Niemcy, "Nowa Polska" 1942/3 (19); Stanisław z Kijowa, Imperialna wspólnota słowiańska a możliwości nowej cywilizacji, "Nowa Polska" 1942/9 (26); Historia żąda radykalizmu, "Nowa Polska" 1942/10.
8)                  Stanisława z Kijowa, dz. cyt.; Historia żąda...
9)                  L. Całka, Wielka ideologia Narodu Polskiego, Warszawa 1940, s. 11.
10)               Stany Zjednoczone i Polska, "Nowa Polska" 1942/33. Por. też: C. Żerosławski, dz. cyt., s. 133.
11)               J. Warszawski, Uniwersalizm, zarys narodowej filozofii społecznej, cz. I, Warszawa 1942, s. 29.
12)               Tenże, dz. cyt., cz. II, s. 29-30.
13)               Piotr z Rostoki, Treść rewolucji narodowej, [Warszawa] 1942, s. 32.
14)               Por..C. Żerosławski, dz. cyt., s. 145.
15)               Stanisław Łomień, Korzenie i kwiaty myśli współczesnej, "Sztuka i Naród" 1942/5.
16)               J. Warszawski, dz. cyt., cz. II, s. 24.
17)               Por. np. tamże, s. 31.
18)               Imperializm znaczy - istnienie Polski, wielkość Słowian, pokój Europy, Warszawa 1941; Życie i śmierć, [Warszawa] 1942.; Adam z Iławy, Duch odradzającej się Armii Polskiej, "Nowa Polska" 1941/5; Henryk z Kijowa, Idea i struktura stosunków między narodami, "Nowa Polska" 1941/6; Jan ze Szczecina, dz. cyt.; Stanisława z Kijowa, dz. cyt.; Oskar z Mińska, Szkoła wyobraźni Żołnierza Uderzenia, "Do Broni" 1942/12; Zawisza z Garbowa, Imperializm i czyn, "Do Broni" 1943/4 (26).
19)               Skrót ideologii KN, [Warszawa] 1941; Andrzej z Połocka, Prawo do ziemi, "Nowa Polska" 1942/1 (15); dz. cyt.; Warcisław znad Łaby, dz. cyt.; Józef z Wrocławia, Wieś polska się nie da, "Do Broni!" 1942/4; Uderzenie jako cel i środek, "Do Broni!" 1942/6; Jurand z Kamieńca, Nowi ludzie do polityki, "Do Broni!" 1942/10; Mieczysław z Głogowa, Gdzie jest ziemia, "Do Broni!" 1942/10; Oskar z Mińska, Szkoła wyobraźni Żołnierza Uderzenia, "Do Broni!" 1942/11; Jan ze Szczecina, Dlaczego musimy walczyć o granicę, "Do Broni!" 1942/21.
20)               Skrót..., s. 2-3; Życie i śmierć..., s. 1-3; Jurand z Kamieńca, Duch czasów nowych a historia, "Nowa Polska" 1942/39; Witold Bukowski, dz. cyt.; Deklaracja.
21)               Por. przyp. poprzedni.
22)               Imperializm i czyn, "Do Broni!" 1943/4 (26).
23)               Skrót...; Życie i śmierć...; Maciej z Gdańska, Przez Polskę Narodową do Polski Katolickiej, a nie na odwrót, "Fakty na Tle Idei" 1941/3; Jacek z Winnicy, Do firmowych działaczy katolickich, "Fakty na Tle Idei" 1941/7; Anna z Kercza, Polski ideał wychowawczy, "Nowa Polska" 1942/4 (20); Warcisław znad Łaby, dz. cyt.
24)               Skrót..., s. 2; Życie i śmierć...; Henryk z Kijowa, Założenia naczelne...; Maciej z Gdańska, Dzieje polskiego imperializmu, "Nowa Polska" 1941/15; Stanisław z Kijowa, dz. cyt.; Jurand z Kamieńca, dz. cyt.; tenże, Nowi ludzie...; Andrzej z Połocka, Mówią liczby, "Do Broni!" 1943/12 (24); Witold Bukowski, dz. cyt.; Kazimierz z Chocimia, Bez tytułu, "Fakty na Tle Idei" 1941/3; Wojciech z Królewca, Jesteśmy uniwersalistami, "Nowa Polska" nr z 14 V 1941.
25)               Życie i śmierć...; Jan ze Smoleńska, Potrzeba nam nowego człowieka, "Do Broni!" 1942/13; tenże Lekcja racji stanu, "Nowa Polska" 1941/5; Jurand z Kamieńca, Idea nowego pokolenia, "Do Broni!" 1943/8; Zawisza z Grabowa, dz. cyt.; Adam z Iławy, Duch odwetu, "Do Broni!" 1943/4; Stanisław Łomień, dz. cyt.;; Maciej z Gdańska, dz. cyt.; Warcisław znad Łaby, dz. cyt.; Kazimierz z Chocimia, Młodzież musi być w szeregu, "Fakty na Tle Idei" 1941/3.
26)               C. Żerosławski, dz. cyt., s. 110.
27)         Por. Jacek z Winnicy, dz. cyt.
28)               L. Całka, dz. cyt., s. 7-8.
29)               Por. S. S. Faliński, dz. cyt., s. 60.
30)               Bój z sobą i w sobie, "Do Broni!" 1942/16; Stanisław Łomień, dz. cyt.; Nasza modlitwa wieczorna, "Młodzież Imperium" 1943/3; Maciej z Kałuszyna, Tylko czyny budują przyszłość, "Nowa Polska" 1942/32.
31)               Zbylut znad Łaby, Rzecz najważniejsza, "Młodzież Imperium" 1942/7.
32)               Skrót...; Piotr z Rostoki, Konsumpcyjny styl inteligencji polskiej, "Nowa Polska" 1942/7 (25); Stanisław Łomień, dz. cyt.
33)               Piotr z Rostoki, Treść..., s. 23.
34)               Jan ze Smoleńska, Zasada służby...; Piotr z Rostoki, Konsumpcyjny styl...
35)               L. Całka, dz. cyt., s. 6.
36)               Maciej z Gdańska, dz. cyt.
37)               S. S. Faliński, dz. cyt., s. 61.
38)               Określeniem tym, za Markiem Aureliuszem, posłużył się Maciej z Gdańska; por. tenże, dz. cyt.
39)               Skrót...; Jan ze Smoleńska, dz. cyt.; Anna z Kercza, dz. cyt.; Piotr z Rostoki, Osoba a Program, "Nowa Polska" 1942/9 (26); tenże, Uniwersalizm, "Nowa Polska" 1942/13 (30).
40)               Zgodnie z pisownią dominującą w publicystyce KN.
41)               S. S. Faliński, dz. cyt., s. 61.
42)               Skrót...; Życie i śmierć...; Maciej z Gdańska, Czarna sprawa, "Nowa Polska" 1941/11; tenże, Przez Polskę Narodową...; Jacek z Winnicy, dz. cyt.
43)               Por. m.in. "Do Broni!" 1942/9. Można by też przytoczyć tu następujące słowa B. Piaseckiego: "Stan obecnej sytuacji międzynarodowej w Europie wywołany jest przez dwie siły motoryczne: początkową, świadomą decyzję przywódców niemieckich i żydowskich walki o panowanie nad światem, oraz przez dziejową tendencję krystalizowania się bloków rasowo-politycznych" - por. L. Całka, dz. cyt., s. 15.
44)               Likwidacja żydostwa, "Nowa Polska" 1944/14 (31).
45)               S. S. Faliński, dz. cyt., s. 62.
46)               Jerzy z Witebska, Słowa i czyny, "Do Broni!" 1942/14. W innym miejscu pisali: "(...) Ustrój korporacyjny, ustrój wolnych związków wszystkich czynników życia społeczno-gospodarczego urzeczywistnia wolność w tym stopniu, że wolność tą już zaczynamy nazywać władzą; realizuje ona ludowładztwo. Z drugiej strony, ustrój korporacyjny umożliwia wcielenie w życie karności (...)" - Głosy o ustroju, "Nowa Polska" 1942/3 (19).
47)               Skrót...
48)               Szymon z Opola, Podstawy polskiego ustroju społecznego, "Nowa Polska" 1943/7; Mieczysław z Głogowa, Synteza, "Nowa Polska" 1943/50.
49)               Jan ze Szczecina, Walczymy z komunizmem, "Do Broni" 1942/20; Skrót...; Szymon z Opola, dz. cyt.; Mieczysław z Głogowa, dz. cyt.
50)               Tezy programowe i realizacyjne, "Nowa Polska" 1944/69.
51)               Tamże.
52)               Likwidacja żydostwa, "Nowa Polska" 1944/69.
53)               S. S. Faliński, dz. cyt., s. 63.
54)               Wielka Polska to imperium, "Nowa Polska" 1943/24.
55)               Maciej z Gdańska, Czarna sprawa.
56)               Życie i śmierć...
57)               Józef z Wrocławia, O roli i potrzebach wsi polskiej, "Do Broni!" 1942/5.
58)               Jan ze Smoleńska, dz. cyt.
59)               Maciej Skiba, Sprawy wiejskie, "Nowa Polska - Nowa Wieś" 1943/1.
60)               Jan z Humania, Inteligencja i kryzys wsi, "Nowa Polska" 1942/9.
61)               L. Całka, dz. cyt., s. 11. Józef z Wrocławia, dz. cyt.
62)               Tezy programowe...
63)               Anna z Kercza, Udział kobiet w walce o Nową Polskę, "Nowa Polska" 1942/7 (25).
64)               Tamże.
65)               Jan ze Smoleńska, Obrachunek sumienia, "Do Broni!" 1942/12.
66)               Tenże, Zasada służby narodowi; Zbylut znad Łaby, dz. cyt.
67)               S. S. Faliński, dz. cyt.
68)         Anna z Kercza, Polski ideał wychowawczy, "Nowa Polska" 1943/46; Piotr z Rostoki, U źródeł ustrojowej rewolucji, "Nowa Polska" 1942/12 (29); Jan z Humania, Realne postulaty wsi, "Nowa Polska" 1943/46; Włodzimierz z Halicza, Przebudowa społeczno-gospodarcza, "Nowa Polska" 1943/55; Jan ze Smoleńska, dz. cyt.
69)               Jan ze Smoleńska, Potrzeba nam...
70)               Tamże; tenże, Zasada służby narodowi; Kazimierz z Chocimia, dz. cyt.
71)               Anna z Kercza, Polski ideał wychowawczy, "Nowa Polska" 1942/4 (20).
72)               Adam z Iławy, Duch odradzającej się...
73)               Skrót..., s. 1-2; Armia Ideowa, "Do Broni!" 1942/4; Bój z sobą i w sobie, "Do Broni!" 1942/15.
74)               Szerzej na temat formacji zbrojnej KN zob.: K. Krajewski, Uderzeniowe Bataliony Kadrowe 1942 - 1944, Warszawa 1993.
75)               Powstanie - Uderzenie.
76)               Było to motto "Sztuki i Narodu".
77)               Wojciech z Królewca, Rewolucja polskiego realizmu, "Nowa Polska" 1942/14 (21).
78)               tym, co jest kulturowo obce decydować miały oczywiście kompetentne osoby ze ścisłego kierownictwa "Państwa Narodowego" - por. Nałęcz z Niegocic, O powszechności kultury, "Nowa Polska" 1943/51; Jacek z Winnicy, dz. cyt.
79)               Jacek z Winnicy, dz. cyt.
80)               Jan ze Smoleńska, Zasada służby narodowi.
81)               Skrót...; Szymon z Opola, Podstawy polskiego ustroju społecznego, "Nowa Polska" 1943/51; Jan z Humania, dz. cyt.; Tezy programowe...
82)               Szymon z Opola, Podstawy polskiego ustroju społecznego, "Nowa Polska" 1942/40, Skrót.., s. 3.
83)               Bolesław z Wolina, Kupiectwo do szeregów, "Do Broni!" 1942/2.
84)         Skrót..., s. 4; "Ziemia Mówi" 1940/1; O prawa gospodarcze chłopa, "Ziemia Mówi" 1941/5; Mieczysław z Głogowa, Gdzie jest...
85)               Choć, już pod koniec wojny dopuszczano i taką możliwość - por.: Tezy programowe...
86)               Józef z Wrocławia, Wieś polska...; Cele i elementy polityki sowieckiej, "Agencja Blok środkowo-europejski" 1944/1.
87)               Skrót..., s. 4.
88)               Wiesław z Głogowa, Chłop i robotnik w nowej Polsce, [Warszawa] 1942, s. 12. Por. też, Józef z Wrocławia, O roli...; Mieczysław z Głogowa, Siła gospodarcza Polski Nowej, Warszawa 1942, s. 43.
89)               Mieczysław z Głogowa, Uwłaszczenie proletariatu, "Nowa Polska" 1943/51; Piotr z Rostoki, Treść...
90)               Głosy o ustroju; Szymon z Opola, Podstawy polskiego ustroju społecznego, "Nowa Polska" 1942/38; Skrót..., s. 3; Wiesław z Głogowa, dz. cyt., s. 10.
91)               Bolesław z Wolina, dz. cyt.
92)               L. Całka, dz. cyt., s. 12.
93)               Tamże, s. 13.
94)               Wiesław z Głogowa, dz. cyt., s. 25-36.
95)               Jan z Humania, dz. cyt.; tenże, Na drodze do ładu, "Nowa Polska" 1943/48.
96)               Jacek z Winnicy, dz. cyt.
97)               Jan z Humania, Realne postulaty...
98)               S. S. Faliński, dz. cyt., s. 69.
99)               Stanisław Łomień, dz. cyt.
100)           Jan z Humania, Na drodze...
101)           Tamże.
102)           Piotr z Rostoki, Organizacja życia zawodowego, "Nowa Polska" 1942/32.
103)           Tamże.
104)           Maciej z Gdańska, Przez Polskę Narodową...
105)           Jan ze Smoleńska, Uniwersalistyczne podstawy kultury polskiej, "Nowa Polska" 1941/8.
106)           Tamże.
107)           Por. S. S. Faliński, dz. cyt., s. 70.
108)           Stanisław Łomień, dz. cyt.; Piotr z Rostoki, Grupa a ruch u władzy, "Nowa Polska" 1942/35.
109)           Tamże; Andrzej z Płocka, Na drogach wielkości, "Nowa Polska" 1942/33.
110)           Henryk z Kijowa, dz. cyt.; Maciej z Gdańska, Dzieje polskiego imperializmu; Jan ze Smoleńska, Zasada służby narodowi; Piotr z Rostoki, Osoba a Program; Stanisław z Kijowa, dz. cyt.; Skrót...
111)           Imperium znaczy..., s. 2.
112)           Tamże.
113)           Henryk z Kijowa, dz. cyt.; por. też Życie i śmierć..., s. 4; Stany Zjednoczone...; Tylko Polska może pokonać Niemcy, "Nowa Polska” 1942/3 (19).
114)           Henryk z Kijowa, dz. cyt.; Jurand z Kamieńca, Nowi ludzie...; Witold Bukowski, dz. cyt.; Życie i śmierć...
115)           Henryk z Kijowa, dz. cyt.
116)           Witold Bukowski, dz. cyt.
117)           L. Całka, dz. cyt., s. 14-15.
118)           Henryk z Kijowa, dz. cyt. Jeśli chodzi o samą rozpiętość ziem polskich, to konfederaci stworzyli dwa alternatywne programy: a) program maksimum - zob.: Jan z Chociebuża, Nowa granica zachodnia, "Biuletyn Słowiański" 1943/2; i b) program minimum - zob.: Mieczysław z Głogowa, Odra, "Do Broni!” 1941/20; Jan ze Smoleńska, Czy Polska może być niepodległa, "Fakty na Tle Idei" nr z 22 XII 1941; tenże, Obrachunek...;Stanisław z Kijowa, dz. cyt.; Jan ze Szczecina, Nam nie wystarcza niepodległość, "Do Broni!” 1942/19.
119)           Henryk z Kijowa, dz. cyt.
120)           C. Żerosławski, dz. cyt., s. 86.
121)           Por. np. Imperium znaczy..., s. 54.
122)           L. Całka, dz. cyt., s. 16.
123)           Tamże, s. 17.
124)           Imperium znaczy..., s. 2.
125)           L. Całka, dz. cyt., s. 16.
126)           Imperializm - katolicyzm.
127)           Tamże.
128)           J. Warszawski, dz. cyt., cz. I., s. 13.
129)           Tamże, s. 16.
130)           Tamże, cz. II, s. 29 - 30.
131)           Tamże, s. 24 - 29.
132)           Tamże, s. 31.
133)           B. Grott, Rola katolicyzmu w ideologii obozu narodowego w świetle pism jego ideologów i krytyki katolickiej, "Dzieje Najnowsze" 1980/1, s. 73 - 74.
134)           Por. B. Grott, Katolicyzm w doktrynach ugrupowań narodowo - radykalnych do roku 1939, Kraków 1987, s. 110.
135)           Por. Z. Żółtowska, O etyce życia narodowego, Poznań 1927, s. 32.
136)           Por. Nacjonalizm a katolicyzm, opinie biskupów, uczonych, polityków i publicystów współczesnych, Poznań 1927.
137)           Duże znaczenie w tym procesie miała też broszura Romana Dmowskiego pt: Kościół, naród i państwo, Poznań 1927.
138)           Roszkowski, Katolicyzm społeczny. Zarys rozwoju poglądów społeczno-katolickich, Poznań 1932, s. 193. Konfederaci jasno określili, iż ostatecznym celem człowieka i najwyższą wartością jest Bóg - por. Tezy programowe...
139)           Grott, dz. cyt.
140)           Por. np. B. Piasecki, Duch czasów nowych a Ruch Młodych, Warszawa 1935, s. 36.
141)           Grott, dz. cyt., s. 111.
142)           K. Górski, Wychowanie personalistyczne, Poznań 1936, s. 6.
143)           Szymański, Nauki wynikające z potępienia Action Francaise, VI tydzień społeczny Stowarzyszenia Młodzieży Akademickiej "Odrodzenie" w Lublinie w sierpniu 1927 r., Lublin 1928, s. 50.
144)           Tamże.
145)           Tamże.
146)           Tamże, s. 59 - 61.
147)           Grott, dz. cyt.
148)           Por. A. Zwoliński, Kościół a ideologia, Kraków 1991, s. 21 - 72.
149)           Tamże, s. 73 - 108; por. też S. Kowalczyk, Liberalizm i jego filozofia, Katowice 1995, s. 185 - 191.
150)           J. Stepa, Jednostka i grupa w dziejowym konflikcie, [w:] Tydzień Społeczny w Sosnowcu, 15 - 21 kwietnia 1937, Sosnowiec 1937, s. 58.
151)           Tamże, s. 60.
152)           Tamże, s. 58.
153)           Tamże, s. 60.
154)           Prawo ziemi, "Nowa Polska" 1942/1 - czytamy tam m.in.: "Losami państwa i narodów rządzą trzy prawa: prawo ziemi, prawo krwi i prawo idei. Terytorium, ludność i wszystko spajająca idea decyduje o ich roli i znaczeniu w świecie".
155)           Por. S. S. Faliński, dz. cyt., s. 74.
156)           Tamże.
157)           Tamże, s. 75.
158)           J. M. Bocheński, Szkice o nacjonalizmie i katolicyzmie polskim, b.d.m.w., s. 24.
159)           Tamże, s. 25.
160)           Tamże, s. 26.
161)           Tamże, s. 25.
162)           Tamże, s. 32 - 38.
163)           Tamże, s. 28 i ns.
164)           Tamże, s. 29 i ns.
165)           Tamże, s. 31.
166)           Tamże, s. 31 - 32 i ns.