Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 lipca 2011

Kap, kap, kap...

Dziwnym trafem, kiedy tylko przez więcej niż dwa dni, w głowie huczy mi monotonny stukot kropli wody o parapet, popadam w stan dziwnego odrętwienia. Nawet skoki przez kałuże w drodze do lub z pracy nie są w stanie wybić mnie z tego intelektualnego stuporu. Bywa, że zadaję sobie pytanie czy li tylko mnie trapi taka dolegliwość? A może to zaraza jakaś na przykład? I uczepiwszy się tej myśli jak pijany latarni zacząłem w pamięci szukać uzasadnienia dla tej tezy. No bo wszak smutno być samemu w kosmosie.
I jest! Jak nic musi być to chyba choroba ludzkość trapiąca, przy czym w niektórych regionach świata deszcz musi padać permanentnie, co niewątpliwie jest objawem, że rację maja zwolennicy tezy o dramatycznym ociepleniu klimatu. Bo wszak w innym przypadku czy ktokolwiek zastanawiałby się nad związkiem jaki zachodzi pomiędzy długością palca wskazującego i serdecznego a rozmiarami penisa?
Penis, co oczywiste, stanowi niezwykle istotny punkt odniesienia dla każdej sprawy (nie żartuję – nawet uzyskanie azylu politycznego może od niego zależeć). Dlatego dzień bez istotnej o nim informacji to niewątpliwie dzień stracony. No bo przecież jak nic opinię publiczną zelektryzować musiał fakt, że oto da się go jednak bezoperacyjnie powiększyć, a poza tym lubi on sportowe samochody. Przy tej okazji warto zaznaczyć, że już prawie połowa Polaków ma samochód. Źródła niestety milczą jaki procent z nich posiada sportowe zabawki.
A skoro o penisie, to musi być też o seksie. W Holandii musiało lać niedawno w ekstremalny sposób. Jedynie tak bowiem wytłumaczyć można chyba wypowiedź przełożonego tamtejszych salezjanów, który stwierdzić, że dzieci od 12. roku życia mogą uprawiać seks z dorosłymi i wcale nie musi to być dla nich szkodliwe. Oj bardzo, bardzo się pomylił!!! Naukowcy wszak ogłosili jakiś czas temu – o czym doniosła CNN -, że uprawianie seksu (bez względu na wiek), picie kawy, wysiłek fizyczny i inne codzienne czynności mogą spowodować wzrost ciśnienia krwi i tym samym znacząco zwiększyć ryzyko pęknięcia tętniaka w mózgu . Zaiste – przełom w medycynie!!! Podobnie jak komunikat Światowej Organizacji Zdrowia, że telefony komórkowe „prawdopodobnie powodują raka”. Na szczęście są jeszcze na świecie tacy, do których te ważne komunikaty zapewne nie docierają. Jedynie to tłumaczy fakt, że choć nie uprawiają sportu, jedzą tłuste jedzenie, nie stronią od papierosów i alkoholu - to dożywają 100 lat.
Pewnie w ogóle mało interesują ich media. I dlatego ciśnienia nie podnosi im fakt, że Duńczycy postanowili rozwiązać problem narkomanii rozdając za darmo heroinę, a (równie tolerancyjni) Holendrzy problemy społeczne tworząc getta dla niedostosowanych społecznie. Tych jednak przebili Szwedzi, którzy problem seksizmu postanowili zlikwidować kasując płeć.
Czy da się jakoś skasować ten deszcz?

poniedziałek, 23 maja 2011

Bełkot



Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
Stanisław Lem

Na fali ogólnonarodowej debaty o chamstwie w Internecie i ja postanowiłem zagłębić się w jego przestworzach. A że koszula najbliższa ciału wygooglowałem siebie. A co! No dobrze. Nie tylko wygooglowałem. Zajrzałem też w kilka miejsc „poleconych” mi ostatnio przez znajomych. Zaglądają tam regularnie. Ja od wielkiego dzwonu. No i zagrzmiał. A głos jego donośny jak cholera.
Czego to się człowiek nie dowie o sobie w sieci. Zabawa pyszna. Doprawdy. Choć i przykro się robi, że Matka Ziemia tylu frustratów musi nosić na swoich spracowanych barkach. No cóż. 4,5 mld lat temu przetrwała uderzenie planety wielkości Marsa (stąd mamy księżyc), a i mniejsze obiekty kosmiczne – przez ostatnich 4,6 mld lat - nie szczędziły jej razów. Równie mocno jej wytrzymałość testowali amatorzy przyspieszonego Armagedonu częstując ją serią eksplozji nuklearnych. Wytrzymała? A jakże. Przetrwała sobotni koniec świata punkt o 18.00,  więc przetrwa też zmasowany atak frustratów w cyberprzestrzeni.
Trzy rzeczy uderzyły mnie szczególnie podczas tej wycieczki w głąb ludzkich resentymentów. Pierwsza to trwałość niektórych tematów. Powiedzmy, że brałem udział w jakimś konkursie, który – tak bywa – wygrałem. Zawsze wówczas zdarzy się jakiś kontrkandydat twierdzący jeszcze niemal dekadę później, że konkurs musiał być ustawiony. No bo przecież – a jakże – w przeciwnym wypadku zakończyłby się zgoła innym werdyktem. Druga to różnorodność form. Przeważają wpisy na forach, ale zaraz po nich plasuje się multiplikowanie nieprzychylnych opinii w każdym możliwym miejscu. Ale to, co dostałem ostatnio mailem (publikacja w sieci jest dopiero zapowiadana) przeszło moje najśmielsze wyobrażenia. Stałem się ja oto – marny żuczek – bohaterem (negatywnym oczywiście) opowiadania. Ba! Powieści w odcinkach! Ukazał się dopiero pierwszy. Z niecierpliwością oczekuję następnych. Mam nawet kilka pomysłów, jak mogłaby się rozwinąć akcja.
No i w końcu rzecz trzecia. Określę ją jednym słowem: bełkot. Tym, którzy nie do końca wiedzą, co to takiego, polecam wygooglowanie ostatnich uchwał Zarządu Województwa Małopolskiego dotyczących Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie (odwołanie mnie ze stanowiska dyrektora, cofnięcie pani Annie Wiśniewskiej „powierzenia obowiązków dyrektora”, ogłoszenie konkursu na dyrektora). Zachęcam zwłaszcza do przeczytania ich uzasadnień. Istny kabaret. To że podawane w nich fakty nie mają nic wspólnego z rzeczywistością (pomyłka w dacie powołania mnie na to stanowisko sięga 4 lat!) to nic w porównaniu ze stylem w jakim powstały. Dadaiści spaliliby się ze wstydu czytając te bzdury.
Dwie refleksje na koniec. Widząc jakim błotem obrzucany bywam w sieci zastanawiam się, czy warto silić się na jakąś reakcję. Publikować polemiki? Po co? Przecież nie jest to rodzaj krytyki, a ordynarny atak. Krytykę można przyjąć, albo – nie zgadzając się z nią – przedstawić kontrargumenty. Ale polemizować z bełkotem? A może użyć środków prawnych? Anonimowych (choć nie zawsze) autorów wpisów na formach można namierzyć. Tylko po co? Włóczenie się po sądach to zajęcie niezwykle przykre. Potrzebne mi jeszcze te dodatkowe przykrości? Może lepiej niech problemem zajmą się Ci, którzy najlepiej się na tym znają. Psychiatrzy. Kilka doktoratów kategoryzujących sieciowych frustratów widzę już oczyma wyobraźni.
Jeśli mam się już włóczyć to najlepiej po świecie. Ot chociażby tam, gdzie o zasięg globalnej sieci trudno. Dla przykładu – można wsiąść na prom i popływać po Bałtyku. Przy okazji zajrzeć do Sztokholmu i Tallina, albo zapuścić się i głębiej. Pooglądać kamienie runiczne w Sigtunie, albo zadumać się nad grobem Linneusza w Uppsali. Szwedzi – jak tylko zaświeci słońce - to bardzo radośni ludzie. Nieco gorzej sprawa ma się z Estończykami. Kryzys daje im się mocno we znaki. Zastąpienie narodowej waluty Euro spowodowało wzrost cen. I choć z uśmiechem opowiadają np. o swojej malutkiej armii, w której ostatnio zlikwidowano kompanię rowerową, aż strach się bać zaglądać na estońskie forma internetowe…