czwartek, 8 sierpnia 2013

Wyimki. Głównie o wolności...

Sławomir Mrożek, Emigranci, Warszawa 2003

„Ty człowiek jesteś? Ty?! Zwierze jesteś, a nie człowiek. Wprawdzie nie pies i nie świnia, ale wół! Tępy, bezbronny, głupi, roboczy wół! Zdatny tylko do tego, żeby nim orać, aż wyciągnie kopyta! I jeszcze się z tego cieszy! Jeszcze się sam doprasza, byleby mu dali więcej sieczki do żłobu! Szczęśliwy jest, niczego więcej nie pragnie. Zadowolony jesteś, prawda? No powiedz, zadowolony?!” – s. 65.

„To mi się nie podoba. Jak jest początek, to powinien być i koniec. Inaczej początek też coś nie tego… Końca nie ma, początek nie w porządku, a tymczasem ja tyram i nie mam z tego żadnej przyjemności. Ani do kina, ani na dziwki…” – s. 70.

„U nas na wsi był wariat. Nic nie robił, bo do niczego się nie nadawał. (…). Żył bez domu i bez rodziny, tylko z tego, co mu ludzie dali. To co on robił, jak on nic nie robił? O czym on myślał? O czym on mógł myśleć, jak nic nie miał i nic nie robił? On myślał tylko o myśleniu, on myślał tylko o myślach. A czy on był mądry? Nie, on głupi był. On był wariat.” - s. 77.

„To zadziwiające, jak człowiek (…) nie chce widzieć najoczywistszej prawdy, jeżeli ta prawda razi jego pychę. Ja najpierw gimnastykowałem się, jak małpa w klatce. Huśtałem się na ogonie, wskakiwałem z wielkim rozpędem ze słupa na ścianę (…) albo – kiedy dostałem orzech – próbowałem wejść do łupiny, aby tam czuć się panem nieskończonych przestrzeni. Długo trwało, zanim oczyściwszy się ze wszelkich złudzeń doszedłem do bardzo prostego wniosku, że jestem tylko małpą w klatce.” – s. 80.

„Rzeczy, których pożądasz, które chcesz mieć. Które możesz kupić za pieniądze. Być niewolnikiem rzeczy, to niewola jeszcze doskonalsza niż więzienie. To niewola doprawdy idealna, bo tu już nie ma żadnej przemocy z zewnątrz, żadnego przymusu. To już tylko sama dusza niewolnicza niewolę sobie stwarza, bo niewoli łaknie.” – s. 96.

„A potem zbudujesz dom. Piękny dom. Wysoki, murowany… Nie jakąś tam chałupę. (…). Dzieci poślesz do szkoły. Niech się uczą, niech wyrosną na ludzi. To będzie dobra, prawdziwa szkoła, bo wszystko będzie dobre, prawdziwe… Praca da chleb, a prawo wolność, bo wolność będzie prawem, a prawo wolnością. Czy nie o to nam chodzi? Czy nie do tego wszyscy zmierzamy? A jeżeli wszyscy mamy wspólny cel, jeżeli wszyscy chcemy jednego, to cóż nam przeszkadza, aby stworzyć taką dobrą i rozumną wspólnotę.” – s. 103.


piątek, 28 czerwca 2013

Łaska


Jeżeli przyjąć, że ma rację Kurt Vannegut, gdy stwierdza, iż „Wiedza jest najbardziej wartościowym towarem na świecie. Każde nowe odkrycie czyni nas [zaś] bogatszymi”, to pewnie trzeba też pogodzić się z kilkoma innymi faktami. Po pierwsze: zdobycie „wartościowego towaru” wymaga wielkiego wysiłku i pociąga za sobą koszty. Nie każdy więc będzie chciał się na ów wysiłek i koszty zdobyć. Po drugie: wiedza stanowi efekt lub uboczny produkt procesu poszukiwania prawdy. Ta ostatnia zaś bywa trudna do przyjęcia lub nawet bolesna. Pewnie dlatego tak często staramy się omijać ją szerokim łukiem. Prawda wymaga odwagi. Nie jest „towarem” dla tchórzów. Bywamy tchórzliwi zapewne z powodu złudzenia, że brak wiedzy daje nam spokój. Wszak ponoć „czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal”. Ale czy na takim złudzeniu można zbudować cokolwiek wartościowego? Życie bez prawdy jest życiem na niby, życie w oparach niedomówień i półprawd – koszmarem.
W „Wyznaniach” św. Augustyna (Księga XIII) znalazłem kiedyś takie słowa: „Gdyby ktokolwiek inny, nie Ty, miał mnie natchnąć, nie sądzę, żebym mógł powiedzieć prawdę, bo Prawdą jesteś Ty, a każdy człowiek jest kłamliwy. Kto więc wypowiada kłamstwo, dobywa je z własnych zasobów. Abym mógł wypowiedzieć prawdę, niech z Twojego zasobu zaczerpnę to, co mam mówić”. Czyżby więc mówienie prawdy, jej przyjmowanie, czy do niej dążenie wymagały jakiejś szczególnej łaski, zaś jej odrzucenie nie? A jeśli tak w istocie jest, to kto tą łaską jest obdarzony? Komu została ona dana? Jeśli rzeczywiście jesteśmy wolni, a powyższe pytania są prawidłowo postawione, to przyjąć pewnie należy, że łaskę otrzymaliśmy wszyscy, tylko nie wszyscy chcemy z niej skorzystać. Tymczasem „chcieć” to ponoć „móc”.

czwartek, 23 maja 2013

Drzwi


Lekko i bez wysiłku, jednym pchnięciem, otwierają się tylko drzwi do zguby
- Lew Tołstoj

Są wszędzie, gdzie tylko człowiek postanowił coś zbudować. Wyglądają podobnie. Czasem solidniejsze, pokryte kuloodporną blachą, innym razem liche, zbite z kilku desek i zaopatrzone skoblem. Chronią, a przynajmniej odgradzają. Stwarzają złudzenie bezpieczeństwa. Pewnie dlatego tak mocno wrosły w nasz sposób myślenia o świecie, zwłaszcza o drugim człowieku. Uchylamy bowiem komuś drzwi, deklarujemy, że nasze drzwi będą dla kogoś zawsze otwarte. W końcu dla tego kogoś je zatrzaskujemy. Można w nich sobie przytrzasnąć palce, a nawet stracić głowę. Stukamy do drzwi licząc, że nam je otworzą. Pukamy z nadzieją, szarpiemy za klamkę, rozłupujemy siekierą. Czekamy, by otwarły nam podwoje, wisimy u klamki. Czasem wyważamy otwarte, a równie często natykamy się na te do lasu.
Skrzypiące powodują, że po grzebiecie przebiegają nam ciarki. Choć są tak różne wszystkie można w końcu otworzyć i wszystkie zatrzasnąć. Gdyby było inaczej oznaczałoby to, że coś jest z nimi nie tak. Błąd, awaria, smutek zaniedbanego gospodarstwa, samotność porzuconego domu. Nawet drzwi zamknięte na głucho to drzwi dokądś. Stajemy przed nimi niczym przed wrotami nowego milenium zastanawiając się, co się stanie, gdy uda nam się przekroczyć ich próg. Dokąd w rzeczy samej prowadzą. Kryją więc zarówno tajemnicę, jak i obietnicę. Rodzą nadzieję, ale i strach. Z drzwiami jest bowiem problem. Za nimi może kryć się równie dobrze to, czego najniecierpliwiej pragniemy, jak i otchłań ze swoimi zachłannymi mackami. Znacznie częściej jednak kryje się za nimi po prostu mur. Smutne.

poniedziałek, 20 maja 2013

Romologiczny tom Przeglądu Narodowościowego

Pracownia Badań nad Mniejszościami Narodowymi i Etnicznymi, która funkcjonuje w Instytucie Politologii Uniwersytetu Zielonogórskiego, przygotowuje trzeci numerze czasopisma „Przegląd Narodowościowy - Journal of Nation” (pierwszy numer został poświęcony Kurdom, drugi szeroko rozumianej etniczności), który poświęcony będzie społeczności romskiej (zarówno w Polsce jak i na świecie). W związku z powyższym istnieje możliwość nadesłania tekstów z tego zakresu. Mogą one dotyczyć m.in. zagadnień historycznych, socjologicznych, prawnych, politologicznych czy z dziedziny kulturoznawstwa. Artykuły nadsyłać można do 15 października 2013 roku (ogólne wymagania techniczne: czcionka 12, przypisy na dole strony, krótkie streszczenie artykułu - 100-150 znaków). Adres e-mail, na który należy przesyłać teksty jest spersonalizowany, dlatego udostępnię go bezpośrednio osobom zainteresowanym.

środa, 10 kwietnia 2013

Czas...

Wszystkie ścieżki ludzkiego ethosu przechodzą przez bramy prawdy, których obchodzić nie wolno.
ks. Józef Tischner


Nie jest do końca istotne, czy czas istnieje obiektywnie, czy też tylko subiektywnie egzystuje w naszych umysłach, jako wytrych do rzeczywistości. Ważne jest jedynie to, że bez pojęcia czasu trudno nam wyobrazić sobie cokolwiek, co ma związek z istnieniem. Być to bowiem zmieniać się. Zmiana z kolei trochę niesłusznie kojarzona jest z rozwojem, ten zaś, jeszcze niesłuszniej, z postępem. Prawdą jest jednak, że postęp i czas - jako pojęcia - są ze sobą związane nierozerwalnie.
Zasadniczo, motorem postępu jest ponoć nasze lenistwo. Mianowicie - jesteśmy innowacyjni po to jedynie, by nasze wynalazki zaoszczędziły nam wysiłku. Wygospodarowany dzięki nim czas moglibyśmy bowiem przeznaczyć na nicnierobienie. Tymczasem, wydaje się, że jesteśmy bodajże tyleż leniwi, co chciwi.  Zamiast więc pożytkować rozwój cywilizacyjny na piaszczystych plażach Zanzibaru, zaprzęgamy go do kieratu wydajności, sami pracując wielokrotnie więcej niż w dobie przedindustrialnej.
Praca znalazła się w absolutnym centrum ludzkiego etosu. Zajęła miejsce początkowo zarezerwowane dla Boga, później dla człowieka, rozumu, ducha czy rozwoju. Stanowi sens i osnowę narracji opisujących rzeczywistość w skali makro i mikro. Nie piszemy już nawet życiorysów. Zamiast nich tworzymy CV. Nie jest już bowiem tak ważne kim naprawdę jesteśmy. Swą wagę ma jedynie to, jakie zgromadziliśmy – związane z pracą - doświadczenia.
Mam swoje powody, by w szczególny sposób pochylać się dzisiaj nad ostatnimi dwiema dekadami mojego życia. Praca stanowiła o tyle istotną ich treść, że częstokroć przesłaniała to, co - wiem to dzisiaj - powinno było zawsze stać ponad tym, co zmienne. Z drugiej strony jestem tu gdzie jestem dzięki serii wyborów, jakich dokonałem. Na ile - podejmując poszczególne decyzje - świadomy byłem ich konsekwencji? Nie wiem. Ale czy w ogóle dana jest nam taka zdolność? Czy potrafimy żyć w poprzek rzeczywistości? Niektórzy pewnie tak...

czwartek, 28 marca 2013

Alleluja!

(...) A kiedy Anioł głaz odwalił z grobu
i jasne słońce do czeluści wpadło,
powstał i wyszedł z kamiennego żłobu
w chustach śmiertelnych i z twarzą pobladłą.


I na świat patrzył jeszcze na wpół senny,
i taki smutny szedł w blask słońca złoty,
jak kiedy w cierniach i krzyżem brzemienny
wśród wrzasków tłumu szedł na szczyt Golgoty.


(Jerzy Żuławski, „O trzeciej dobie”)


czwartek, 21 lutego 2013

Czterdzieści i dwa

„My, to znaczy kto? My, ludzie dzisiejsi, ludzie jakiegoś dzisiaj, którzy długo już trwają i długo jeszcze trwać będą w dłużyźnie, dla której żaden rachunek czasu historii nie wprowadzi nigdy miary”.
Martin Heidegger*

W swoje urodziny trafiłem na pogrzeb. Nie swój własny rzecz jasna, ale to, że i na taki kiedyś trafię, jest przecież jedynie kwestią czasu. Nic nadzwyczajnego w tej zbieżności nie ma. Zwykły zbieg okoliczności. Przypadek. Potwierdzenie prawdy, że skoro się narodziliśmy, przyjedzie pewnie i umrzeć. Oczywistość takiej kolei rzeczy wprawia mnie nieodmiennie w swoiste osłupienie. Bo jeśli żyjemy z taką świadomością, to co nadaje naszemu życiu sens? Jego kres?
W perspektywie religijnej sprawa jest jasna. Życie tu i teraz to bytowanie w skończoności, śmierć zaś jest przejściem do realności wyższej, w której skończoność zostaje przezwyciężona. Jakość tego nowego bytowania jest zależna od sposobu, w jaki spożytkujemy dany nam w doczesności potencjał. Reszta jest tylko kwestią przyjęcia (na wiarę, ale także rozumowo) takich bądź innych założeń. Dotyczą one w pierwszym rzędzie znaczenia naszej woli i roli łaski, jaką otrzymujemy od Tego, który daje życie. Między tymi biegunami roztacza się przestrzeń interpretacji czynów i intencji. Przestrzeń dobra i zła. Przestrzeń wolności i fatum.
Problem skończoności, a w zasadzie możliwości jej przezwyciężenia, stanowi również istotę światopoglądów niereligijnych. W tym przypadku nadawanie sensu życiu odbywa się w oderwaniu od Absolutu, a w odniesieniu do wartości uznanych (przyjętych) za szczególnie istotne. Gama możliwości w tym zakresie jest na tyle szeroka, że nie sposób znaleźć rozsądną zasadę, do której można by je sprowadzić, oczywiście poza tą, że ich celem jest usensowienie życia. Unieśmiertelnienie następuje tu chociażby poprzez przekazywanie genów i wzorców, trwanie w pamięci pokoleń, rozwój społeczeństw itd. Jest ono możliwe dzięki osiągnięciu przez jednostkę określonych zdolności, w tym zdolności etycznych.
To teleologiczne zdeterminowanie naszego bytowania jedynie pozornie znosi pytanie o sens życia. O jego istotę. Nie rozstrzyga bowiem o tym, dlaczego życie w ogóle jest konieczne. Dlaczego takie a nie inne sprawności mają zagwarantować przezwyciężenie skończoności i czy samo to przezwyciężanie ma jakąś wartość, jakiś sens. Pytania te można mnożyć do granic – nomen omen – nieskończoności, o ile nieskończoność jakieś granice posiada. Sama zaś próba znalezienia na nie odpowiedzi może bądź to nadać ludzkiemu życiu sens, bądź też prowadzić do skrajnego pesymizmu, od którego już niedaleko do zakwestionowania samego życia.
Nie może więc dziwić, że historia człowieka to historia poszukiwania sensu - znaczenia ukrytego w nieznanych odpowiedziach na znane pytania. Filozofia, sztuka, literatura… Wszystkie te próby okazują się daremne. Być może dlatego, że – jak twierdzi Martin Heidegger – jeszcze nie nauczyliśmy się myśleć. Zamiast tego – „kombinujemy”. Efekty tych zabiegów bywają mniej lub bardziej pociągające. Zważywszy na osobisty wydźwięk dzisiejszego dnia i korzystając z pewnej inspiracji przypomnę jeden z nich, autorstwa Douglasa Adamsa. W jego „Autostopem przez Galaktykę” odpowiedź na wielkie pytania o życie, wszechświat i wszystko inne stanowi liczba 42. I pewnie coś w tym jest. W końcu – jak wierzyli starożytni Egipcjanie – na sądzie dusz obecne są 42 demony…

* Martin Heidegger, Co znaczy myśleć? (M. Heidegger: Was heisst Denken?, w: tenże: Vorträge und Aufsätze, Pfüllingen 1954; odczyt wygłoszony w radiu bawarskim w maju 1952 r., opublikowany po raz pierwszy w „Merkur" R. VI, 1952. Korzystałem z polskiego tłumaczenia autorstwa Janusza Mizery i Józefa Tischnera).